Reklama

Pawlak walczy o to, by wynik PSL przekroczył 8,5 procent

Ludowcy boją się wyborczej katastrofy. Szefostwo Stronnictwa zaczyna dramatyczną walkę o poprawę notowań

Publikacja: 01.06.2011 01:26

Piotr Gursztyn

Piotr Gursztyn

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Spotkanie Waldemara Pawlaka ze Stowarzyszeniem „Ordynacka", jego wypowiedź – wbrew oficjalnej linii rządu – o konieczności obniżki akcyzy na paliwa, słowa Eugeniusza Kłopotka o koalicji PSL z PiS – po miesiącach letargu ludowcy zaczynają pokazywać zęby.

To coś więcej, niż włączenie się do kampanii wyborczej. To też próba uniknięcia katastrofy w tegorocznych wyborach parlamentarnych.

Katastrofa w wydaniu PSL nie oznacza spadku poniżej progu wyborczego. To nie powinno się zdarzyć. Ludowcom grozi co innego. Muszą zdobyć minimum 8,5 proc. głosów, by utrzymać się w grze. – Stawiamy sprawę jasno, kontynuacja koalicji z mocną pozycją PSL – mówił wczoraj w Radiu Zet Pawlak o celu jego partii.

Politycy PSL oficjalnie deklarują, że ich partia może zdobyć nawet dwucyfrowy wynik, bo świadczy o tym ich sukces w wyborach do sejmików wojewódzkich (16 proc.). Po cichu przyznają, że będzie dużo gorzej – ok. 7 proc. Uwzględniwszy wyniki większych partii i podział miejsc w Sejmie według obowiązującej ordynacji, może to oznaczać, że zamiast obecnych 31 posłów PSL będzie miało mniej niż 20. Czyli za mało do zbudowania koalicji. Platforma ewentualny brak będzie musiała uzupełnić porozumieniem z SLD.

– Waldek jest czołgany w Stronnictwie za dotychczasową bierność – mówi prominentny polityk PSL.

Reklama
Reklama

Dlatego Pawlak zaczął ostrzej mówić (choć jako minister gospodarki wie, że obniżka akcyzy na paliwa i marż koncernów paliwowych jest praktycznie niemożliwa). Stąd gesty pod adresem partii opozycyjnych, i to mimo że to właśnie PiS i SLD, a nie PO, odciągają wyborców od PSL. Tu nie wiadomo, jaka będzie reakcja. Być może w PiS lub SLD wygra kalkulacja, że warto nie pomniejszać partii, która kiedyś przyda się jako koalicjant. Ale nie zniknie całkowicie chęć przejęcia części elektoratu PSL. PiS i SLD zaktywizowały swą działalność na wsi. – Musimy cisnąć „chłopów". Wtedy wieś znów zacznie na nas głosować – zwykł mawiać w zaufanym gronie SLD-owski wicemarszałek Jerzy Wenderlich.

Na dodatek w ostatniej dekadzie PSL dostawało w wyborach parlamentarnych wynik powyżej 8 proc. tylko wtedy, gdy było w opozycji (2001 i 2007). Gdy wyborcy postrzegali ludowców jako współrządzących, wyniki spadały do 6 – 7 proc. (wybory 2005 oraz eurowybory 2004 i 2009).

Strach przed katastrofą może spowodować rewolucję na listach wyborczych PSL. Do tej pory dominowali na nich słabo znani opinii publicznej lokalni bonzowie. Każdy z nich tak układał listę w okręgu, by nie znalazł się tam ktoś popularniejszy. Efektem było umieszczanie poza pierwszym miejscem bardzo słabych kandydatów.

Pawlak wykonał już jeden ruch, by to zmienić. Minister pracy Jolanta Fedak zajęła miejsce nieco już zapomnianego weterana Józefa Zycha.

Publicystyka
Marek Kutarba: Czy Estonia może zagrozić Rosji odwetowym atakiem rakietowym
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Publicystyka
Michał Kolanko: Tajemniczy kandydat na premiera. Kaczyński podgrzewa atmosferę w PiS
Publicystyka
Estera Flieger: Demografia nową geopolityką
Publicystyka
Bogusław Chrabota: Rozpad Polski 2050. Rząd niezagrożony, projekt Szymona Hołowni zagrzebany
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama