– Uważam, że w Polsce powinniśmy, i to będzie moja propozycja, kiedy wygramy wybory, rozpocząć jak najszybciej program skróconego tygodnia pracy – stwierdził Donald Tusk, przewodniczący Platformy Obywatelskiej podczas weekendowego spotkania z mieszkańcami Szczecina. I złożył deklarację, że do najbliższych wyborów (które mają się odbyć jesienią przyszłego roku) jego ugrupowanie przedstawi precyzyjny projekt pilotażu czterodniowego tygodnia pracy.

Płaca taka sama

Taka obietnica na pewno może spodobać się wyborcom, bo wszystkie analizy pokazują, że dla Polaków skrócenie pracy do czterech dni to tzw. bonus wszech czasów. Przy założeniu oczywiście, że mielibyśmy pracować 32 godziny w tygodniu (osiem godzin dziennie), a dostawać takie samo wynagrodzenie jak przy 40 godzinach tygodniowo.

Z badania firmy Hays wynika, że taki model pracy poparliby niemal wszyscy Polacy (dokładniej 96 proc. respondentów). Natomiast model, w którym pracujemy osiem godzin przez cztery dni w tygodniu, ale dostajemy za to jedynie 80 proc. wcześniejszych zarobków popiera tylko 19 proc. badanych.

– Oczywiście, że każdy byłby zachwycony, gdyby mógł krócej pracować, a zarabiać tyle samo – komentuje dla „Rzeczpospolitej” Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców Business Centre Club. – Na świecie toczy się dyskusja na ten temat, kilka krajów prowadzi pilotażowe programy na dużą skalę. Ale w polskich warunkach na razie wydaje się to mało realne – podkreśla.

Czytaj więcej

Krzysztof A. Kowalczyk: Czterodniowy tydzień pracy w najbliższym czasie? Mrzonka

Za biedni na zmianę

– To głupi i szkodliwy pomysł, który doprowadziłby polską gospodarkę do ruiny – ocenia ostro Cezary Kaźmieczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Na takie rozwiązania mogą sobie pozwolić bogate i rozwinięte kraje, o wysokiej produktywności pracy. Polska jest jednym z najbiedniejszych krajów UE, dopiero powoli gonimy Unię pod tym względem. To, co proponuje Tusk, oznaczałoby, że zaczęlibyśmy się cofać, ze szkodą przede wszystkim dla pracujących – mówi.

Eksperci uważają, że kluczem do skrócenie czasu pracy i utrzymanie wynagrodzeń jest wzrost wydajności pracy – tak, by można było wytworzyć taką samą wartość produktów czy usług przy mniejszym nakładzie godzin pracy.

– A do tego jest potrzebny postęp w automatyzacji, robotyzacji, zastosowaniu nowych technologii, sztucznej inteligencji, itp. Polska ma tu niestety jeszcze wiele do zrobienia – wyjaśnia Andrzej Kubisiak, wicedyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Kosztowne scenariusze

Donald Tusk nie mówił o szczegółach swojego pomysłu czterodniowego tygodnia pracy w Polsce, ale nasi rozmówcy podkreślają, że w obecnych warunkach trudno sobie wyobrazić jakikolwiek scenariusz. – Można by wprowadzić odgórnie nakaz utrzymania wynagrodzeń, ale w rzeczywistości to zatrzymałoby dynamikę płac na dekady – wytyka Cezary Kaźmierczak.

– A co z luką produktową? – zastanawia się Bernatowicz. Przy określonej wydajności skrócenie czasu pracy oznaczałoby, że przedsiębiorstwa nie są w stanie dostarczać na rynki takiej samej ilości produktów i usług. By utrzymać ten sam poziom, musiałyby zatrudnić dodatkowych ludzi. – To oczywiście możliwe, ale bardzo kosztowne rozwiązanie. Abstrahując od problemu z dostępnością pracowników – wyjaśnia Bernatowicz.

Czytaj więcej

Tusk: „PiS zabrało 500 plus”. PO z czterodniowym tygodniem pracy na wybory

Potrzeba ewolucyjna

Andrzej Kubsiak z PIE zaznacza, że mimo wszystko od tematu nie powinniśmy uciekać. – Krótsza praca to nieuchronny kierunek, w którym zmierza świat. Ale musimy mieć świadomość, że to kwestia co najmniej dekady. To nie rewolucja, tylko proces ewolucyjny – podkreśla.

I przypomina, że przejście z sześciodniowego tygodnia pracy na pięciodniowy zajęło na świecie 10–20 lat, w zależności od kraju i przyjętego modelu. Jego zdaniem obecnie warto poczekać na wyniki eksperymentów z krótszym tygodniem prowadzonych w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. – Czy rzeczywiście oznaczać to będzie krótszą pracę dla zatrudnionych, jakie oznacza to koszty dla pracodawców, jak wpływa na rynek pracy, na gospodarkę, dynamikę PKB, itp. Doświadczeń z tych krajów nie da się przenieść bezpośrednio do Polski, bo np. Wielka Brytania ma dwa razy większy niż my sektor usług, a mniejszy sektor produkcyjny, ale zawsze warto spojrzeć, jak to robią inni – dodaje.

Opinia dla „rzeczpospolitej”

Łukasz Kozłowski

główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

Skrócony czas pracy nie wydaje się bliską perspektywą, szczególnie w Polsce. Oczywiście są firmy, szczególnie nowych technologii, które są liderami, jeśli chodzi o elastyczność czasu pracy, i wprowadzają rozwiązania w tym zakresie. Ale trudno dziś mówić o odgórnym wprowadzeniu skróconego tygodnia pracy. Nie dość, że to zły pomysł w obliczu nadchodzącej recesji, to trzeba znaleźć odpowiedź na kluczowe pytania: co z sektorami usługowymi, takimi jak handel, czy gastronomiami? Czy chcemy, żeby sklepy lub banki były otwarte cztery dni w tygodniu? A jeśli nie, to jak zapewnić ciągłość ich funkcjonowania i ile to będzie kosztować? Równie wielkim wyzwaniem są sektory produkcyjne: czy jesteśmy w stanie zachować poziom produktywności, uzyskać ten sam efekt przy mniejszej liczbie przepracowanych godzin? ∑

Jakie wyniki eksperymentów

Dotychczas żaden kraj nie zdecydował się na wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy. Ale kilka państw prowadzi duże programy pilotażowe. Największy rządowy program, obejmujemy ponad 3,3 tys. osób z 70 firm ruszył w czerwcu tego roku w Wielkiej Brytanii. Potrwać ma kilka miesięcy, w tym czasie pracownicy mają mieć trzy dni wolne w tygodniu, ale mają otrzymywać pełne wynagrodzenie. Zakładany cel tego doświadczenia to zwiększenie efektywności w pracy. Tego typu eksperymenty przeprowadzane przez poszczególne firmy na całym świecie pokazały bowiem, że pracownicy przy odpowiedniej motywacji potrafią wykonywać swoje obowiązki bardziej efektywnie i w krótszym czasie. A mniejsza liczba godzin wpływa pozytywnie na ich stan zdrowia i samopoczucie.

Podobne koordynowane przez władze publiczne projekty, mają ruszyć w Hiszpanii i Niemczech. ∑