Reklama

Zniesienie limitów na pierwsze wizyty do lekarzy specjalistów ma zmniejszyć kolejki

Zniesienie limitów na pierwsze wizyty znacznie zmniejszy kolejki do najbardziej obleganych lekarzy.
Zniesienie limitów na pierwsze wizyty do lekarzy specjalistów ma zmniejszyć kolejki

Foto: Adobe Stock

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", lada dzień światło dzienne ujrzy projekt zarządzenia prezesa NFZ znoszący limity finansowania pierwszej wizyty u najbardziej obleganych specjalistów. Oznacza to, że chorzy, którzy zgłaszają się z problemem zdrowotnym po raz pierwszy, nie będą musieli walczyć o miejsce w kolejce z pacjentami zapisanymi na wizyty kontrolne.

Zapłacą nadwykonania

Żeby zachęcić świadczeniodawców do przyjmowania pacjentów ponad limit, Fundusz planuje najpierw zapłacić wszystkie nadwykonania za poprzedni miesiąc, a więc koszty wizyt nieprzewidzianych w kontrakcie dla danej poradni. Dotyczy to przychodni ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) znajdujących się poza placówkami w sieci szpitali, które rozliczane są na zasadzie ryczałtu. Nadwykonania za sierpień miałyby być zapłacone już we wrześniu, za wrzesień i październik – w listopadzie. Środki pochodzić mają najprawdopodobniej z rezerwy NFZ. Decyzje w tej sprawie dopiero zapadną. - Taka możliwość jest rozważana - mówi dyrektor mazowieckiego oddziału NFZ Filip Nowak.

To świetna wiadomość dla świadczeniodawców i jeszcze lepsza dla pacjentów, którzy nie będą musieli wybierać między sporym wydatkiem w gabinecie prywatnym a długim oczekiwaniem w kolejce, w której mogą zdążyć stracić zdrowie. Z naszych informacji wynika, że limity dla pierwszej wizyty zostaną zniesione m.in. w poradniach: endokrynologii, rehabilitacji medycznej, genetycznej i neurochirurgicznej dla dzieci, w których na wizytę, nawet pilną, trzeba często czekać nawet rok. NFZ chce to zmienić i – zgodnie z obietnicą ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego – docelowo skrócić najdłuższe kolejki do specjalisty ledwie do 30 dni.

W przypadku niektórych specjalności na razie może się to okazać niewykonalne. Chodzi przede wszystkim o specjalizacje deficytowe, jak endokrynologia, których przedstawicieli jest wprawdzie w całym kraju ponad 1,4 tys., ale którzy częściej wybierają szpitale lub placówki prywatne. Jeszcze trudniej będzie z neurochirurgami dziecięcymi. Dziedzinę tę w Polsce praktykuje tylko 589 lekarzy, przy czym zajmujący się dziećmi są w mniejszości. Zgodnie z danymi Ogólnopolskiego Informatora o Czasie Oczekiwania na Świadczenia Medyczne, prowadzonego przez NFZ, w Warszawie pierwszy wolny termin dostępny jest dopiero w kwietniu 2019 r., a średni czas oczekiwania to 127 dni.

Czekają albo płacą

Na Mazowszu, oprócz poradni neurochirurgii dziecięcej, kolejkowe rekordy biją inne poradnie pediatryczne: chorób płuc dla dzieci i poradnia genetyczna. Dorośli naczekają się zaś w kolejkach do hepatologa, hematologa, nefrologa, chirurga naczyniowego i lekarza specjalizującego się w endokrynologii i leczeniu osteoporozy.

Reklama
Reklama

Do niedawna wysoko na liście znajdowali się także okuliści kwalifikujący do operacji zaćmy, na które w Polsce czekało się rekordowo długo. Jednak dzięki dodatkowym środkom finansowym na te procedury, od końca grudnia 2016 r. do kwietnia 2018 r. kolejki do operacji zaćmy w przypadkach pilnych skróciły się o ponad miesiąc (), a w przypadkach stabilnych o ponad trzy miesiące. Teraz, dzięki nowym zasadom kwalifikacji do operacji, opracowanym przez ministerialny zespół pod przewodnictwem konsultanta krajowego okulistyki prof. Marka Rękasa, kolejki do tego zabiegu mogą skrócić się nawet o połowę.

Z raportu Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) „Ochrona zdrowia w gospodarstwach domowych w 2016 r." wynika, że pacjenci, którzy zdecydowali się na opłacanie wizyt specjalistów z własnej kieszeni, płacili za nie średnio 82,36 zł miesięcznie, a jeśli korzystali także z prywatnej opieki dentystycznej, kwota ta rosła do 539 zł. W ostatnim kwartale 2016 r. na wizyty prywatne zdecydowało się blisko 40 proc. pacjentów. Raport pokazuje także, że chorzy coraz częściej opłacają z własnej kieszeni nie tylko porady specjalistów, ale także operacje i pobyt w szpitalu. Z dodatkowych świadczeń zdrowotnych, czyli popularnych abonamentów w prywatnych sieciach opieki zdrowotnej, opłacono w 2016 r. 1,2 proc. hospitalizacji, a ze środków własnych pacjentów – 2,3 proc.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Marcin Pakulski, były prezes NFZ

Zniesienie limitów na pierwszorazowe wizyty u specjalistów to słuszny i potrzebny ruch, który jednak potwierdza tezę, że ochrona zdrowia w Polsce jest niedoinwestowana. Dodatkowe pieniądze przekazane w ubiegłym i w tym roku na zaćmę i endoprotezoplastykę stawu biodrowego pokazały, że bez pieniędzy nie da się zwiększyć dostępu do świadczeń i zmniejszyć kolejek. Doinwestowanie to jednak tylko jeden z elementów zwiększania dostępności, która zależy także od infrastruktury i odpowiedniej liczby personelu. Samo dodanie pieniędzy na specjalistykę odniesie jedynie częściowy efekt, bo deficyt dotyczy też miejsc, w których udzielane są świadczenia. Organizatorom opieki zdrowotnej może być trudno zaplanować więcej wizyt u specjalistów, jeśli tych specjalistów nie ma. Gdyby wiedzieli, że będą mieli kogo zatrudnić, mogliby zainwestować w większe poradnie i podpisać z lekarzami wyższe kontrakty.

Podatki
Duża zmiana w podatkach: do tej kwoty daniny już nie zapłacisz
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Prawo drogowe
Duże zmiany dla kierowców. Pojawi się nowa przesłanka zatrzymania prawa jazdy
Prawo w Polsce
Będzie nowy obowiązek dla właścicieli psów. Rząd przyjął projekt ustawy
Praca, Emerytury i renty
13. emerytura nie dla każdego. Ci seniorzy nie otrzymają świadczenia
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama