Nie tak dawno z imigrantami walczyli głównie neonaziści z partii NPD. Dzisiaj jak Niemcy długie i szerokie mnożą się ruchy antyimigracyjne. W Kolonii działają Chuligani przeciwko Salafitom. Znana jest tam od dawna inicjatywa Pro Köln.

Alternatywa dla Niemiec (AfD) – nowa partia na niemieckiej scenie politycznej – uzupełniła swój program oparty na niechęci do integracji europejskiej o sprzeciw wobec imigracji.

Ostatnio triumfy święci na tym polu organizacja Pegida, co oznacza Patriotyczny Ruch Przeciwko Islamizacji Zachodu. Działa głównie w Dreźnie, gdzie od tygodni organizuje coraz liczniejsze poniedziałkowe demonstracje przeciwko imigrantom.

„Utwierdza się w społeczeństwie przekonanie, że muzułmanie nie mogą zostać Niemcami" – czytamy w opracowaniu berlińskiego Instytutu Badań Imigracyjnych i Integracyjnych.

Prawdziwi Niemcy

Spora część naszych sąsiadów zza Odry chce być prawdziwymi Niemcami z nieco wybieloną historią. 49 proc. obywateli uważa, że najlepiej określa współczesne Niemcy fakt zjednoczenia kraju. 16 proc. sięga do wydarzeń związanych z II wojną światową. Przy tym zaledwie 0,5 proc. przypomina w tym kontekście o Holokauście. To najnowsze wyniki badań berlińskiego instytutu.

„Sukces Pegidy przerósł wszelkie oczekiwania" – piszą niemieckie media, na próżno szukając wyjaśnienia tego fenomenu. Kilka tygodni temu w demonstracji brało udział kilkaset osób. Przed tygodniem już prawie 8 tysięcy. I to w Dreźnie, miejscu znanym z hasła „Wir sind das Volk" (Jesteśmy narodem), które na ustach tysięcy demonstrantów przyczyniło się kiedyś do upadku NRD.

– Dość już tego. Nie możemy sobie pozwolić na niekontrolowaną przez nikogo rzeszę imigrantów – udowadnia Lutz Bachmann, 41-letni szef jednej z agencji reklamowych i założyciel Pegidy. Wcześniej kryminalista po kilku wyrokach.

Powołuje się na niedawne badania opinii publicznej, z których wynika, że 40 proc. obywateli Niemiec jest przekonanych, że islam rozprzestrzenia się w Niemczech ponad wszelką miarę. Tyle samo chce ograniczenia budowy meczetów, a niemal dwie trzecie opowiada się za wprowadzeniem zakazu obrzezania. W bawarskiej CDU rozpoczęła się zaś dyskusja, czy należy wzorem Francji wprowadzić bezwzględny zakaz noszenia muzułmańskiej burki.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

– Ataki na islam i jego wyznawców w Niemczech są swego rodzaju  zasłoną dymną, za którą kryje się zasadniczy cel, jakim jest walka z imigracją – zwraca uwagę „Rz" Ali Kizylkaya, szef Rady Islamskiej, duchowej organizacji wspólnot muzułmańskich. Jego zdaniem łatwo jest atakować islam i muzułmanów utożsamianych nierzadko w Niemczech z terroryzmem, salafizmem czy Państwem Islamskim.

Pasożyci i oszuści

W nieco inny sposób zrobił to kilka lat temu Thilo Sarrazin w słynnej książce „Samolikwidacja Niemiec". Przedstawiał imigrantów z Turcji jako pasożytów, których zasadniczym zajęciem jest „produkcja mnóstwa małych dziewczynek w muzułmańskich chustach".

Łatwo też wielu ksenofobicznym środowiskom agitować przeciwko napływowi przybyszów z Rumunii i Bułgarii pod hasłem walki z napływem struktur kryminalnych czy nieuczciwych imigrantów liczących na wykorzystanie niemieckich systemów socjalnych.

– Nie słychać już natomiast nic złego o imigrantach z Polski, Portugalii czy USA – mówi „Rz" prof. Klaus Schroeder z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Udowadnia, że zwłaszcza na obszarach byłego NRD istnieje wyniesiony jeszcze z przeszłości potencjał nienawiści do obcych. W nieistniejącym już państwie sporo było gastarbeiterów z Wietnamu czy Afryki, nie mówiąc już o Polakach pracujących w nadgranicznych rejonach NRD – nie cieszyli się oni uznaniem.

– Co innego Rosjanie. Stąd wykazujący obecnie zrozumienie dla Putina program polityczny popularnych na wschodzie postkomunistów z ugrupowania Lewica – tłumaczy prof. Schroeder.

Ale nie tylko na wschodzie Niemiec imigranci są utożsamiani z wszelakim złem zagrażającym pomyślności narodu. W pierwszych dziesięciu miesiącach tego roku w całym kraju odbyło się 200 antyimigracyjnych demonstracji, w ubiegłym roku było ich 18, a dwa lata temu zaledwie trzy. Ale też w tym roku jedynie liczba starających się o azyl w Niemczech przekroczy 200 tys. osób. Przed rokiem było ich 130 tys.

Rząd widzi w tym szansę na poprawę sytuacji na rynku pracy, nie mówiąc o dalekosiężnych celach demograficznych kurczącego się liczebnie społeczeństwa. Są plany szybszego niż do tej pory zatrudniania czekających na rozpatrzenie wniosków o azyl. Zgodnie z nimi mieliby już po 15 miesiącach, zamiast dotychczasowych czterech lat, prawo do zatrudnienia. Pod warunkiem, że nie zabiorą miejsca, które może zająć obywatel Niemiec czy jednego z krajów UE.