Głównym celem Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) jest zapewnienie nam bezpieczeństwa żywnościowego. I chodzi tu nie tylko o to, żebyśmy mieli co jeść, ale żeby to pożywienie było zdrowe, a jego produkcja jak najmniej szkodziła środowisku. Na to idą olbrzymie pieniądze ze wspólnej kasy unijnej. I tylko w tym względzie się zgadzam z Bogusławem Chrabotą, który w umowie z krajami Mercosuru widzi same pozytywy.
One oczywiście są, bo gospodarka unijna zdobyłaby olbrzymi rynek zbytu i jednocześnie dostęp do rzadkich surowców naturalnych. Ale twierdzenie, że zyska na tym rolnictwo, a rolnicy po cichu cieszą się z umowy, to już o most, a nawet dwa mosty za daleko.
Dlaczego umowa UE z Mercosurem jest zaprzeczeniem dotychczasowej Wspólnej Polityki Rolnej?
Nie słyszę tej akceptującej ciszy na dzisiejszym, piątkowym proteście, bo nie można udawać, że południowoamerykańska wołowina, drób i cukier nie zagrażają polskim rolnikom, a także całemu sektorowi przetwórczemu. Jesteśmy przecież największym producentem drobiu w Europie, czołowym producentem wołowiny i cukru. Nie przejemy tego sami. A w Brazylii wołowiny od nas nie kupią. Nie tylko dlatego, że produkcja tam jest tańsza, ale nie ma tam też takich ograniczeń środowiskowych, jakie obowiązują w Unii.
Czytaj więcej
Europejskie zabiegi o strefę wolnego handlu z Mercosurem to element globalnego konfliktu Zachodu...
I w tym kontekście umowa z krajami Mercosuru jest zaprzeczeniem dotychczasowej Wspólnej Polityki Rolnej. Jak można wycofywać kolejne, szkodliwe dla ludzi środki ochrony roślin, a potem sprowadzać żywność z krajów, gdzie takich ograniczeń nie ma? Jak można dofinansowywać zalesianie, a przymykać oko na wycinkę puszczy amazońskiej pod uprawy i hodowlę? Jak można otwierać rynek na wołowinę, drób i cukier z Ameryki Południowej, jeśli to może zachwiać produkcją tej żywności w Europie?