BBC relacjonuje, że jednej z osób rannych w czasie protestów lekarze usunęli z rany "ciało obce".
Wielu rannych uczestników protestów brało udział w demonstracjach organizowanych na uniwersytetach w stolicy kraju, Delhi.
Policja w Delhi aresztowała w związku z protestami 10 osób, które były już wcześniej notowane. Policjanci zapewniają jednak, że nie zatrzymali żadnego studenta.
Do protestów studentów mieli dołączyć ludzie mieszkający w pobliżu uniwersyteckich kampusów.
Tymczasem indyjski Sąd Najwyższy rozpatruje skargę na działania policji na terenie uniwersytetu Jamia Millia Islamia w Delhi. Policjanci mieli atakować tam studentów wewnątrz budynków kampusu - m.in. w bibliotece, a nawet w toaletach.
We wtorek w Indiach mają odbyć się kolejne protesty na uczelniach - w Delhi, Hajdarabadzie, Madrasie, Kalkucie.
Premier Narendra Modi oświadczył, że nowe prawo to gest w stronę "tych, którzy przez lata doświadczali prześladowań i mogli szukać ratunku tylko w Indiach".
Zmienione przez izbę niższą parlamentu przepisy ułatwiają uzyskiwanie obywatelstwa mieszkańcom trzech krajów muzułmańskich graniczących z Indiami - Pakistanu, Bangladeszu i Afganistanu - którzy nie są muzułmanami, a w swoich ojczystych krajach doświadczają prześladowań.
Krytycy uważają, że przepisy uzależniające korzystanie z ułatwionej procedury uzyskiwania obywatelstwa Indii ze względu na wyznawaną wiarę są niezgodne z konstytucją.
Protestujący w północno-wschodnich Indiach obawiają się też gwałtownego napływu imigrantów do Indii.
Władzę w Indiach sprawuje nacjonalistyczna BJP (Indyjska Partia Ludowa). Partii tej zarzuca się, że realizuje program "hinduskiego nacjonalizmu", którego celem jest dyskryminowanie 200-milionowej muzułmańskiej mniejszości mieszkającej w Indiach.
Kilka miesięcy temu władze w Delhi pozbawiły specjalnego statusu i rangi indyjskiego stanu Dżammu i Kaszmir - był to jedyny stan w Indiach, w którym większość stanowili muzułmanie.