Prawo nie znosi próżni. Zniknęły fotoradary straży miejskiej. Czego teraz mogą obawiać się kierowcy?

Ocenia się, że 73 proc. kierowców przekracza prędkość w miejscach gdzie kiedyś stały fotoradary straży miejskiej.

Pierwszy pomysł na podbudowanie finansów z mandatów ściąganych od kierowców pojawił się w lutym. Inspekcja Transportu Drogowego nie chciała skupować fotoradarów od straży miejskiej. jest to sprzęt bezużyteczny dla ITD, który działa w innym systemie. Teraz fotoradary leżą w magazynach i czekają na „lepsze czasy”.

Najwyższa Izba Kontroli dowiodła że 80 proc. fotoradarów jest ustawiana w miejscach opłacalnych finansowo. Działa to odstraszająco na kierowców. Uważam, że radary powinny być usytuowane w miejscach niebezpiecznych, a pieniądze z mandatów powinny być rzeczywiście przeznaczane na drogi i szkolenia kierowców. Jest mnóstwo bezsensownych znaków na drogach ograniczających prędkość.

Powstają odcinkowe pomiary prędkości. Działa już 16 takich odcinków. Do końca roku ruszy 13 kolejnych. Drogi oznaczone są nowym, nieznanym jeszcze znakiem. Radzę uważać kierowcom. Urządzenie sprytnie oblicza średnią prędkość kierowcy, która ma zbilansować się na 50 km/h.

Jakie inne pomysły mają podbudować finanse miast?

Jest dużo więcej urządzeń rejestrujących przejazd na czerwonym świetle. Czasami wjazd na późnym żółtym może okazać się na wczesnym czerwonym, a to już jest mandat.

Niektóre miasta używają dronów, który z dokładnością rejestrują rozmowy przez telefon lub niezapięte pasy. Zapisy wykroczeń przesyłane są do patrolu, który przedstawia kierowcy dowody „złapania na gorącym uczynku”.

Ile punktów z drona może dostać kierowca?

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Bez wielkiego trudu 20 punktów na jednym skrzyżowaniu.

Łukaszewicz w #RZECZoPRAWIE