Anna Słojewska: Donald Trump i Rosja zmuszają UE do inwestycji w zbrojenia

W kontekście wojny w Ukrainie powrót Trumpa oznacza egzystencjalne zagrożenie dla UE. Ale jest i dłuższa perspektywa.

Publikacja: 31.01.2024 03:00

Trzeba Ukrainie dawać więcej sprzętu. Ale zamiast po prostu wyczerpywać swoje zapasy, a potem kupowa

Trzeba Ukrainie dawać więcej sprzętu. Ale zamiast po prostu wyczerpywać swoje zapasy, a potem kupować w Korei Południowej czy USA, żeby przekazać Ukraińcom, może lepiej produkować więcej w UE? Na zdjęciu szwedzka 155-mm haubica samobieżna Archer przekazana 45. Samodzielnej Brygady Artylerii wojsk lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy.

Foto: ROMAN PILIPEY / AFP

Marzec 2022 roku, Joe Biden jest gościem Rady Europejskiej w Brukseli. Dyskusja za zamkniętymi drzwiami, 27 przywódców słucha człowieka, który uważany jest za wielkiego sojusznika Europy. Biden mówi do Europejczyków, że muszą wykonać swoją pracę, w szczególności jeśli chodzi o wspólną europejską obronę. Bo on musi się zająć naprawianiem amerykańskiej demokracji – to jego pierwszy priorytet. Drugi to zmierzenie się z rosnącą asertywnością Chin, co oznacza konieczność inwestycji w gospodarkę. Ale jest i trzeci priorytet. – Przywódcy zaczęli się uśmiechać, spodziewając się w tym miejscu czegoś o Europie. A Biden zawiesił głos, bo wie, jak zrobić wrażenie – opowiada nam nieoficjalnie naoczny świadek tego spotkania. – Ameryka Łacińska – mówi wreszcie. I wymienia problemy: przemoc, narkotyki, imigranci. Na twarzach wszystkich wielkie rozczarowanie.

I jeszcze jedno wspomnienie. Rok 2020, szaleje pandemia Covid-19, a USA blokują eksport komponentów do szczepionek, nawet tych, których nie potrzebują. To przecież też okres prezydentury uwielbianego przez Unię Bidena. – De facto powiedzieli Europejczykom: możecie umrzeć. To jaką możemy mieć pewność, że utrzymają dostawy broni dla Ukrainy w przyszłości? – mówi mi ważny zachodni dyplomata.

Przyspieszenie debaty

Skoro tak zachowuje się Biden, demokratyczny polityk starszego pokolenia, dla którego euroatlantycki sojusz zawsze był podstawą polityki zagranicznej, to co będzie, gdy odejdzie z urzędu? Najpilniejsza groźba, z którą trzeba się zmierzyć, to możliwy powrót Donalda Trumpa. Już raz, będąc prezydentem, groził wycofaniem się USA z projektu zapewnienia bezpieczeństwa w Europie. W kontekście wojny w Ukrainie powrót Trumpa oznacza egzystencjalne zagrożenie dla UE. Ale jest i dłuższa perspektywa: zmienia się mapa globalnych zagrożeń i walki o dominację, a w USA nadchodzą pokolenia polityków, dla których Europa nie ma jakiegoś wyjątkowego znaczenia ponad to wynikające z aktualnych interesów Stanów Zjednoczonych.

Czytaj więcej

Donald Trump torpeduje porozumienie, bez którego nie będzie pomocy dla Ukrainy

Te dwa fakty – nazwijmy je w uproszczeniu Trump i Ukraina, czyli zmiana myślenia w USA i powrót wojny na europejski kontynent – przyspieszają debatę o europejskiej obronie. Jeszcze w marcu 2022 roku, po agresji Rosji, Niemcy chcieli przekazać Ukrainie hełmy, trzymając się swojej pokojowej doktryny niezaangażowania. Dziś są liderem europejskiej pomocy wojskowej i wysyłają Ukraińcom systemy rakietowe Patriot i czołgi Leopard, wozy bojowe Marder i działa przeciwlotnicze Gepard, żeby wymienić tylko kilka przykładów. A kanclerz Olaf Scholz pogania innych maruderów i żąda europejskiej dyskusji o obowiązkowych celach pomocy dla Ukrainy. Bo dla wszystkich staje się jasne, że jej wsparcie wojskowe jest inwestycją w bezpieczeństwo UE.

