- W 2019 r. od mec. Romana Giertycha dowiedziałem się, że byłem inwigilowany za pomocą ofensywnego systemu Pegasus od 2016 do 2019 r. - powiedział Onetowi były sędzia Wojciech Łączewski. - Nie zawiadomiłem o tym prokuratury, bo — powiedzmy sobie szczerze — kto wtedy rządził? Także w prokuraturze? PiS i ludzie Zbigniewa Ziobry, więc takie zawiadomienie nic by nie dało - dodaje. Wojciech Łączewski.

Czytaj więcej

Producent oprogramowania szpiegującego Pegasus po cichu planuje powrót

- Zasada działania tych systemów była i jest taka sama. Nie tylko pozwalają przełamywać zabezpieczenia na urządzeniach także osób prywatnych, ale dają też możliwość wgrywania w te urządzenia treści, których nigdy na nich nie było. Słowem, jest to cyberbroń ostatecznego rażenia, której politycy nigdy nie powinni dostawać do zabawy. A tak to w Polsce wyglądało — podkreśla były sędzia.

Przypomnijmy, iż w 2019 roku  Łączewski zrezygnował z urzędu sędziego. Swoją rezygnację określił wówczas jako sprzeciw "wobec niszczenia wymiaru sprawiedliwości w imię partyjnego interesu". Złożył także do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Doniesienie dotyczyło m.in. ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.

Czytaj więcej

Wojciech Łączewski rezygnuje z urzędu sędziego

W ubiegłym tygodniu Sejm wybrał członków Komisji Śledczej do zbadania legalności, prawidłowości oraz celowości czynności operacyjno-rozpoznawczych podejmowanych m.in. z wykorzystaniem oprogramowania Pegasus przez członków Rady Ministrów, służby specjalne, Policję, organy kontroli skarbowej oraz celno skarbowej, organy powołane do ścigania przestępstw i prokuraturę w okresie od dnia 16 listopada 2015 r. do dnia 20 listopada 2023 r.

Kraje świata, które używały systemu Pegasus

Kraje świata, które używały systemu Pegasus

Foto: PAP