Partia Janusza Palikota nie zgromadzi potrzebnej większości do odwołania własnej posłanki Wandy Nowickiej z funkcji wicemarszałka Sejmu. Decyzja o tym, czy pozostanie ona na stanowisku, zależy tylko i wyłącznie od niej samej.

Janusz Palikot apeluje, by dobrowolnie zrezygnowała z funkcji. Twierdzi, że Nowicka mu to obiecała. – Wierzę, że Wanda dotrzyma tej deklaracji, ale za nią tego nie zrobię – mówił. Nowicka we wtorkowym oświadczeniu napisała jednak, że do czasu piątkowego głosowania nad wnioskiem w Sejmie nie będzie udzielała komentarzy w tej sprawie.

W kłopoty Palikota wpędziła PO. Jeszcze kilka dni temu jej politycy, m.in. Grzegorz Schetyna, deklarowali, że poprą wniosek Ruchu o odwołanie Nowickiej i powołanie w jej miejsce Anny Grodzkiej. Jednak Klub PO zdecydował inaczej. W dodatku wprowadził dyscyplinę w głosowaniu przeciw odwołaniu Nowickiej. Podobne stanowisko mają SLD i PSL.

– Głosowanie przeciwko odwołaniu z funkcji wicemarszałka Sejmu Wandy Nowickiej jest obroną godności kobiety, podobnie jak ewentualne głosowanie za wyborem Anny Grodzkiej na funkcję wicemarszałka – mówił wczoraj premier Donald Tusk. – Nie można pozwolić, żeby polityk znany przede wszystkim z talentu do prowokacji wszystkich wodził za nos i bawił się w tego typu prowokacje – mówił o planach Palikota.

– Premier próbuje znaleźć salomonowe wyjście z kłopotliwej sytuacji. Tym bardziej że wielu wyborcom PO mogłoby się nie spodobać głosowanie na Grodzką jako wicemarszałka Sejmu – uważa dr Rafał Chwedoruk, politolog z UW. – To paradoksalnie kolejny sukces frakcji konserwatywnej w Platformie – dodaje.

Jednak Tusk miał dla konserwatystów również ostre słowa. – Nie będę tolerował, póki jestem szefem PO, zachowań, które zagrażałyby jedności Platformy w tych sprawach, w których jedność jest niezbędna – grzmiał wczoraj premier, odpowiadając na pytanie, czy wyjaśnił z ministrem sprawiedliwości Jarosławem Gowinem nieporozumienie, do którego doszło podczas głosowania w Sejmie nad związkami partnerskimi. O tym, że było to nieporozumienie, mówił sam Gowin. – Za mało rozmawialiśmy i chyba pan premier był zaskoczony moim stanowiskiem – mówił i twierdził, że już sobie wszystko z Tuskiem wyjaśnił.