"Rzeczpospolita": Mówił pan, że w Kanadzie, gdzie był pan selekcjonerem, panowały cisza i spokój, dziennikarze nie zaglądali przez ramię. Witamy w Polsce. Zatęsknił pan za naszą otoczką siatkówki?

Stephane Antiga: To w żadnym razie nie było narzekanie, tylko stwierdzenie faktu. Promowanie siatkówki – w Kanadzie czy w Polsce – to nasz obowiązek. Lubię to robić i uważam, że tak powinni się zachowywać wszyscy zawodnicy, trenerzy, pracownicy klubu, żeby na trybuny przychodziło jak najwięcej fanów. Ale chciałem wrócić do Polski i polskiej ligi, czuję się tutaj jak w domu. Cieszę się, że jestem w Warszawie i biorę udział w nowym projekcie. Nasz sponsor Onico i my sami jesteśmy bardzo ambitni, a to dobrze wróży.

 

W Kanadzie siatkówka w mediach nie istnieje?

Tam to ja musiałem dzwonić do dziennikarzy. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tym od władz federacji, byłem zaskoczony, a potem okazało się, że to jeden ze sposobów na promowanie siatkówki w Kanadzie.

Polska to najlepsze miejsce do trenowania siatkówki? Od dziesięciu lat niemal bez przerwy gra pan albo trenuje u nas...

Jestem od tak dawna związany z polską siatkówką, że już nie bardzo potrafię porównać... Żyłem i grałem sobie w całkiem przyjemnym miejscu, jakim jest Majorka, ale chciałem rywalizować na wyższym poziomie, w lepszej lidze, w bardziej profesjonalnie zorganizowanym klubie. Chciałem więcej fanów na trybunach. Kiedy przychodziłem do polskiej ligi, grało tutaj niewielu obcokrajowców. Dzisiaj każdy chce tu grać, bo rozgrywki są ciekawe, kluby działają profesjonalnie, a żyje się tutaj bardzo przyjemnie.

Przygotowania do sezonu PlusLigi były dość trudne. Zaczęły się, gdy prowadził pan jeszcze kadrę Kanady i w Polsce pojawił się 2 października. Początkowo rozmawiał pan z zawodnikami przez Skype’a?

To prawda, musiałem zostać w Kanadzie ze względu na obowiązki w kadrze. Pod koniec września odbywał się turniej strefy NORCECA w Kolorado, gdzie zajęliśmy trzecie miejsce. Zorganizowanie przygotowań nie było proste, ale chcę podkreślić, że oglądałem każde zajęcia na wideo i rozpisywałem drużynie plany treningowe. Był w Polsce mój asystent Fabio Storti, który wykonał wielką pracę. Bardzo pomógł również Paweł Zagumny, który poprowadził dwie sesje treningowe. Może te przygotowania nie były idealne, ale zrealizowaliśmy założenia. Dzisiaj taka praca jest możliwa, 10 czy 15 lat temu byłoby o wiele trudniej.

Pomimo problemów w przygotowaniach sezon zespół Onico Warszawa zaczął całkiem nieźle. Jest pan zadowolony?

Jeszcze sporo brakuje nam do optymalnej formy. Jesteśmy młodą drużyną i dopiero się poznajemy. Będziemy coraz lepsi.

O co gracie w tym sezonie?

Nie chcę składać konkretnych deklaracji. Chcielibyśmy w przyszłości wywalczyć sobie prawo gry w europejskich pucharach, a do tego trzeba zająć miejsce w pierwszej piątce PlusLigi. Nie wiem, czy będzie to możliwe już w tym sezonie. Kandydatów jest wielu, oprócz dobrze wszystkim znanych potęg są jeszcze: Cuprum Lubin, AZS Olsztyn, silną drużynę ma GKS Katowice. Myślę, że jest przynajmniej osiem drużyn, które są bardzo silne.

Do jakiej ligi pan wrócił po roku przerwy?

Nie miałem czasu, żeby oglądać wiele spotkań. Jest więcej drużyn w lidze, więc siłą rzeczy zagramy więcej spotkań, będziemy więcej podróżować i mniej czasu poświęcimy treningom. Nie narzekam na taki kalendarz, tylko stwierdzam fakt, bo co mają powiedzieć drużyny walczące jeszcze w Europie? Najlepsi gracze nie są już skupieni w dwóch klubach. Początek sezonu obfitował w niespodzianki, więc widzimy, jak zażarta walka nas czeka. Do Pucharu Polski zakwalifikuje się sześć najlepszych drużyn, podobnie jest z fazą play off, więc nie ma miejsca na potknięcia.

Po ostatnich turniejach są pewne obawy o grę reprezentacji. Jak pan patrzy na przyszłość kadry? Mamy wielu utalentowanych zawodników?

Ponieważ byłem niedawno selekcjonerem, ciężko mi oceniać pracę następców. Powiem jednak, że ciągle w polskiej siatkówce jest wielu bardzo zdolnych zawodników. Nie grają już takie asy jak Mariusz Wlazły czy Michał Winiarski, ale pojawiają się nowi. Kilku Polaków gra za granicą i można z tego zrobić fajną mieszankę. Pamiętajmy też, że pojawiło się kilka silnych reprezentacji, jak choćby Niemcy. Polacy będą na pewno grać dobrze, ale gwarancji medalu nie ma.

Pojawienie się w PlusLidze wielu obcokrajowców może spowodować wolniejszy rozwój talentu młodych Polaków?

Przy 16 zespołach to nie stanowi problemu. Jeśli w dalszym ciągu byłoby 12 drużyn, wówczas powinno być mniej obcokrajowców.

Kilka lat temu pana syn deklarował, że wolałby zagrać dla Polski niż dla Francji. Podtrzymuje swoje zdanie?

Tak mi powiedział, kiedy ostatnio go pytałem (śmiech).