Równo miesiąc temu – 2 sierpnia – państwowa komisja ds. pedofilii zwołała konferencję prasową, na której miano zaprezentować raport roczny. Dokumentu nie pokazano. Dziennikarze dostali kilkustronicowe streszczenie opracowania, które podobno liczy ponad 200 stron. Przewodniczący komisji prof. Błażej Kmieciak tłumaczył, że pełny raport z powodu kłopotów z opracowaniem graficznym i drukiem zostanie opublikowany w ciągu najbliższych dni (takie stwierdzenie znalazło się także na stronie internetowej komisji).

Czytaj więcej

Tomasz Krzyżak: Pułapka nieprecyzyjnego raportu o pedofilii

Tymczasem w streszczeniu – o czym m.in. pisała „Rz” oraz „Gość Niedzielny” – znalazło się sporo błędów. Prof. Kmieciak dziękował za uwagi, a na stronie komisji pojawiły się wyjaśnienia i informacje precyzujące dane ze streszczenia. W jednym z komunikatów zwrot „najbliższe dni” zamienił się na „w późniejszym terminie”.

Minął miesiąc, a raportu jak nie było, tak nie ma. A przecież skład, korekta i druk to nie są skomplikowane procesy, no chyba że raportu wcale nie ma... Kiedy będzie? Nikt w komisji odpowiedzieć nie chce, a przewodniczący w tych dniach kończy... urlop.

Polityków chyba nie za bardzo interesuje dziś działalność komisji i raczej nikt nie zauważył, że wymaganego prawem raportu nie ma

Obowiązek publikacji corocznych raportów nakłada na komisję ustawa, którą ją w 2019 r. powołano. Ustawodawca nie przewidział jednak żadnych sankcji za brak dopełnienia tego obowiązku. Przewidział za to możliwość odwołania członków komisji w sytuacji „niewypełniania obowiązków nałożonych przez ustawę”. Mogą ich odwołać te same instytucje, które dokonały aktu powołania, a więc Sejm, Senat, prezydent RP, premier i rzecznik praw dziecka.

Czytaj więcej

Tomasz Krzyżak: Komisja ds. pedofilii - więcej działań merytorycznych niż pustych słów

Problem w tym, że polityków chyba nie za bardzo interesuje dziś działalność komisji i raczej nikt nie zauważył, że wymaganego prawem raportu nie ma. Komisja wydaje się działać poza jakąkolwiek kontrolą.

Dyskusyjna może być teza, że brak raportu lub poślizg w publikacji to powód do odwołania kogoś ze stanowiska, ale ktoś odpowiedzialność ponieść powinien. Komisja pewnie poszuka takiej osoby w swoim urzędzie, ale czy ktoś znajdzie ją w samej komisji?