Trzeba Ukrainie dawać więcej sprzętu. Ale zamiast po prostu wyczerpywać swoje zapasy, a potem kupować w Korei Południowej czy USA, żeby przekazać Ukraińcom, może lepiej produkować więcej w UE? To jest argument podnoszony lat przez Francję, jeszcze zanim Rosja zaatakowała Ukrainę. Kolejni francuscy prezydenci argumentowali, że UE musi się wybić na autonomię wojskową. Do tego pomysłu jednak wiele krajów z Europy Środkowowschodniej, ale także Niemcy, odnosiło się sceptycznie. Podejrzewali, w dużej części słusznie, że za tymi hasłami kryje się antyamerykańska fobia Francuzów i chęć dyktowania innym w Europie priorytetów bezpieczeństwa, czyli – w uproszczeniu – więcej Afryki, a mniej Europy Wschodniej.

Razem z NATO

Co więcej, widzieli to jako promocję francuskiego przemysłu obronnego. Ale nawet jeśli ambicje francuskie się nie zmieniły, to innym jest teraz z nimi bardziej po drodze. – Co złego w tym, żeby inwestować we francuski przemysł obronny, jeśli on miałby produkować sprzęt potrzebny w Europie? – słyszę od dyplomaty z Europy Środkowo-Wschodniej. Wielkimi zwolennikami inwestowania w zdolności obronne Europy stały się teraz państwa bałtyckie, kiedyś najbardziej sceptyczne wobec jakichkolwiek pomysłów europejskiej autonomii wojskowej. Czując bezpośrednie zagrożenie ze strony Rosji, zaczęły na poważnie obawiać się zmian w myśleniu USA. Sojusznikiem Emmanuela Macrona w tej sprawie stał się też Wołodymyr Zełenski.

Czytaj więcej

Minister Sikorski z wizytą w Berlinie. Strach przed Rosją zbliża Polskę i Niemcy

Realnie oceniając sytuację, UE nie zbuduje wspólnej polityki obronnej w krótkim czasie i nie uniezależni się od NATO. Nie powinna nawet tego robić, bo pozostawanie w transatlantyckim sojuszu ma dla niej kluczowe znaczenie. Ale jeśli obawy przed zmianą kursu w USA i zagrożenie ze strony Rosji miałyby doprowadzić do większych inwestycji w europejski przemysł obronny, i do wspólnych ponadgranicznych projektów, to bezwzględnie trzeba temu przyklasnąć.

Marzec 2022 roku, Joe Biden jest gościem Rady Europejskiej w Brukseli. Dyskusja za zamkniętymi drzwiami, 27 przywódców słucha człowieka, który uważany jest za wielkiego sojusznika Europy. Biden mówi do Europejczyków, że muszą wykonać swoją pracę, w szczególności jeśli chodzi o wspólną europejską obronę. Bo on musi się zająć naprawianiem amerykańskiej demokracji – to jego pierwszy priorytet. Drugi to zmierzenie się z rosnącą asertywnością Chin, co oznacza konieczność inwestycji w gospodarkę. Ale jest i trzeci priorytet. – Przywódcy zaczęli się uśmiechać, spodziewając się w tym miejscu czegoś o Europie. A Biden zawiesił głos, bo wie, jak zrobić wrażenie – opowiada nam nieoficjalnie naoczny świadek tego spotkania. – Ameryka Łacińska – mówi wreszcie. I wymienia problemy: przemoc, narkotyki, imigranci. Na twarzach wszystkich wielkie rozczarowanie.

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Maciej Strzembosz: Kto wygrał, kto przegrał wybory samorządowe
Publicystyka
Michał Szułdrzyński: Jarosław Kaczyński izraelskiego ambasadora wyrzuca, czyli jak z rowerami na Placu Czerwonym
Publicystyka
Nizinkiewicz: Tusk przepowiada straszną przyszłość. Niestety, może mieć rację
Publicystyka
Flieger: Historia to nie prowokacja
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Publicystyka
Kubin: Europejski Zielony Ład, czyli triumf idei nad politycznymi realiami