„W związku z pilnymi potrzebami wynikającymi z sytuacji geopolitycznej i geostrategicznej Polski” Komisja do spraw Służb Specjalnych zwróciła się do premiera Mateusza Morawieckiego o dodatkowe 104 mln zł dla Agencji Wywiadu. To środki „adekwatne do skali zagrożeń związanych z konfliktem w Ukrainie” – wskazuje speckomisja w piśmie.

Podobny apel, tyle że o 47,8 mln zł ekstra, dotyczy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – tu w związku z falą uchodźców z Ukrainy wzrosły potencjalne zagrożenia terrorystyczne, ale też potrzeby kontwywiadowcze.

Sprzęt i etaty

Wyliczenia służb są konkretne. ABW 4,5 mln zł chce wydać na sprzęt i uzbrojenie – m.in. broń, amunicję, kamizelki kuloodporne. Za 8,5 mln zł chce dokończyć m.in. wyposażenie pomieszczeń przetwarzających dane teleinformatyczne (w systemy dodatkowego zasilania i chłodzenia), a 1 mln zł – wydać na podróże funkcjonariuszy, m.in. oddelegowanych do odbierania zeznań ofiar wojny w Ukrainie dla śledztwa Prokuratury Krajowej.

87 mln zł dla Agencji Wywiadu zasili fundusz operacyjny, by wzmocnić działania „w domenie wywiadu osobowego, jak i technicznego ze szczególnym uwzględnieniem nowych technologii”. Kolejne 17 mln zł mają zwiększyć o 150 liczbę etatów dla wyspecjalizowanego personelu odpowiadającego za prowadzenie działań „operacyjno-technicznych”.

Czytaj więcej

Na Pegasusie nie koniec. CBA ma nowy, podobny system

Co się za tym kryje? – Zakup sprzętu techniki operacyjnej, zakamuflowanych urządzeń do rejestrowania sygnałów, doposażenie samolotów wywiadu radioelektronicznego, bo na zakup całych systemów to wnioskowane środki są za małe – wskazuje Piotr Niemczyk, były wiceszef zarządu wywiadu UOP. Może też chodzić o zwiększenie funduszu na wynagrodzenia dla tajnych agentów, współpracowników wywiadu.

Płk Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu, zaznacza: – Zapewne chodzi głównie o SIGINT, system wywiadu radioelektronicznego, za który odpowiada AW.

Jak tłumaczy, „w Stanach Zjednoczonych CIA zajmuje się tą formą wywiadu tylko na swoje potrzeby, a dla całej Ameryki prowadzenie wywiadu strategicznego pochodzącego z nasłuchu komunikacji radiowej, satelitarnej internetowej robi NSA”.

Skąd brać agentów

Według płk. Małeckiego zwiększenie obsady Agencji Wywiadu o 150 osób w krótkim czasie to bardzo trudne zadanie.

– W tej grupie są i oficerowie wywiadu, których przygotowanie do tej roli trwa od trzech do pięciu lat, analitycy, którzy przetwarzają dane wywiadowcze, geopolityczne, pion techniczny, a także pion wsparcia, a więc osoby od szkolenia, rekrutacji, kadr. Średnio AW rekrutowała do całej służby (nie tylko oficerów wywiadu) ok. 50 osób rocznie. Z tysiąca chętnych wyłuskiwaliśmy zaledwie 10 – zaznacza płk Małecki.

– Szkoła w Kiejkutach trwa około roku, wcześniej jest rekrutacja. Wątpię, żeby teraz było dużo cennych kandydatów do służby – uważa Piotr Niemczyk.

– Oficer jest nie w pełni samodzielny przed upływem trzech lat okresu przygotowawczego. Nawet funkcjonariusze ściągnięci z innych służb będą musieli się wdrożyć w kwestie spraw międzynarodowych, realiów placówek zagranicznych i zanim się tego nauczą, sporo czasu minie. Wszystko jest więc mocno spóźnione – dodaje Niemczyk.

Czytaj więcej

Operacja dezinformacyjna wokół rosyjskiej inwazji na Ukrainę

Kto może być agentem wywiadu?

– Nie jest to praca dla wszystkich – zaznacza płk Małecki, wskazując na wyjątkowe i bardzo specyficzne cechy psychofizyczne. – Szukamy ludzi zdolnych działać nieszablonowo, jednocześnie umiejących podporządkować się dyscyplinie i hierarchiczności, o zdolnościach językowych i znajomości co najmniej dwóch języków. Dobrze rokują osoby swobodnie poruszające się w środowisku międzynarodowym, np. studiujące lub pracujące za granicą, z drugiej strony zbyt duże grono znajomych cudzoziemców może być elementem dyskwalifikującym kandydata – wylicza płk Małecki.

Obecny apel posłów speckomisji o dodatkowe środki pokazuje krótkowzroczność polityków.

Eksperci byli zdziwieni obcinaniem pieniędzy na służby, które zajmują się działalnością kontrwywiadowczą w kraju (mówiąc wprost – wyłapywaniem obcych szpiegów) i wywiadem poza granicami Polski, m.in. na Wschodzie. Zwłaszcza że od wakacji 2020 r. Aleksander Łukaszenko w zmowie z Rosją na Białorusi organizował napływ uchodźców do Europy, a od grudnia ubr. rosyjskie wojska ustawiały się na granicy z Ukrainą. Te zdarzenia pokazały, że polski wywiad musi być silniejszy w Rosji i na Białorusi. – Mówiłem o tym od lat, przygotowywaliśmy się do wzmocnienia naszej ofensywy na Wschodzie. Ale to zarzucono. Dziś okazuje się, że moglibyśmy być tam tak mocni, jak są Amerykanie, i razem współpracować. Niestety, na to potrzebujemy środków i reformy tej służby – zaznacza płk Małecki.

Kiedyś służby odrobiły lekcję

Po pierwszej agresji Rosji na Ukrainę, zajęciu Krymu i Donbasu polski wywiad koordynował prace wywiadu NATO, bo miał najlepsze rozpoznanie. – Zapytałem kiedyś gen. Radosława Kujawę (b. były szef SKW – red.), z czego wynikało tak dobre przygotowanie do tego, żeby w Ukrainie mieć wówczas najlepsze rozpoznanie. „Bo odrobiliśmy lekcję z Gruzji” – usłyszałem – opowiada nam Niemczyk. „Był 2008 r., zorientowaliśmy się, że to jest kierunek szczególnie zagrożony, i podjęliśmy działania” – twierdził gen. Kujawa.

– Aktywa wywiadowcze były wtedy tworzone przez sześć lat, i to dało efekty – polska służba była wiodącą w NATO, jeśli chodzi o rozpoznanie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego w Ukrainie. To wymaga więc dobrego zarządzania, dobrej analizy ryzyka, kreatywności, doświadczenia, umiejętności wykorzystywania źródeł informacji – wskazuje Niemczyk.