Doniesienie prezesa Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie na sędziów stosujących prokonstytucyjną wykładnię ochoczo podchwycił jeden z zastępców rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych. Jego zdaniem sędziowie mieli nie tylko popełnić delikt dyscyplinarny, lecz też przekroczyć swe uprawnienia, działając na szkodę interesu publicznego, czyli dopuścić się przestępstwa umyślnego.

Wskazani sędziowie zasądzili na rzecz świadków kwoty przekraczające ustawowe limity określone w przepisie art. 618b § 3 kodeksu postępowania karnego. Świadek, przyjeżdżając na rozprawę, ma prawo do zwrotu kosztów podróży i zwrotu utraconego wynagrodzenia lub dochodu. I choć przepis art. 618b § 2 k.p.k. stanowi, że wynagrodzenie za utracony zarobek lub dochód za każdy dzień udziału w czynnościach postępowania przyznaje się świadkowi w wysokości jego przeciętnego dziennego zarobku lub dochodu, zaś przeciętny dzienny utracony zarobek świadka pozostającego w stosunku pracy oblicza się według zasad obowiązujących przy ustalaniu należnego pracownikowi ekwiwalentu pieniężnego za urlop, w doniesieniu skupiono się na górnym limicie określonym w art. 618 k.p.k. Górną granicę należności – według brzmienia tego przepisu – stanowi równowartość 4,6 proc. kwoty bazowej dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe, czyli obecnie 82 zł 31 gr.

Wie to każdy prawnik

Dla prawnika, który ukończył studia prawnicze z minimalnym poziomem przyswajania wiedzy, jest niewątpliwe, że problem wzajemnej relacji przepisów rozstrzyga się przy pomocy reguł wykładni. Przede wszystkim prostszych reguł I stopnia: wykładni językowej, systemowej i funkcjonalnej, w drugim zaś bardziej złożonych reguł II stopnia, opartych na regułach procedury, preferencji, inferencyjnych i kolizyjnych, w tym na złożonych regułach wykładni konstytucji z aksjologicznie nasączonym mechanizmem ważeniowym na czele. Organem uprawnionym i zobowiązanym do ich pełnego stosowania jest rozpoznający sprawę sąd. Bezpośrednie stosowanie konstytucji polegać może przede wszystkim na określonym sposobie wykładni przepisów ustawowych wedle tzw. wykładni prokonstytucyjnej lub w pewnych przypadkach nawet na odmowie stosowania przepisu, którego w drodze wykładni z konstytucją nie da się pogodzić. Trudno wątpić w dopuszczalność wykładni prokonstytucyjnej, choć i w tym zakresie można znaleźć niezasadne głosy sprzeciwu. Znacznie bardziej kontrowersyjny, choć też dopuszczalny, jest drugi sposób rozstrzygania w oparciu o reguły walidacyjne, prowadzący do pominięcia sprzecznego z konstytucją przepisu ustawy. Spór co do dopuszczalności jego stosowania przez sądy powszechne sięga jeszcze lat 90., gdy pojawiła się aprobująca tę formę bezpośredniego stosowania konstytucji linia orzecznicza Sądu Najwyższego i sądów administracyjnych, kwestionowana przez ówczesny TK. Spór pozostał nierozwiązany i jasnej odpowiedzi nie ma w orzecznictwie do dziś. A art. 8 konstytucji mówi wprost, że jej przepisy stosuje się bezpośrednio, chyba że ona sama stanowi inaczej.

Czytaj więcej

Powstał raport na temat nękania sędziów i prokuratorów

Wszystko jest w książce

W sprawie objętej doniesieniem prezesa Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie nie chodziło o kontrowersyjny mechanizm walidacyjny. Zakwestionowano natomiast dopuszczalność wykładni prokonstytucyjnej, powszechnie i słusznie stosowanej przez sądy. Stanowiącej jedyną sensowną formę uspójniania systemu, nasączania go konstytucyjną aksjologią i czynienia systemu przyjaznym dla obywatela. W poświęconej temu zagadnieniu i wydanej w 2017 r. książce „Wykładnia i stosowanie prawa w procesie opartym na Konstytucji" przeanalizowaliśmy ponad tysiąc orzeczeń sądów powszechnych, administracyjnych, SN i NSA, w których dokonywano wykładni prokonstytucyjnej lub nawet rozstrzygnięć o charakterze walidacyjnym, z pominięciem niekonstytucyjnego przepisu ustawy. Wskazaliśmy granice i przesłanki tych ostatnich rozstrzygnięć. Jedną z najważniejszych jest dopuszczalność pominięcia przepisu ustawy niezgodnego z konstytucją wtedy tylko, gdyby rozstrzygnięcie na jego podstawie prowadziłoby do niesłusznych i nieakceptowanych z perspektywy konstytucyjnej rezultatów dla obywatela. W tym przypadku jednak nie było potrzeby zastosowania walidacyjnej lex superior derogat legi inferiori, czyli reguły opartej na nadrzędności norm konstytucyjnych (art. 8 ust. 1 konstytucji). Dla osiągnięcia systemowo spójnego i zgodnego z konstytucją rezultatu wystarczające było odwołanie się do dopuszczalnych reguł systemowych i funkcjonalnych z uwzględnieniem niekwestionowalnej prokonstytucyjnej wykładni. Jej stosowanie to oczywisty przedmiot uprawnienia i obowiązku sądu. Zarzucalny na podstawie ustawy procesowej, w razie zaniechania zastosowania tego mechanizmu wykładniczego. Efekt takiego zaniechania jest systemowo nieakceptowany, skutkuje bowiem rozstrzygnięciem krzywdzącym dla obywatela, pomijającym regułę rzeczywistego zwrotu kosztów, opartym na formułce określającej absurdalnie niski limit.

Chciałoby się rzec, że żaden sędzia – zwłaszcza pełniący funkcję rzecznika dyscyplinarnego – nie mógł o tym nie wiedzieć. Nie mógł nie rozumieć, że dopuszczalność rozstrzygnięć opartych na prokonstytucyjnej wykładni jest oczywista. Postawienie zarzutu dyscyplinarnego opartego na oczywistej i rażącej obrazie prawa jest oczywistym nadużyciem. Suponowanie zaś popełnienia przestępstwa urzędniczego to nadużycie skandaliczne, pozostające poza sferą godności urzędu sędziowskiego i elementarnych prawniczych kompetencji.

Nic w historii nie ginie

Warto pomyśleć w perspektywie cywilnej i karnej odpowiedzialności sędziowskiego rzecznika dyscyplinarnego. Pisaliśmy o niej szeroko w artykułach naukowych, akcentując, że dziś perspektywy skorzystania z istniejących w prawie narzędzi nie są jeszcze realne. Ale przecież tego typu przypadki nie giną w mrokach historii. Czas ich wyświetlenia kiedyś nadchodzi.

Autorzy są profesorami prawa i adwokatami