Reklama

Bogusław Chrabota: Zwolennicy umowy z Mercosurem wygrali. Komu należy pogratulować?

Umowa o wolnym handlu Unii Europejskiej z krajami Mercosuru wejdzie w życie. To dobra informacja dla naszej gospodarki. A na przekonaniu o politycznej skuteczności prezydenta Karola Nawrockiego pojawiła się poważna rysa.

Publikacja: 09.01.2026 16:47

Hodowla bydła mięsnego w kraju Mercosur

Hodowla bydła mięsnego w kraju Mercosur

Foto: Adobe Stock

Europa wspólnie z czterema krajami Ameryki Południowej utworzy 700-milionową strefę wolnego handlu. Cła zostaną zdjęte dla 91 proc. towarów. Strategicznie to duży sukces, bo daje szansę na wypchnięcie z tej części świata rozpychających się Chin, zabiegającej o wpływy Rosji i aspirujących do roli hegemona – w ramach doktryny Monroe’a – Stanów Zjednoczonych. Europejska gospodarka zyska wielki, chłonny i rozwijający się rynek; otwarty na import europejskiej technologii, maszyn, farmaceutyków, optyki, broni i artykułów rolniczych. W tej ostatniej dziedzinie – najbardziej kontrowersyjnej – Komisja Europejska szacuje, że eksport do krajów Mercosuru wzrośnie o 50 proc. To dobra wiadomość dla producentów wszystkiego, czego w krajach Mercosuru brakuje. Gorsza dla producentów wołowiny, drobiu, wieprzowiny czy cukru.

Czy dla Jarosława Kaczyńskiego wolny rynek w rolnictwie to niemal ludobójstwo?

Co istotne, waga powołania do życia tak wielkiej strefy wolnego handlu jest zrozumiała dla 21 z 27 krajów Unii Europejskiej. Przeciw są tylko te, które z zasady są przeciw (Węgry) i te, w których sprzeciw wymusiły na rządach lobby rolnicze.

Potencjał ekonomiczny państw tworzących Mercosur

Potencjał ekonomiczny państw tworzących Mercosur

Foto: PAP

Żeby do końca być uczciwym, w tych ostatnich to kwestia ściśle polityczna. We Francji Emmanuel Macron ma nad głową ostrze gilotyny; rozumie, że umowa z Mercosurem to dla francuskiej gospodarki, z wyjątkiem rolnictwa, wielka szansa, ale boi się powtórzenia na ulicach ruchu tzw. żółtych kamizelek w wydaniu farmerskim. W Polsce też, w kręgach rządowych wiadomo, że umowa z Mercosurem będzie per saldo dla naszej gospodarki korzystna, ale premier, a zwłaszcza jego koalicjanci, nie chcą być zakładnikami opozycji, która w rzekomym interesie polskiej wsi mogłaby szafować hasłem o „bezczelnej zdradzie”. Znając Kaczyńskiego i jego partię, jestem pewien, że potrafią wywrócić całe stado kotów do góry ogonem, by udowodnić, że wolny rynek w rolnictwie to niemal ludobójstwo. Dlatego specjalnie premierowi Tuskowi się nie dziwię. To dla niego temat trudny.

Komu należy pogratulować za sukces umowy z Mercosurem?

Próbując dokonać bilansu próby bojkotu umowy z Mercosurem, wypada dojść do wniosku, że europejskim i polskim rolnikom przede wszystkim należy pogratulować. Nie tylko pozostaną najbardziej uprzywilejowaną grupą zawodową w Unii Europejskiej, ale „wyrwali” z jej budżetu dodatkowe miliardy euro i przywileje, jakich nie posiada w Unii żadna inna branża. Z niewielkimi wyjątkami zyskają na strefie wolnego handlu (w Polsce zwłaszcza producenci nabiału) i jeszcze „przytulą” dodatkowe tysiące euro. Właśnie o to – w gruncie rzeczy – szła gra. Większość państw Europy rozumie jej zasady, więc przyjęła wynik z satysfakcją.

Reklama
Reklama

Foto: Paweł Krupecki

Kto stracił? Politycznie – kraje blokujące, bo to na ich władze przeciwnicy zrzucą odpowiedzialność, że nie „dowiozły” zablokowania umowy. We Francji i w Polsce także awanturujący się rolnicy, ale ich strata jest niewielka, bo to tylko koszty paliwa za rajdy na stolice; szybko sobie zresztą skompensują tę stratę podniesionymi kwotami dopłat.

Czytaj więcej

Aleksandra Pilarczyk: To nie rolnicy powinni protestować przeciw umowie z Mercosurem, ale europejscy konsumenci

Rolnicy znad Wisły na otarcie łez dostąpili przynajmniej zaszczytu spotkania z prezydentem Karolem Nawrockim. Ale i on sam stoi w szeregu rzuconych na łopatki; gdzież jego wyjątkowe relacje z włoską premier Giorgią Meloni, dzięki którym miał „załatwić”, by Włochy przyłączyły się do bojkotu umowy. Nie ma więc solidarności między europejskimi zwolennikami ruchu MAGA. A może co innego? Może od domniemanego interesu politycznego bardziej liczą się realne interesy narodowe? Może.

W każdym razie jedno jest pewne: na przekonaniu o skuteczności Nawrockiego pojawiła się poważna rysa. Rysa, która może się tylko pogłębiać.

Publicystyka
Marcin Ociepa: Co zrobić, by uczynić polską dyplomację silną? Osiem zadań dla MSZ
Publicystyka
Jacek Nizinkiewicz: Zgody Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem nie ma. Ale jedna osoba może ich pogodzić
Publicystyka
Aleksandra Pilarczyk: To nie rolnicy powinni protestować przeciw umowie z Mercosurem, ale europejscy konsumenci
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Polska sieje zamęt w sprawie pokoju na Ukrainie
Publicystyka
Jarosław Kuisz: Zmierzch polskiej miłości do Stanów Zjednoczonych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama