Sędzia SN Bohdan Bieniek: To prawda, polityka wkroczyła do SN

Naszym sądem kieruje przyjaciółka pana prezydenta, rzecznik prasowy zasiadał w rządzie PiS. W tym sensie zgadzam się ze słowami Małgorzaty Manowskiej – mówi sędzia Bohdan Bieniek z Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego.

Publikacja: 06.02.2024 02:04

Sędzia Bohdan Bieniek

Sędzia Bohdan Bieniek

Foto: PAP/Tomasz Gzell

„Polityka jawnie wkroczyła do SN” – to słowa Małgorzaty Manowskiej, pierwszej prezes SN. Czy zgadza się pan z tym stwierdzeniem?

Zgadzam się. Uważam jednak, że polityka wkroczyła do Sądu Najwyższego wraz z nowymi sędziami. Na jaw wychodzą przykłady, jak silne związki z polityką mają sędziowie, którzy trafili do SN po 2018 r. „Z rządu do sądu”. A przecież kandydat na sędziego, którego związki z polityką przed objęciem urzędu były ścisłe, nie powinien nigdy zostać sędzią.

Czytaj więcej

Prof. Małgorzata Manowska: Polityka jawnie wkroczyła do SN

Kogo ma pan na myśli?

Naszym sądem kieruje przyjaciółka pana prezydenta, rzecznik prasowy zasiadał w rządzie PiS, w SN orzeka żona europosła tej partii, inni sędziowie pisali pozytywne opinie dla władzy. Dzisiaj w zamian za to obejmują stanowiska i urzędy. Nie wykluczam, że wśród nich są też wybitni prawnicy, ale oczekuję, że model wymiaru sprawiedliwości będzie zbudowany według innego standardu niezależności.

Czy ostatni apel 37 tzw. starych sędziów SN, w którym wzywacie m.in. Małgorzatę Manowską do ustąpienia ze stanowiska i powstrzymania się od orzekania sędziów z nowego nadania, nie jest działaniem o charakterze politycznym?

Ten apel jest konsekwencją sytuacji w wymiarze sprawiedliwości, także w SN. Uważam, że jako sędziowie mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek podać opinii publicznej nasze stanowisko w ważnych sprawach dotyczących Sądu Najwyższego. To ustawowa kompetencja zgromadzenia ogólnego sędziów Sądu Najwyższego, które notabene nie jest zwoływane od blisko czterech lat. Uważamy, że SN nie jest dobrze zarządzany, a taka ocena nie mieści się w kategorii apelu politycznego.

SN nie jest dobrze zarządzany przez pierwszą prezes?

Przez panią Małgorzatę Manowską i jej najbliższe otoczenie.

Czytaj więcej

Manowska obawia się wariantu tureckiego. "Stoimy na skraju przepaści"

Czy uważa pan, że sędzia Manowska nie jest pierwszą prezes SN?

Uważam, że podczas procedury wyboru pierwszego prezesa SN doszło do wielu uchybień, co sygnalizowaliśmy poprzednio, a ten wątek był także podłożem jednego z pytań prejudycjalnych do TSUE – sprawa II CSKP 501/22. Wówczas większość zgromadzenia SN nie mogła ustalić porządku obrad, trybu procedowania. Przewodniczący posiedzeniu nowi sędziowie uniemożliwiali większości podjęcie uchwał, odmawiali poddania spraw pod głosowanie. Stąd tryb wyboru pierwszego prezesa był ułomny, ale prezydent wręczył powołanie na to stanowisko. Pani prezes Manowska wydaje zarządzenia, udziela nam urlopów, decyduje o tym, co dzieje się w SN. Zwracam się do niej „pani prezes”.

Stosuje się pan do zarządzeń prezes Manowskiej? Ona sama twierdzi, że jej zarządzenia z premedytacją nie są przestrzegane.

Nie wiem, jakie sytuacje pani prezes ma na myśli. Ale można powiedzieć, że przykład idzie z góry. Pani sędzia Manowska, kierując przed laty Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury, zignorowała sprzeciw ówczesnej pierwszej prezes SN Małgorzaty Gersdorf wobec zajmowania stanowiska dyrektora tej szkoły. Twierdziła, że ten sprzeciw był bezprawny, choć nie podjęła żadnych kroków, by poddać go ocenie organów SN.

Wydaje mi się, że prezes Manowskiej chodziło o jej zarządzenia przekazujące Izbie Kontroli Nadzwyczajnej kompetencję do rozpoznania odwołań ws. mandatów poselskich Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. W jednej z tych spraw był pan przewodniczącym składu.

Spór kompetencyjny, o którym ewentualnie rozstrzyga pierwszy prezes SN, jest wtedy, kiedy żadna izba nie chce zająć się sprawą. W tym wypadku dwie izby chciały rozpoznawać odwołania, a takiej sytuacji ustawa nie przewidziała. Gdybym jako członek składu orzekającego miał przekonanie, że przekazanie tej sprawy do Izby Kontroli gwarantowałoby stronom prawo do rzetelnego procesu, to pewnie taka decyzja byłaby podjęta. SN w tej sprawie takiego przekonania jednak nie miał.

Czytaj więcej

Manowska twierdzi, że mandaty Wąsika i Kamińskiego nie są wygaszone

W konsekwencji Izba Pracy z panem w składzie nie uwzględniła odwołania Kamińskiego od decyzji marszałka sejmu o wygaśnięciu jego mandatu. Inaczej orzekła w tej samej sprawie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Dlatego zasadnicze pytanie: czy Mariusz Kamiński nadal posiada mandat poselski?

Izba Kontroli Nadzwyczajnej nie orzekła, ponieważ w świetle dorobku judykatury polskiej i międzynarodowej nie tworzy niezależnego i bezstronnego sądu. Dlatego w obiegu jest tylko jedno orzeczenie w sprawie pana posła, a z niego wynika, że postanowienie marszałka sejmu o wygaszeniu mandatu odpowiada prawu. Pan poseł został skazany prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności. Ten fakt został odnotowany w Krajowym Rejestrze Karnym, a stosowny odpis znajdował się w aktach sprawy. Z tego względu utracił mandat poselski.

Prezydent ma w tej sprawie inne zdanie?

Prezentowanie własnego zdania wpisuje się w prawo do wolności słowa. Jednak statusu posła nie przywraca następcza czynność pana prezydenta polegająca na zastosowaniu prawa łaski.

A rozstrzygnięcie Izby Kontroli?

Podkreślę, że mamy w tej sprawie tylko jedno orzeczenie – Izby Pracy, i jedną wypowiedź – Izby Kontroli. I to nie jest nasze „widzimisię”. Do tej Izby przypisano sprawy szczególnie wrażliwe dla państwa demokratycznego, np. dotyczące wyborów czy finansowania partii. Jednocześnie nie wiążą jej uchwały SN, nawet jeśli mają moc zasady prawnej. W ten sposób utworzono w Sądzie Najwyższym „nowe ciało”, które stało się swoistym nadsądem nad SN. A przypomnę, że Izba Kontroli została utworzona wyłącznie z nowych osób, które trafiły do SN po 2018 r. Procedura ich wyboru była obarczona nieusuwalną wadą, co potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny, uchylając uchwały neo-KRS w ich sprawach. Dostrzegły to także trybunały luksemburski i strasburski. Ławnicy nie chcą z nimi orzekać. Nie można więc chować głowy w piasek i mówić, że nic się nie stało.

Czytaj więcej

Dariusz Mazur o leczeniu ran w sądownictwie: Nie mamy magicznej różdżki

W sprawie mandatów byłych szefów CBA podnoszone są wątpliwości dotyczące obiegu dokumentów. Według prezes Manowskiej marszałek sejmu nie mógł przekazać odwołania byłych szefów CBA do Izby Pracy, ponieważ nie tam były adresowane. Czy nie jest to obejście procedury obiegu dokumentów?

Nie, bo tryb odwoławczy uruchamia złożenie odwołania kierowanego do Sądu Najwyższego na ręce marszałka sejmu. A jeśli ten uzna, że rozpoznanie sprawy w Izbie Kontroli nie zagwarantuje wszystkim uczestnikom procesu prawa do bezstronnego i niezależnego sądu, to jest uprawniony do przekazania pisma jednostce, która w jego ocenie spełnia standard konstytucyjny. Określanie tego mianem działania w porozumieniu z „sędzią na maila”, a takie się pojawiły, świadczy raczej o kierunkowym zabarwieniu myślenia autora tej tezy.

Jednak wątpliwości pozostają. Odwołania posłów trafiły z biura marszałka sejmu bezpośrednio do Izby Pracy, z pominięciem biura podawczego.

Rozumiem tę decyzję marszałka w ten sposób, że jeśli konstrukcja izby, która ma osądzić spór, nie ma cech niezależnego i bezstronnego sądu, to należy sprawę kierować do podmiotu, który takie cechy gwarantuje. Powiem hipotetycznie tak, że gdybym miał własną sprawę, to również dążyłbym do tego, by zajął się nią sąd spełniający podstawowe cechy mu przypisane. Poza tym biuro podawcze SN przestało już dawno pełnić swoją rolę w sprawach wrażliwych politycznie i społecznie. Przykłady: wnioski o wyłączenie sędziów adresowane do Izby Pracy zazwyczaj są przekazywane do Izby Kontroli. Pisma kierowane do prezesów izb były otwierane i kontrolowane bez ich wiedzy przez władze Sądu Najwyższego.

