„Rz" dotarła do rządowego dokumentu w tej sprawie.   Minister Jacek Rostowski wskazuje w nim, że sytuacja finansowa Polski uniemożliwia powiększenie grona urzędników mianowanych.  Dlatego postuluje, by limit mianowań przez trzy następne lata wynosił zero.  Już dziś jego propozycją zajmie się Stały Komitet Rady Ministrów.

To nagła zmiana ministerialnego stanowiska, które jeszcze miesiąc temu akceptowało limit 500 osób.

Informacja ta wywołała prawdziwą burzę.

– Wystąpiłem z wnioskiem o limit wynoszący 600 osób rocznie. Zmniejszanie liczby mianowań godzi w profesjonalizm polskich urzędów. Określenie limitu na poziomie zero jest niedopuszczalne – uważa Sławomir Brodziński, szef służby cywilnej.

Aby zostać urzędnikiem mianowanym, trzeba zdać trudny egzamin z jednym z najlepszych wyników lub ukończyć Krajową Szkołę Administracji Publicznej.

– Absolwenci KSAP mianowanie mają zagwarantowane prawem, jeśli tylko złożą stosowny wniosek. Uprawnienie to można uznać za ich prawo nabyte. Nie można im go odebrać – podkreśla Brodziński.

– Osoby, które idą do KSAP, mogą się spodziewać, że po ukończeniu szkoły będą urzędnikami mianowanymi, a ich wynagrodzenie wzrośnie – mówi Jacek Czaputowicz, dyrektor KSAP. Dodaje, że jeśli rząd chce wstrzymywać limity mianowań, powinien zreformować system służby cywilnej.

– Rząd fortelem chce przeprowadzić reformę. Określenie limitu mianowań na poziomie zero jest niezgodne z prawem. Konstytucja gwarantuje bowiem bezstronność polityczną służby cywilnej. Stabilizacja zatrudnienia, z którą wiąże się mianowanie, umożliwia realizację tej bezstronności – mówi prof. Jakub Stelina z Uniwersytetu Gdańskiego. Podkreśla, że system mianowań umożliwia oddzielenie sfery polityki od administracji i dopinguje urzędników do poszerzania wiedzy.

– Określenie limitu mianowań na zero jest sprzeczne z samą ideą limitu. Określa się  go bowiem od góry, a nie od dołu. Jeśli propozycja MF zostanie przyjęta, powinniśmy uważać, że limit w ogóle nie został określony – uważa prof. Hubert Izdebski z UW.

– Rada Służby Cywilnej negatywnie oceniła propozycję Ministerstwa Finansów. Świadczy ona albo o nieznajomości prawa, albo o jego ignorowaniu i świadomym deprecjonowaniu służby cywilnej – uważa Artur Górski, członek rady.