Słowa te stoją w sprzeczności z obecnym stanowiskiem prezentowanym przez PiS i rząd Mateusza Morawieckiego, który twierdzi, iż Sąd Najwyższy nie miał prawa zawiesić budzących kontrowersje przepisów znowelizowanej ustawy o SN do czasu uzyskania odpowiedzi na pytania prejudycjalne zadane w kwestii tych pytań Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Sporne przepisy dotyczą kwestii przechodzenia sędziów SN na emeryturę.

Zdaniem polityków PiS sędziowie SN nie mają jednak kompetencji do zawieszania przepisów obowiązującego w Polsce prawa, uchwalonego wcześniej przez parlament i podpisanego przez prezydenta.

Tymczasem w podręczniku z 1999 roku Morawiecki, który w latach 1993-1998 studiował prawo europejskie na Uniwersytecie w Bazylei, przekonywał jednak, że sądy krajowe mogą mieć takie kompetencje, jeśli jakaś norma prawna stoi w sprzeczności z normą prawa UE.

 

- To co dziś prezentuje pan premier, w kontekście jego wcześniejszych poglądów to jest skandaliczna i gigantyczna hipokryzja i "pisokryzja" - oburza się w rozmowie z Onetem Krzysztof Brejza, poseł PO, który umieścił na swoim koncie na Twitterze fragment podręcznika. - Zaprzeczać i nie szanować tego, co się samemu napisało - jak ma to miejsce w przypadku premiera - to to jest już jakieś głębokie rozdwojenie jaźni - dodaje.

- Nie wiem, czy te słowa są autorstwa pana premiera Morawieckiego, czy też współautora tej publikacji. A poza tym, nawet jeśli miał taki pogląd dziewięć lat temu, to przecież mógł go zmienić - stwierdził z kolei poseł PiS Marek Ast.