Przypieczętowana niedawnym podpisem prezydenta koncepcja likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego umożliwia zachowanie bez zmian zasadniczej części kwestionowanych regulacji określających zasady funkcjonowania Sądu Najwyższego i sądów powszechnych. Skłania to do postawienia kilku istotnych pytań o przyszłą odpowiedzialność dyscyplinarną przedstawicieli zawodów zaufania publicznego.

Pozostawienie możliwości orzekania przez wszystkich wadliwie powołanych do SN sędziów i wybór przez prezydenta 11 mających konstytuować Izbę Odpowiedzialności Zawodowej oznacza, że przesądzona orzeczeniami TSUE, ETPC, SN i NSA wadliwość utrwali się w systemie wymiaru sprawiedliwości.

Nic poza nazwą

Formalne zniesienie Izby Dyscyplinarnej zmieni nazwę instytucji, lecz nie wyeliminuje sprzeczności z Konstytucją RP, prawem Unii Europejskiej i europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (konwencja). Dobitnie akcentowała to Komisja Europejska w stanowisku prezentowanym przed TSUE 28 czerwca 2022 r. w sprawie C-204/21.

Problem ma fundamentalne znaczenie, bo to właśnie brak prawidłowych składów SN w sprawach odpowiedzialności dyscyplinarnej wydaje się szczególnie dotkliwy z przyczyn znacznie szerszych niż dotychczas akcentowane w publicznej debacie.

Czytaj więcej

Wojciech Tumidalski: Ostatnie Westerplatte Izby Dyscyplinarnej

W postępowaniu dyscyplinarnym na etapach poprzedzających rozpoznanie sprawy przez SN, wyjąwszy dyscyplinarne postępowanie sędziów, orzeczenia wydają specyficznie ukształtowane składy. Sądy dyscyplinarne nie są tworzone przez sędziów w rozumieniu konstytucyjnym, lecz przez wybranych przedstawicieli zawodów zaufania publicznego. Pamiętając o znaczeniu akcentowanej przez TSUE i ETPC prawidłowości drogi dojścia do powołania sędziowskiego, poprzedzonej obiektywnym konkursem opartym na realnych kompetencjach, prowadzonym przed obiektywnym i niezależnym od polityków organem, trzeba mieć na uwadze, że na jakimś etapie procedury dyscyplinarnej ten warunek musi zostać spełniony.

Powołanie składów sądzących w postępowaniach dyscyplinarnych przedstawicieli zawodów zaufania publicznego zostało ukształtowane inaczej. Nie jest poprzedzone obiektywną procedurą weryfikującą kompetencje i gwarantującą niezależność, lecz pochodzi z wyborów. Bezpośrednich lub niekiedy nawet przedstawicielskich, co może generować ryzyko orzekania przez osoby bliższe praktyki samorządowej niż zawodowej. Wiążący charakter ukształtowanych w ten sposób składów orzekających samorządowych sądów dyscyplinarnych, gdyby nie udział czynnika sądowego, mógłby być kwestionowany z perspektywy wskazywanej w judykatach TSUE, ETPC i SN. Zważywszy, że sprawy dyscyplinarne należą do „sprawowania wymiaru sprawiedliwości”, prawidłowość i konstytucyjne uzasadnienie takiego ich ukształtowania odwołuje się do udziału SN na etapie kasacyjnym. Przyjmuje się bowiem, że w porządku konstytucyjnym, nawet jeśli sądy same nie rozstrzygają sprawy, to powinny w sferze wymiaru sprawiedliwości sprawować kontrolę nad orzecznictwem organów quasi-sądowych (tak np. wyroki TK o sygn. K 9/10, SK 3/07, SK 11/99, SK 17/00). Innymi słowy, to potencjalny udział sędziów SN w postępowaniu dyscyplinarnym dotyczącym innych zawodów dopełnia gwarancji konstytucyjnego standardu rzetelnego procesu przed niezawisłym i bezstronnym sądem.

Lista zastrzeżeń

Fundamentalne błędy prawne w ukształtowaniu ID SN stanowiły podstawę zakwestionowania wszelkich orzeczeń tej Izby w uchwale trzech połączonych izb SN, a także w licznych orzeczeniach TSUE, ETPC, NSA i innych sądów. Znacząca część tych zastrzeżeń pozostanie aktualna dla składów nowej Izby Odpowiedzialności Zawodowej na gruncie założeń świeżo uchwalonej nowelizacji ustawy o SN. Wadliwego mechanizmu powoływania sędziów SN ustawa ta bowiem nie naprawia. I choć „przyzwyczailiśmy” się już do funkcjonowania w wadliwym systemie, wydaje się, że nie sposób obok tego problemu przejść całkowicie obojętnie.

Brak realnego i odpowiadającego określonym przez TSUE i ETPC standardom systemu sędziowskiej kontroli orzeczeń wydawanych przez organy orzekające w postępowaniach dyscyplinarnych dotyczących przedstawicieli zawodów zaufania publicznego pozbawiać je może przymiotu sądu w rozumieniu konstytucyjnym, co oznaczałoby brak gwarantowanego konstytucją i konwencjami prawa do sądu. Zarzut ten, ujmowany przez TSUE i ETPC w kategoriach prawa do bezstronnego i niezawisłego sądu, uzasadniany jest przede wszystkim ryzykiem, że brak realnej kontroli sądowej ułatwiać może intencjonalnie opresyjne lub przesadnie łagodne orzekanie na podstawie pozamerytorycznych kryteriów. Takie zastrzeżenia, formułowane na kanwie coraz to nowych przypadków instrumentalnego użycia dyscyplinarnej represji, od lat są osią sporu o sposób ukształtowania mechanizmów prawnych. O tym, że kwestie te nie są bez znaczenia, przekonaliśmy się na przykładzie sędziowskich „dyscyplinarek”, których nadużywanie stało się przedmiotem krytyki, ostatecznie sformalizowanej jako jeden z postulatów w ramach tzw. kamieni milowych, wybrzmiewającej gorzko z ostatniego wyroku ETPC (Żurek v. Poland 39650/18). Niestety, problem opresyjnego i instrumentalnego wykorzystywania mechanizmów dyscyplinarnych w stosunku do oponentów nie jest wyłączną domeną środowiska sędziowskiego. Dostrzegając nadto, że pewne „jaskółki” zaczynają zataczać kręgi wokół innych zawodów zaufania publicznego, ta kwestia nie powinna całkowicie umknąć uwagi w postępowaniach prowadzonych przez sądy dyscyplinarne tych korporacji.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

Skażony system

Nie ma wątpliwości, że zastrzeżenia do ukształtowania nowej Izby Odpowiedzialności Zawodowej powinny być przedmiotem głębszej refleksji ustawodawcy. W istocie wprowadzone na mocy nowelizacji ustawy o SN zmiany to tylko pozorne spełnienie warunków określonych przez UE. Wadliwość Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN skazi cały system odpowiedzialności dyscyplinarnej, promieniuje bowiem na cały system. Nie licząc na szczególnie wnikliwą refleksję i umiar polityków, wskazujemy, że w tym przypadku nie tylko ustawodawca powinien się zastanowić.

Autorzy są profesorami i adwokatami