Rz: Na granicy Zgorzelca i Görlitz ma powstać polsko-niemieckie centrum poświęcone powojennym wypędzeniom. Dlaczego protestuje pan przeciw temu projektowi?

Konrad Szymański: Po pierwsze w memorandum pt. „Wspominajmy razem”, które ten projekt opisuje, widać wyraźnie, że jest on oparty na redukcji dziejów historii państw i narodów do historii indywidualnych osób i rodzin. To niebezpieczne, bo prowadzi to do zamazania historii. Po drugie przesiedlenia Niemców i Polaków są tylko pozornie podobne i ich zestawianie przynosi mylące skojarzenia. W jednym wypadku mamy do czynienia z państwem, które wypowiedziało wojnę, i ludźmi, którzy często entuzjastycznie brali w tej wojnie udział, a w drugim wypadku z Polakami z Polski środkowej i wschodniej, którzy nigdy nie byli agresorami.

Czy burmistrzowie Zgorzelca i Görlitz nie zdają sobie z tego sprawy?

Strona niemiecka przejawia tę samą skłonność, która przyświecała wszystkim dotychczasowym inicjatywom, z berlińskim Centrum przeciwko Wypędzeniom na czele. W przypadku strony polskiej pewnie mamy do czynienia z jakąś naiwnością.

Do pomysłu wybudowania centrum wypędzonych w Zgorzelcu z aprobatą odniosła się Erika Steinbach.

To prawda. Napisałem w bardzo łagodnym tonie list do burmistrza Zgorzelca, aby przekonać go, że wspieranie budowy centrum jest błędem. Tym bardziej że już w memorandum można przeczytać, że centrum w Zgorzelcu ma być dopełnieniem projektu berlińskiego. Całą sytuację utrudnia fakt, iż grupa radnych uważa, że to będzie świetna promocja miasta. Czy dla promocji miasta nie warto takiej instytucji powołać?

Nie warto. Promocja miasta nie usprawiedliwia legitymizowania i wspierania inicjatywy leżącej w interesie Niemców.

Nie przekonują pana argumenty, że pojawi się możliwość prowadzenia badań na temat historii regionu?

Takie badania są prowadzone przez istniejące już ośrodki. Deklaracje o celach badawczych to listek figowy. Myślę, że celem tej instytucji będzie głównie upamiętnianie konkretnych wydarzeń.

Budowa centrum w Zgorzelcu ma oficjalne poparcie przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Hansa-Gerta Pötteringa.

Akurat w tej sprawie przewodniczący Pöttering już od dawna występuje jako polityk przede wszystkim niemiecki.