Państwowa Komisja ds. Pedofilii przed kilkoma dniami opublikowała raport ze swojej działalności. To pierwszy dokument tej instytucji wydany rok po powołaniu jej członków.

Lektura tego ponad 250-stronicowego dokumentu w dużej części jest mocno rozczarowująca. Można odnieść wrażenie, że niektóre rozdziały stworzono na siłę – po to, by raport miał sporą objętość, a przez to wyglądał poważnie. Komisja postanowiła np. przybliżyć odbiorcom cel jej powołania, podstawy prawne działania, scharakteryzować poszczególne przestępstwa dotyczące wykorzystywania seksualnego małoletnich itp. Pomieszała wszystko z własną analizą spraw akt pozyskanych z sądów, sprawozdaniem ze swojej rocznej działalności, a wszystko podlała jeszcze sosem publicystyki i różnymi własnymi – nie do końca trafnymi – interpretacjami prawnymi (nie pierwszy zresztą raz, ale to temat na inną analizę).

Wyszło typowo polskie danie: bigos, w którym da się znaleźć wszystko. Efekt? Jedni wyczytali w raporcie, że w 30 proc. przypadków pedofilii sprawcami są duchowni, inni – że to tylko 1 proc. Kolejnym w oczy rzuciło się stwierdzenie, że „wszystko wskazuje na to, że w latach 2001–2008 można mówić o systemowym tuszowaniu molestowania seksualnego dzieci i młodzieży poniżej 18. roku życia przez niektórych duchownych katolickich w Polsce".

Te kwestie znalazły się w informacjach prasowych na temat raportu, a przewodniczący prof. Błażej Kmieciak prostował nieuprawnione twierdzenia części komentatorów, którzy uznali, że 30 proc. duchownych to pedofile. Szkoda, że nie podaje przy tym żadnych dowodów na stwierdzenia o systemowym tuszowaniu. Posługuje się spekulacjami, domysłami, używa stwierdzeń: „wydaje się", „wiele wskazuje na...". Tymczasem tak poważny organ państwowy nie powinien się opierać na domysłach, ale na faktach.

Na marginesie: problematyce wykorzystywania seksualnego w Kościele i kontaktom z przedstawicielami Kościoła poświęcono w raporcie ledwie 12 stron, innym Kościołom i wspólnotom chrześcijańskim 1,5 strony, a spotkania z instytucjami państwowymi i organizacjami pozarządowymi omówiono na 8. Wrażenie jest takie, że komisja skupiła się li tylko na śledzeniu pedofilii w jednym środowisku – wspólnotach kościelnych.

Znika w medialnym zgiełku prawdziwa wartość tego raportu: analiza akt spraw zakończonych. Da się w niej zauważyć jedno: osoba skrzywdzona jest sama jak palec. Nawet po tym, jak ujawnia swoją traumę, nie dostaje od państwa żadnej systemowej pomocy. Ten problem komisja zidentyfikowała doskonale i pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnym raporcie co najmniej kilka stron poświęci analizie tego, co państwo z tym problemem zrobiło.