Dziś, żeby zostać asystentem, trzeba być dobrze wykształconym. W grę wchodzi ukończenie aplikacji ogólnej prowadzonej przez Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury, zdany egzamin sędziowski lub prokuratorski albo ukończenie aplikacji notarialnej, adwokackiej lub radcowskiej. W zamian można liczyć na zarobki od 2 tys. 675 zł do 3 tys. 824 zł brutto. Wysokość pensji zależy od szczebla sądu, w jakim pracuje asystent. Im wyżej, tym więcej.
Konkurs bez chętnych
Jak twierdzą sami sędziowie, powodem małego zainteresowania pracą asystenta sędziego są właśnie zbyt duże wymagania i niskie zarobki.
Nie bez znaczenia jest też brak perspektyw zawodowych po przepracowaniu kilku lat na stanowisku asystenta.
Wprawdzie przepisy pozwalają się ubiegać o nominacje sędziowskie, ale szanse są niewielkie. Na jeden wakat zgłasza się kilkudziesięciu asystentów i referendarzy.
Między innymi z tych powodów w całym kraju wolnych jest już prawie 300 etatów. Po kilkadziesiąt czeka w największych ośrodkach: Krakowie, Warszawie, Wrocławiu.
3158 etatów
dla asystentów sędziów jest dziś w pełni wykorzystanych
Sytuacja nie wygląda dobrze nie tylko w dużych sądach. Problem z obsadzeniem etatów asystenckich mają też mniejsze ośrodki. W Sądzie Okręgowym w Elblągu są np. dwa wolne etaty.
– Prezes ogłosił na nie konkurs. Termin zgłaszania się chętnych upłynął 30 czerwca i nikt się nie zgłosił. Teraz trwa drugi konkurs i chętnych także brak – mówi „Rz" sędzia Dorota Zientara, rzecznik prasowy tamtejszego sądu.
– Nie dziwię się, że zainteresowanie jest tak małe – twierdzi sędzia Rafał Puchalski z Sądu Rejonowego w Jarosławiu.
I przekonuje, że o ile jeszcze w mniejszych miejscowościach stanowisko może się okazać intratne, o tyle już w większych ośrodkach pensja ok. 2 tys. zł (netto) nie jest atrakcyjna dla prawnika, np. po zdanym egzaminie sędziowskim.
– W najmniejszej kancelarii w mieście zarobią dużo więcej – uważa.
2675 zł brutto
wynosi najniższe wynagrodzenie asystenta sędziego w sądzie rejonowym
Piotr Kwaka, przewodniczący Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Asystentów Sędziów, mówi, że problem istnieje od dawna, a stowarzyszenie informowało o tym resort sprawiedliwości.
– Najgorzej jest w sądach rejonowych, bo w nich wynagrodzenie jest najniższe. Apelowaliśmy do Ministerstwa Sprawiedliwości, by zrównać wynagrodzenia asystentów na wszystkich szczeblach. Bez efektu – mówi „Rz". Dodaje, że niepokoi go fakt, iż nieobsadzone etaty asystenckie resort przekształca w etaty urzędnicze potrzebne dziś tak bardzo np. w e-sądzie.
Pojawiają się coraz to nowe pomysły, jak rozwiązać problem.
– Trzeba obniżyć wymagania i pozwolić na ubieganie się o stanowisko absolwentom prawa – mówi sędzia Waldemar Żurek z Krajowej Rady Sądownictwa. Jego zdaniem wśród absolwentów są prawnicy, którzy przez lata działali w uniwersyteckich poradniach prawnych i poradziliby sobie w konkursach na asystentów. W dodatku każdego roku wydziały prawa kończą tysiące zdolnych młodych ludzi zainteresowanych pracą w sądzie w charakterze asystenta.
Wymagania mogą zostać obniżone
Ministerstwo Sprawiedliwości, które kandydatom na asystentów postawiło tak wysokie wymagania, nie wyklucza, że je obniży.
– Na razie jednak chcemy zobaczyć, w których regionach kraju problem istnieje i czy rzeczywiście nie da się stanowisk obsadzić wysoko wykwalifikowanymi prawnikami – tłumaczy „Rz" Grzegorz Wałejko, wiceminister sprawiedliwości odpowiedzialny za sądownictwo.
Sędziowie podkreślają, że wizja resortu: jeden asystent na jednego sędziego, staje się coraz mniej realna.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.lukaszewicz@rp.pl
Czytaj też:
Zobacz
»
»
»