Sukces rozmów z Thurnbichlerem potwierdził przed kamerą Eurosportu prezes Polskiego Związku Narciarskiego (PZN) Apoloniusz Tajner. Zdradził też, że trener zamieszka w Krakowie i dostanie wolną rękę w doborze sztabu szkoleniowego.

Minęło kilkadziesiąt minut, a słowa prezesa złagodzono. „Thurnbichler nie jest trenerem kadry narodowej mężczyzn. PZN potwierdza, że są prowadzone rozmowy z austriackim szkoleniowcem” – mogliśmy przeczytać na stronie internetowej związku.

32-letni Thurnbichler jest byłym skoczkiem, medalistą mistrzostw świata juniorów.

Rozdźwięk w komunikacji dowodzi, że Tajner albo wyszedł przed szereg, nie czekając na ostatnie formalności, albo wypadł z informacyjnego obiegu i u schyłku kadencji traci wpływ na funkcjonowanie organizacji, której formalnie jeszcze szefuje.

Thurnbichler jako trener Polaków byłby młodszy od kilku kadrowiczów. Sam kiedyś skakał i był nawet medalistą mistrzostw świata juniorów, ale nigdy nie zdobył punktów Pucharu Świata. Pracował z austriacką młodzieżą, rok temu został w kadrze seniorów współpracownikiem Andreasa Widhoelzla.

– Nigdy z nim nie pracowaliśmy. Na razie jest mi przykro, że sztab, z którym pracowaliśmy przez tyle lat, odchodzi. To wszystko powinno zakończyć się radosną fetą, a tej brakuje – mówi brązowy medalista igrzysk w Pekinie Dawid Kubacki. Przyznaje również, że PZN nie konsultował się z zawodnikami w sprawie zmiany trenera.

Kubacki oraz Michal Doleżal nagrody finansowe za olimpijski medal odbierali w czwartek bez szerokich uśmiechów. Radosnej okazji towarzyszył raczej klimat stypy. – Medal to deserek, który nie zaspokoił apetytów – mówił Kubacki, a na pytanie o atmosferę w reprezentacji po odejściu Doleżala odpowiedział: – Czas pokaże, mamy dużo niewiadomych.

Kadrowiczów o zaangażowaniu nowego trenera nikt na razie nie informował, wiedzę czerpią z mediów. – Szkoda, że dalej nie wiemy, na czym stoimy. Odejście Doleżala to nie tylko nasze osłabienie, to wzmocnienie rywali – przyznaje Kubacki.