A czy pomijanie biura podawczego i składanie wniosków bezpośrednio w Izbie to dobry przykład dla stron procesów?

Uważam, że strona ma prawo podejmować wszelkie kroki, które pozwolą jej na rozpoznanie sprawy przez bezstronny i niezależny sąd, zwłaszcza w czasie kryzysu wymiaru sprawiedliwości, z jakim mamy do czynienia.

Czytaj więcej

Sędzia Prusinowski o modelu działania prezes Manowskiej

Stwierdził pan, że kwestia wygaszenia mandatu Mariusza Kamińskiego jest już zamknięta. A co ze sprawą Macieja Wąsika? Czy jego mandat wygasł?

Sytuacja tych panów wydaje się nieco inna. W przeciwieństwie do pana Kamińskiego postanowienie marszałka o wygaszeniu mandatu poselskiego pana Wąsika nie zostało opublikowane w Monitorze Polskim. Jeśli uznajemy, że Izba Kontroli nie jest sądem, to nie rozpoznała ona sprawy Wąsika. Można więc domniemywać, że proces sądowy jest cały czas w toku. W konsekwencji sprawa ta powinna figurować jako niezałatwiona. Jednak postanowienie marszałka ma w tym wypadku charakter deklaratoryjny, czyli jedynie potwierdza stan rzeczy, który już zaistniał. Trzeba odróżnić to od postanowienia konstytutywnego, które tworzy nowy stan prawny i rozstrzyga, czy ktoś traci swoje uprawnienia, czy nie. Z tym drugim typem nie mamy tu do czynienia.

Nie mogę jednak ostatecznie odpowiedzieć, czy mandat pana Wąsika wygasł, bo skoro ta sprawa nie jest rozstrzygnięta przez SN, to może trafić w przyszłości do mojego referatu, a to powstrzymuje mnie przed dalszą wypowiedzią w tej kwestii.

Prezydent Andrzej Duda skierował do TK m.in. ustawę budżetową i zapowiedział, że uczyni podobnie z wszystkimi ustawami uchwalanymi bez udziału Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Czy spodziewał się pan takiego obrotu sprawy?

Gdybym był w stanie przepowiadać przyszłość, to pewnie nie zajmowałbym się w życiu orzekaniem. Jako sędzia jestem przyzwyczajony, że strony, które przegrywają procesy, często mówią, że wyrok był niesprawiedliwy czy krzywdzący. I mają do tego prawo. Pan prezydent ma z kolei uprawnienie, żeby skierować ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Pytanie tylko, czy my mamy w Polsce prawidłowo obsadzony TK. Nie jestem o tym przekonany. Uważam, że Trybunał został skażony bezprawnością.

Do usunięcia wad w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości i naruszeń praworządności wezwało w apelu 37 sędziów SN. Czy zadość tym postulatom czyni projekt ustawy o KRS, który minister Adam Bodnar przedstawił przed kilkoma tygodniami?

Jest to krok w dobrym kierunku, aby przeciąć grzech pierworodny, jakim jest ukształtowanie Krajowej Rady Sądownictwa. Uważam, że jak najszybciej należy rozwiązać sytuację w Sądzie Najwyższym, tj. uzdrowić wadliwą procedurę powoływania sędziów, by wymiar sprawiedliwości działał jak kompas, wskazując poprawne kierunki rozwoju jurysprudencji. I, jak rozumiem, do tego ten projekt chyba zmierza.

A co z sędziami powołanymi po 2018 r. z udziałem tzw. nowej KRS? Weryfikacja powołań?

Jest wiele koncepcji rozwiązania tej kwestii, od radykalnych po bardziej koncyliacyjne. Na pewno weryfikacja ma złe konotacje. Jednak nie można przejść do porządku nad tym, że w sądach jest wielu dobrych sędziów, którzy ze względu na wadliwy tryb awansowania nie przystępowali do niego, zaś inni mimo braku odpowiedniego przygotowania i doświadczenia stali się beneficjentami tej wadliwej procedury. Przede wszystkim powinniśmy usunąć przyczyny, dla których te osoby nie mogą stać na czele wymiaru sprawiedliwości. Wierzę, że wygra najlepsza koncepcja, która służąc dobru wspólnemu wszystkich obywateli, przywróci praworządność w wymiarze sprawiedliwości.

Nieruchomości
Odszkodowanie dla Agnes Trawny za ziemię na Mazurach. Będzie apelacja
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Sądy i trybunały
Wierzyciel powinien sprawdzić, czy dłużnik jeszcze żyje
Za granicą
Polacy niewpuszczeni na obchody wyzwolenia obozu w Ravensbrück
Sfera Budżetowa
Setki milionów dla TVP po cichu. Posłowie w Komisji Finansów Publicznych zdecydowali
Zawody prawnicze
Prokuratura Krajowa podjęła kolejne działania ws. Ewy Wrzosek