Kościół zawsze wychodził źle na związkach z polityką

Wciągnięcie biskupów do komitetu honorowego marszu w obronie demokracji to próba wykorzystania autorytetu Kościoła do doraźnej rozgrywki politycznej.

Aktualizacja: 09.12.2014 08:16 Publikacja: 09.12.2014 01:00

Tomasz Krzyżak

Tomasz Krzyżak

Foto: Fotorzepa

W sobotę 13 grudnia ulicami Warszawy przejdzie „Marsz w obronie demokracji i wolności mediów". Wiec organizują środowiska związane z Prawem i Sprawiedliwością. W komitecie honorowym marszu znaleźli się przede wszystkim politycy, ale są w nim także jednoznacznie kojarzący się z prawą stroną rodzimej sceny politycznej aktorzy, dziennikarze, naukowcy. W jego skład weszło także pięciu biskupów oraz ksiądz Stanisław Małkowski.

I choć z samą ideą marszu można by się zgodzić, bo jego uczestnicy chcą – jak czytamy w deklaracji ideowej – podkreślać wagę praw obywatelskich i wolności słowa, to jednak wejście biskupów do komitetu honorowego musi budzić zaniepokojenie.

Na zakończenie Soboru Watykańskiego II w konstytucji „Gaudium et spes" dotyczącej misji Kościoła, jego zadań i roli we współczesnym świecie ojcowie soborowi zapisali, że Kościół nie utożsamia się z żadnym systemem politycznym. Sobór deklarował, że „wspólnota polityczna i Kościół są, każde na własnym terenie, od siebie niezależne i autonomiczne". Obie jednak służą tym samym ludziom, powinny więc ze sobą współpracować.

Soborowy dokument określał też, że działalność polityczną prowadzą osoby świeckie, które wiedzione „chrześcijańską mądrością, biorąc pod uwagę doktrynę Nauczycielskiego Urzędu Kościoła, podejmują się wykonania właściwych sobie zadań".

W powstawaniu tego dokumentu brał także udział kard. Karol Wojtyła, który już jako Jan Paweł II w adhortacji „Christifideles laici" pisał, że katolik musi być obecny w polityce by „przynosić chwałę Ewangelii i Kościołowi". Ma dawać świadectwo wartościom ludzkim i ewangelicznym, które mają wewnętrzny związek z działalnością polityczną.

Przywołana konstytucja soboru mówi też, że Kościół ma prawo, a wręcz nawet obowiązek „wydawania osądu moralnego, również o sprawach, które dotyczą porządku politycznego, zwłaszcza gdy wymagają tego fundamentalne prawa osoby albo zbawienie dusz".

Innymi słowy, Kościół jako wspólnota wierzących może prowadzić politykę przez działalność odpowiednio przygotowanego laikatu, ale wolno mu uprawiać także politykę imperatywu przez wydawanie osądu moralnego.

Dlatego nie powinniśmy się zżymać, jeśli biskupi twardo mówią o sprawach zapłodnienia pozaustrojowego in vitro, obronie życia poczętego czy zwracają uwagę na nierówności społeczne, ale zastanowienie budzi sytuacja, gdy publicznie popierają tę lub inną opcję polityczną.

Niestety, sobotni marsz w obronie demokracji ma wyraźne konotacje polityczne. Każdy, kto choć trochę obserwuje życie publiczne, wie, że głównym motywem jego zorganizowania są rzekome fałszerstwa podczas ostatnich wyborów samorządowych. Jednak dotąd nikt ich w sposób wiarygodny nie udowodnił. Wiemy jedynie, że wybory były źle przygotowane. Ale czy był to – jak twierdzą politycy PiS – zamach na demokrację? Czy będzie nim również sytuacja, w której w kolejnych wyborach Polacy dadzą szansę rządzenia Platformie?

Biskup – tak jak każdy Polak – ma prawo do własnych poglądów politycznych. Szkoda jednak, że hierarchowie  nie widzą, że ich autorytet oraz autorytet całego Kościoła jest wciągany do doraźnej rozgrywki politycznej. Historia uczy, że na zbyt bliskich związkach z polityką Kościół zawsze wychodził źle.

W sobotę 13 grudnia ulicami Warszawy przejdzie „Marsz w obronie demokracji i wolności mediów". Wiec organizują środowiska związane z Prawem i Sprawiedliwością. W komitecie honorowym marszu znaleźli się przede wszystkim politycy, ale są w nim także jednoznacznie kojarzący się z prawą stroną rodzimej sceny politycznej aktorzy, dziennikarze, naukowcy. W jego skład weszło także pięciu biskupów oraz ksiądz Stanisław Małkowski.

I choć z samą ideą marszu można by się zgodzić, bo jego uczestnicy chcą – jak czytamy w deklaracji ideowej – podkreślać wagę praw obywatelskich i wolności słowa, to jednak wejście biskupów do komitetu honorowego musi budzić zaniepokojenie.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Jakub Wojakowicz: Spotify chciał wykazać, jak dużo płaci polskim twórcom. Osiągnął efekt przeciwny
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Publicystyka
Tomasz Krzyżak: Potrzeba nieustannej debaty nad samorządem
Publicystyka
Piotr Solarz: Studia MBA potrzebują rewolucji
Publicystyka
Estera Flieger: Adam Leszczyński w Instytucie Dmowskiego. Czyli tak samo, tylko na odwrót
Publicystyka
Maciej Strzembosz: Kto wygrał, kto przegrał wybory samorządowe