Sądy powszechne w całej Polsce powoli wracają do orzekania. W procedowaniu spraw cywilnych sprawa jest prosta. Gorzej jest ze sprawami karnymi.

Ministerstwo Sprawiedliwości w tzw. tarczy 4.0 sięgnęło po zapisy, w których chce wprowadzić na szeroką skalę karne rozprawy online. Wśród nich mają się znaleźć posiedzenia w przedmiocie stosowania tymczasowego aresztowania nawet bez kontaktu z obrońcą.

Czytaj także:

Rozprawy online w prawie polskim - najważniejsze informacje

Rafał Krawczyk: Link do rozprawy online przyniesie w torbie listonosz

O protestach adwokatów pisaliśmy już w „Rzeczpospolitej". Minęły dwa dni prac w Sejmie i pojawiły się niewielkie korekty, ale dla prawników nadal propozycje są nie do przyjęcia. I tak pewnie pozostanie do uchwalenia.

W czym rzecz?

Obrońca na usługach

Przy okazji kolejnej ustawy covidowej MS chce uzupełnić art. 250 kodeksu postępowania karnego. Ten reguluje stosowanie tymczasowego aresztowania. Na mocy dodawanych paragrafów od 3b do 3g udział oskarżonego w posiedzeniu dotyczącym zastosowania aresztu może być zdalny (bezpośredni przekaz obrazu i dźwięku na odległość). I nie zawsze musi mieć on kontakt z obrońcą.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Sąd może się na to nie zgodzić, gdy ich kontakt mógłby zdecydować o tym, że przekroczony zostanie przez sąd czas na podjęcie decyzji o zatrzymaniu – 24 godziny.

Adwokaci nie kryją oburzenia. Nie uspokaja ich to, że podsądnemu, który przebywa w areszcie i bierze udział w posiedzeniu online, towarzyszyć ma już nie asystent prokuratora, ale asystent sędziego albo funkcjonariusz Służby Więziennej.

Radosław Baszuk, warszawski adwokat, uważa, że ostatnia zmiana w projekcie nowelizacji w dalszym ciągu utrzymuje kuriozalne rozwiązanie, które może arbitralną decyzją sędziego pozbawić podejrzanego zagrożonego aresztowaniem prawa do kontaktu z obrońcą. Pozbawia go też prawa do poufności takiego kontaktu.

- Sędzia będzie mógł zobowiązać obrońcę do udziału w posiedzeniu aresztowym w budynku sądu, gdy podejrzany przebywa w innym miejscu, a zatem pozbawić ich możliwości kontaktu osobistego, potem zaś reglamentować albo nawet zabronić tak ułomnego kontaktu jak telefoniczny – mówi „Rzeczpospolitej" adwokat.

Jego zdaniem upierać się przy tej nowelizacji mogą tylko ci, którzy nie mają pojęcia o warunkach, w jakich działa wymiar sprawiedliwości. Sądy i prokuratury – w tym wypadku na szczęście – nie są w jakimkolwiek stopniu przygotowane do prowadzenia posiedzeń aresztowych przy użyciu urządzeń technicznych.

– Zorganizowanie w ten sposób prostego przesłuchania świadka na rozprawie jest wciąż wyzwaniem organizacyjnym i technicznym planowanym wiele tygodni wcześniej, a i to nie zawsze kończącym się powodzeniem. Posiedzenia aresztowe, także po tej nowelizacji, prowadzone będą tak jak dotychczas, przy doprowadzeniu podejrzanego do sądu – mówi Baszuk.

„Nie" dla aresztu online

O refleksję Ministerstwa Sprawiedliwości apeluje też poznański adwokat Mariusz Paplaczyk.

– Proponowana zmiana nie powoduje, że mamy do czynienia z realnym prawem do obrony. To fundamentalne prawo każdego z nas z realnego zmienia się w wirtualne. Prawo do obrony staje się wtedy prawem w dużej mierze niemożliwym do zrealizowania i de facto odebranym każdemu, kto w wirtualnej rzeczywistości będzie stawał przed sądem z uwagi na wniosek o tymczasowe aresztowanie – uważa Paplaczyk.

Ostro protestują adwokaci. Prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej za niedopuszczalny uznaje sposób uzasadniania proponowanych rozwiązań prawnych przez przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości podczas prac Komisji Finansów Publicznych Sejmu RP. Poszło o słowa, że wprowadzane przepisy zapobiegną „knuciu i przewlekaniu" podsądnych z prawnikami dla dobra tych pierwszych.

Co na to Ministerstwo Sprawiedliwości?

Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości, broni resortowych propozycji. - To obrońca zdecyduje czy chce być z klientem czy brać udział w sprawie zdalnie , z sądu. Sąd nie może go zmusić do przyjazdu do sądu, ale kiedy już raz wybierze sąd, rozmyślić mu się nie wolno . Bo to zagrażałoby dochowaniu terminu na zastosowanie aresztu - uważa wiceminister.

Szczególną wagę poświęca odstąpieniu od zasady doręczania informacji o zastosowaniu tymczasowego aresztu na rzecz ogłoszenia jej.

– Ogłoszenie usprawnia postępowanie, gdy aresztowany bierze udział w posiedzeniu zdalnie. Od razu wie, że jest aresztowany – wyjaśnia „Rzeczpospolitej" wiceminister Marcin Warchoł. 

I dodaje, że standard jest jednak zachowany – bo pomimo ogłoszenia postanowienia obowiązkowo je doręczamy, a termin zażalenia biegnie podejrzanemu od doręczenia, a nie ogłoszenia.

Jak zapowiada wiceminister Warchoł resort jest otwarty na zmiany w tym zakresie, a przynajmniej dyskusję.

Etap legislacyjny: nowela trafi do Senatu