Reklama

Ministrowie Tuska w stanie hibernacji?

Szarża Waldemara Pawlaka pokazuje słabość drużyny Tuska. W sytuacji kryzysowej żaden z ministrów nie jest w stanie choćby na chwilę przejąć inicjatywy. Czekają na gest premiera

Aktualizacja: 05.10.2012 08:03 Publikacja: 05.10.2012 01:35

Mariusz Staniszewski

Mariusz Staniszewski

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Zapowiedź lidera PSL o flirtowaniu z opozycją w sprawach ustaw gospodarczych spowodowała w Platformie konsternację. Choć ze strony koalicjanta była to mniej lub bardzie zawoalowana forma wotum nieufności wobec partnera, pierwszoligowi politycy PO? jakby zapadli się pod ziemię. Z kolei ci z niższych lig byli jak dzieci we mgle i udawali, że nic się nie stało. Wszyscy czekali na to, co powie premier. Szef rządu zmęczony aferą Amber Gold i debatą smoleńską kolejny raz musi odgrywać rolę szeryfa.

Taka sytuacja jest jednak konsekwencją wyborów personalnych dokonanych przez samego premiera. W obecnym rządzie nie ma nikogo, kto byłby w stanie choćby na chwilę przejąć inicjatywę, odwrócić uwagę od kontrowersyjnych z punktu widzenia PO i praktyki rządzenia pomysłów Pawlaka i zapewnić Donaldowi Tuskowi chwilę wytchnienia. Jedyną postacią, która mogłaby skrytykować Pawlaka za stawanie w rozkroku między opozycją a koalicją jest minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. Tyle że akurat on spotyka się z bardzo podobnym oporem ze strony rządu przy wprowadzaniu pakietu deregulacyjnego. Jego projekt deregulujący zawody na wejście pod obrady rządu czekał dziewięć miesięcy. Taka zwłoka potwierdza więc tylko diagnozę Pawlaka o tym, że rząd ma wielkie trudności z przeprowadzaniem istotnych reform.

Pozostali ministrowie, którzy jeszcze nie tak dawno błyszczeli w mediach, dziś wolą nie wystawiać nosa z gmachów swoich resortów, bo zaraz zostaliby zasypani pytaniami o własne osiągnięcia.

Sławomir Nowak musiałby odpowiadać na niekończące się pytania o dokończenie budowy autostrad. Bartosz Arłukowicz tłumaczyłby się ze stanu finansów szpitali. Radosław Sikorski z wątpliwego sukcesu informatyzacji konsulatów. W ten sposób można by przejść przez całą listę członków Rady Ministrów i wyliczyć ich strachy.

Dlatego żaden z ministrów nie stanie dziś oko w oko z Pawlakiem i nie powie, by wziął się do pracy w koalicji albo szukał nowego miejsca w opozycji. Zdają sobie sprawę, że nie mają siły i atutów, by licytować ostro.

Reklama
Reklama

Głównym ich celem jest przetrwanie do tzw. drugiego expose premiera. Ono ma odwrócić niekorzystną tendencję i pozwolić przejść PO?do ofensywy. Do tego czasu nie puszczą pary z ust na temat koalicji i swoich planów.

W tej sytuacji nie jest najważniejsze, czy traci PO, a zyskuje PiS i PSL, czy jest odwrotnie. Dla obywateli nie ma to ostatecznie większego znaczenia. Ważniejsze jest, że czekanie na przemówienie Donalda Tuska powoduje swoisty stan zawieszenia.

W czasie gdy stan gospodarki wymaga szybkich działań, gdy bezrobocie rośnie, a firmy zamiast inwestować, trzymają pieniądze na kontach, ministrowie powinni konkurować pomysłami. Gdyby tak było, wolta Pawlaka byłaby nic nieznaczącym epizodem.

Ale nie jest.

Publicystyka
Estera Flieger: Demografia nową geopolityką
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Publicystyka
Marek Kutarba: Czy Estonia może zagrozić Rosji odwetowym atakiem rakietowym
Publicystyka
Bogusław Chrabota: Rozpad Polski 2050. Rząd niezagrożony, projekt Szymona Hołowni zagrzebany
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Najważniejsze pytanie dotyczące programu SAFE i bezpieczeństwa Polski
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama