Rozmawiamy na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, więc zacznę od pytania, jak znaleźć właściwą drogę do białoruskiej niepodległości i demokracji w świecie, który – jak doskonale widzimy w Monachium – się rozpada?
Wiele razy ze sceny powiedziano, że stary porządek świata został zniszczony, a nowy jeszcze nie został ukształtowany. Taki jest świat w tych burzliwych czasach. I oczywiście bardzo trudno jest uzyskać wystarczającą uwagę dla problematycznych regionów – np. dla Białorusi. Musieliśmy bardzo ciężko pracować, żeby utrzymać temat Białorusi w agendzie i wyjaśniać, dlaczego jest ona strategicznie ważna – przede wszystkim dla architektury bezpieczeństwa Europy. Tłumaczymy: bez niepodległej Białorusi nie będzie stabilności, nie będzie bezpieczeństwa dla NATO, dla europejskich granic, dla Ukrainy. Dlatego zachowanie naszej suwerenności to nie tylko lokalny interes narodowy – to interes całego regionu.
Świetnie rozumiemy w Polsce tę logikę. Ma pani zresztą pełne wsparcie państw demokratycznych. Ale ja wciąż myślę o sprawie ważniejszej: o waszej drodze do niepodległości. Ma pani poparcie Białorusinów, utrzymuje pani z nimi kontakt?
Tak, oczywiście, wciąż mam poparcie Białorusinów z kraju i z zagranicy. Ale główną kwestią jest to, że udaje nam się zachować jedność, budujemy alternatywne instytucje władzy. Możemy komunikować się z ludźmi na miejscu. Mamy wielu informatorów, nawet z systemu Łukaszenki, którzy przekazują nam bardzo wrażliwe dane i informacje. Szczerze mówiąc, niepodległość jest właśnie tym, co łączy środowiska prodemokratyczne i ludzi reżimu – nie mówię o samym Łukaszence, a o ludziach z nomenklatury. Ludzie w systemie też nie chcą być częścią Rosji. A kiedy widzą, że Łukaszenko jest gotów sprzedać naszą suwerenność Rosji w zamian za polityczne, ekonomiczne, za swoje osobiste wsparcie – oczywiście to niepokoi również ludzi w systemie. A Białoruś jest częścią większych wydarzeń geopolitycznych i nie możemy patrzeć na naszą niepodległość oddzielnie od innych spraw.
Czytaj więcej
Rozmowy z Marco Rubio na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa to początek resetu w relacjach...
Spotkała się pani z prezydentem Zełenskim?
Tak.
O czym rozmawiacie? Macie wspólną agendę dla Ukrainy i Białorusi?
Myślę, że pojawiła się nowa dynamika w relacjach białorusko-ukraińskich, bo wcześniej strona ukraińska była raczej ostrożna w komunikacji z nami. A teraz stało się dla nich oczywiste, że Łukaszenko nie dba o suwerenność Białorusi, nie dba o Ukrainę. Dba o własne przetrwanie i jest gotów współpracować z Rosją oraz udostępniać nasze terytorium, naszą infrastrukturę po to, żeby utrzymać się u władzy. Nasze spotkanie i zaproszenie do odwiedzenia Ukrainy było jasnym sygnałem dla Białorusinów, że Ukraina jest z demokratyczną Białorusią. Dodało to też energii Białorusinom, bo zawsze było trochę frustrujące: dlaczego Ukraińcy, rozumiejąc, że Łukaszenko służy Putinowi, nie rozmawiali z opozycją antyłukaszenkowską. Moim mottem zawsze było: „Nie szkodzić Ukraińcom”. Jeśli Ukraińcy uważali, że jeszcze nie czas, to pomagaliśmy, jak tylko mogliśmy: wysyłaliśmy wojskowych ochotników, oferowaliśmy armii ukraińskiej różnorakie wsparcie, ale na poziomie politycznym nie angażowaliśmy się mocno. Teraz to nowy krok, nowy etap naszych relacji.