W oświadczeniu białoruskiego gabinetu ministrów stwierdzono, że decyzja ta jest „odpowiedzią” na niedawne zwiększenie przez Unię Europejską ceł na produkty rolne z Białorusi. Mińsk odpowiada na to z gołąbkiem pokoju w dłoniach - otwierając granicę na zachodnią żywność.
„Po raz kolejny demonstrujemy otwartość, pokojowość i zasadę dobrego sąsiedztwa, podobnie jak w przypadku decyzji o bezwizowym wjeździe dla obywateli krajów UE” - cytuje deklaracje reżimu Łukaszenki „The Moscow Times”.
Białoruskie kartofle wyparowały do Rosji
Prawda o przyczynach tej „otwartości” jest zupełnie inna. Zniesienie zakazu nastąpiło w wyniku kryzysu żywnościowego na Białorusi: w ostatnich miesiącach kraj ten zmagał się z dotkliwym niedoborem m.in. ziemniaków. Opozycyjna gazeta „Zerkało” (Lustro) pisała już, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy mieszkańcy Białorusi coraz częściej skarżą się na brak ziemniaków, a gdy uda się je znaleźć w sklepach – na ich złą jakość.
Tak 10 lat temu białoruski dyktator sam zbierał ziemniaki.
Na początku maja białoruski dyktator przyznał, że produkt ten zniknął ze sklepowych półek. Za to, co się stało, obwinił on lokalnych rolników, którzy – jak twierdził – przestawili się na eksport do Rosji, gdzie też ziemniaków brakuje, a cena jest znacznie wyższa.
Już w lutym Łukaszenka polecił rządowi zająć się wzrostem cen ziemniaków, a wcześniej domagał się utworzenia rezerw żywności, jednak zadanie to nie zostało wykonane. „Okazuje się, że nie mamy ziemniaków! Jak bardzo wzrosły ceny naszych ziemniaków? Nie możemy wyprodukować wymaganej ilości ziemniaków, włożyć ich do piwnicy, a następnie sprzedać ludności?” - oburzał się Łukaszenka, w przeszłości dyrektor białoruskiego kołchozu.
Czytaj więcej
Parlament Europejski zagłosował za cłami na nawozy importowane ze Wschodu. Przeciw było jedynie stu posłów, za aż 411. Tanie nawozy szkodzą europej...
Rosja też nie ma ziemniaków
W zeszłym tygodniu słynący ze swojej pomysłowości dyktator zaapelował do obywateli republiki, aby „sadzili jak najwięcej ziemniaków na swoich działkach i w ogrodach”. To pozwoli uniknąć problemów spowodowanych ostatnimi przymrozkami.
Także Rosja ma poważne kłopoty z ziemniakami. Putin poinformował społeczeństwo o niedoborze tak podstawowego składnika wielu potraw rosyjskiej kuchni. Na posiedzeniu 27 maja rady nadzorczej platformy dyskusyjnej o znamiennej nazwie ANO „Rosja – Kraj Możliwości” rosyjski dyktator przyznał, że kraj zmaga się z niedoborem produktów rolnych spowodowanym spadkiem plonów, co doprowadziło do rekordowego wzrostu cen.
- Okazuje się, że nie mamy wystarczająco dużo ziemniaków. Rozmawiałem z Aleksandrem Łukaszenką – powiedział Putin.
- Sprzedaliśmy już wszystko Rosji – miał mu odpowiedzieć Łukaszenka.
Według rosyjskich mediów w ciągu roku kartofle podrożały w Rosji aż o 133 procent.