Wśród wielu tłumaczeń ambiwalentnego zachowania niemieckiej elity politycznej wobec rosyjskiej agresji pojawia się często teoria wyrzutów sumienia wobec Rosji za II wojnę światową. Tymczasem to przecież stalinowska Rosja była wspólnikiem Hitlera w napaści na Polskę na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow. To stalinowska Rosja wymordowała elitę napadniętej Polski i zniewalała inne kraje nie mniej brutalnie niż hitlerowskie Niemcy. Natomiast w ogóle nie słychać o wyrzutach sumienia Niemców wobec Polaków, których procentowo wymordowano znacznie więcej niż Rosjan, czy wobec Cyganów, których zsyłano do obozów koncentracyjnych tak samo jak Żydów.

Wygląda na to, że Niemcy przepracowali po wojnie kwestię antysemityzmu i Holokaustu, ale nie przepracowały innego problemu nazizmu, czyli dogmatu o wyższości wielkich narodów nad mniejszymi. Krew Ukraińców niespecjalnie się liczy, tak samo jak nie liczyły się wyrzeczenia Greków administrowane drakońsko przez Niemców i niemieckie banki.

Efekty dominacji

Pytanie, czy Unii służy niemieckie przywództwo, jest więc jak najbardziej zasadne. Zwłaszcza że sukces gospodarczy Niemiec oparty był w dużej mierze na amerykańskim parasolu militarnym, który zwolnił je z realnych wydatków wojskowych. Ich gospodarka okazała się też beneficjentem likwidacji żelaznej kurtyny i rozszerzenia UE. Równocześnie Niemcy zawarły strategiczny sojusz energetyczny z Rosją, którego celem – trudno dziś uwierzyć, że nieświadomym – było podporządkowanie sobie słabszych gospodarczo krajów oddzielających Rosję i Niemcy, czyli państw Europy Środkowo-Wschodniej. Polityka sprzeciwiania się rozwojowi energetyki atomowej czy kompletny brak terminali LNG stanowiły elementy tej samej układanki.

Tę politykę można zrozumieć – była to najprostsza i najtańsza droga do gospodarczej dominacji i niskich cen energii. Można ją było też tłumaczyć wiarą w rosyjską ewolucję ku demokracji – ale tylko do czasu napaści na Krym. Tymczasem rząd Merkel nieustannie podwajał stawkę na tę współpracę i świadomie rezygnował z innych opcji. Kanclerz przekonała Obamę, że Niemcy biorą na siebie politykę Zachodu wobec Rosji. Tym samym to Niemcy odpowiadają za efekty tej polityki i muszą się z nimi zmierzyć tak samo, jak kiedyś mierzyły się z konsekwencjami II wojny światowej.

Bez niemieckiej polityki nie byłoby agresji na Ukrainę, bo to brak realnych sankcji za Gruzję i Krym rozzuchwalił Putina. Bez łamania embargo i niemieckich inwestycji w rosyjski przemysł zbrojeniowy Putin nie mógłby sądzić, że jest potężny i bezkarny.

W tej sytuacji oświadczenie kanclerza Olafa Scholza, że embargo na rosyjski gaz i ropę byłoby zbyt kosztowne dla niemieckiej gospodarki i niemieckiego poziomu życia, w połączeniu z odmową realnego wspierania Ukraińców w walce z agresorem należy czytać trojako: Śmierć tysięcy Ukraińców jest mniej ważna od ok. 1,5 proc. wzrostu gospodarczego, w związku z tym Niemcy nadal są gotowe finansować rosyjską agresję. Pochodzenie dobrobytu jest drugorzędne – może być okupione zbrodniami, co stawia pod znakiem zapytania niemieckie rozumienie uniwersalności praw człowieka. Niemcy mają wyrzuty sumienia, ale tylko wtedy, kiedy jest im to wygodne, i tylko wobec tych, których uważają za strategicznych partnerów na przyszłość.

Przyszłość Unii

Pojawia się więc szersze pytanie o to, czy prawdziwa demokracja może być egoistyczna i przyznawać swoim obywatelom prawa, których odmawia innym. Zachowanie niemieckich elit pokazuje hipokryzję współczesnych demokracji Zachodu i tłumaczy, czemu demokracja jest w odwrocie. Syryjczycy bombardowani w Aleppo, w czasie gdy zawieszano rachityczne sankcje Zachodu wobec Rosji za aneksję Krymu, nie mają żadnych powodów, by myśleć dobrze o zachodnich demokracjach. Ukraina na szczęście marzy o przystąpieniu do Unii i do NATO, ale jak długo jeszcze?

Przepracowanie błędnej polityki niemieckiej wobec Rosji jest zapewne najpilniejszym zadaniem dla samych Niemców, ale inne kraje, zwłaszcza kraje frontowe, nie mogą być ślepe na ten problem. Pośrednio dotyczy także nas, a za chwilę może dotyczyć bezpośrednio. Dlatego wewnątrzunijny nacisk na niemieckie elity polityczne, także poprzez europarlamentarne partie polityczne, by jak najszybciej zmieniły błędną politykę wobec Rosji, jest dziś nie tylko racją stanu krajów naszego regionu, ale też pytaniem o przyszłość Unii. Niemcy muszą natychmiast włączyć się aktywnie i na szeroką skalę w obronę Ukrainy, albo mogą zapomnieć o niekwestionowanym przywództwie w Unii.

Autor jest producentem filmowym i scenarzystą