Rząd Donalda Tuska może skończyć z hodowlą zwierząt futerkowych w Polsce

Posłowie koalicji chcą zamknąć fermy norek. Twierdzą, że w Polsce jest to schyłkowa działalność.

Aktualizacja: 12.01.2024 06:12 Publikacja: 12.01.2024 03:00

Hodowla zwierząt futerkowych powoli staje się przeszłością, zakaz możliwy już wkrótce

Hodowla zwierząt futerkowych powoli staje się przeszłością, zakaz możliwy już wkrótce

Foto: AdobeStock

Wyciąganie zwierząt za ogony, upychanie w skrzyni ubojowej i duszenie spalinami z traktorka do koszenia trawy – m.in. takie nieprawidłowości stwierdzili na hodowlach norek w woj. pomorskim aktywiści prozwierzęcy z kampanii Stopklatka. Wyniki śledztwa opublikowali kilka dni temu.

– To kolejne ze śledztw pokazujących, jak trudno kontrolowalnym i podatnym na naruszenia biznesem jest hodowla zwierząt futerkowych – mówi posłanka KO Katarzyna Piekarska z Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Praw Zwierząt. Jej zdaniem wynik prac aktywistów może przyspieszyć wprowadzenie w Polsce zakazu hodowli zwierząt futerkowych – projekt jest niemal gotowy.

Czytaj więcej

Prawa zwierząt niewygodnym tematem w kampanii wyborczej

Pracuje nad nim Małgorzata Tracz, posłanka KO z partii Zieloni, szefowa Parlamentarnego Zespołu na rzecz zakazu hodowli zwierząt na futro. Mówi nam, że podobny projekt składała w 2022 roku, jednak nie dostał nawet numeru druku, a teraz wymaga tylko doprecyzowania. – Podczas posiedzenia zespołu na początku lutego pokażemy projekt, by móc rzetelnie podyskutować na temat jego założeń i przekazać do konsultacji.

Będą odszkodowania

Od posłów zajmujących się projektem można usłyszeć, że szanse na jego uchwalenie są duże, na co wskazywałyby m.in. przedwyborcze zapowiedzi liderów koalicji rządzącej. Na przykład w marcu ubiegłego roku szef PO Donald Tusk nazwał hodowlę zwierząt na futro „nieludzkim przemysłem” i zapowiedział szybkie wprowadzenie zakazu. Poparcie dla zakazu wyrazili też m.in. lider Polski 2050 Szymon Hołownia, nawet Marek Sawicki z Polskiego Stronnictwa Ludowego tradycyjnie reprezentującego rolników. Zdaniem tych polityków zakaz powinien być wprowadzony z uwzględnieniem odpowiedniego vacatio legis i mechanizmów kompensacyjnych.

To nie pierwsza próba zakazu takiej działalności. Do poprzedniej doszło w 2020 roku podczas prac nad „piątką dla zwierząt” autorstwa PiS, która też przewidywała m.in. znaczne ograniczenie uboju rytualnego, co spowodowało protesty rolników i napięcia polityczne. W efekcie „piątki” nie udało się uchwalić.

Czytaj więcej

Piątka dla zwierząt powróci w nowym Sejmie

Małgorzata Tracz przewiduje, że tym razem powinno być łatwiej. – „Piątka” zawierała roczny czas wejścia zakazu w życie i brak odszkodowań – przypomina. – Tymczasem nasz projekt przewiduje pięć lat na odejście od hodowli oraz degresywny system odszkodowań polegający na tym, że im szybciej hodowca zaprzestanie działalności, tym większy procent przychodu otrzyma w ramach odszkodowania. Zakładamy również odprawy dla pracowników – wylicza.

Jej zdaniem obecnie hodowla zwierząt futerkowych staje się coraz mniej opłacalna. Problem w tym, że Polska jest wciąż największym producentem futer w UE. Według danych KE w 2023 roku działały u nas 234 fermy norek, na których trzymanych było 3,4 mln zwierząt.

Ceny w górę

Zaś sami hodowcy wcale nie zgadzają się z tezą, że ich branża jest schyłkowa. – Wolałbym, aby oceną rentowności zajmowały się osoby prowadzące daną działalność, a nie posłowie. Na przykład w ciągu ostatnich czterech tygodni ceny futer wzrosły od 50 do 100 proc. – mówi Szczepan Wójcik, hodowca norek i jeden z organizatorów protestów wokół „piątki dla zwierząt”. – Nie ma żadnego zainteresowania ze strony hodowców, by zamykać ich miejsca pracy. A jeśli na którejś z ferm doszło do nieprawidłowości, należy wyciągnąć konsekwencje w stosunku do konkretnego hodowcy, a nie stosować odpowiedzialność zbiorową.

Jego zdaniem rolnicy obawiają się, że zakaz hodowli zwierząt futerkowych jest tylko pierwszym elementem planu mającego znacznie ograniczyć działalność całej branży hodowlanej. Dlatego już teraz zapowiada protesty.

Małgorzata Tracz wierzy jednak, że wokół hodowli zwierząt futerkowych uda się zbudować konsensus. Uzasadnia, że hodowla norek powoduje nie tylko cierpienia zwierząt, ale także straty środowiskowe i społeczne związane np. z uciążliwością zapachową. Według badania Biostat z listopada 66 proc. Polaków sprzeciwia się hodowli zwierząt na futra.

Wyciąganie zwierząt za ogony, upychanie w skrzyni ubojowej i duszenie spalinami z traktorka do koszenia trawy – m.in. takie nieprawidłowości stwierdzili na hodowlach norek w woj. pomorskim aktywiści prozwierzęcy z kampanii Stopklatka. Wyniki śledztwa opublikowali kilka dni temu.

– To kolejne ze śledztw pokazujących, jak trudno kontrolowalnym i podatnym na naruszenia biznesem jest hodowla zwierząt futerkowych – mówi posłanka KO Katarzyna Piekarska z Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Praw Zwierząt. Jej zdaniem wynik prac aktywistów może przyspieszyć wprowadzenie w Polsce zakazu hodowli zwierząt futerkowych – projekt jest niemal gotowy.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Andrzej Duda spotkał się z Donaldem Trumpem. Donald Tusk: wybieramy różnych rozmówców
Polityka
Cimoszewicz: Miałem wrażenie, że Donald Trump zapomniał nazwiska Andrzeja Dudy
Polityka
Maciej Wąsik w prokuraturze. "Nie przyjąłem do wiadomości zarzutów"
Polityka
Gen. Roman Polko: Donald Trump znów prezydentem USA? Nie mam obaw
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Polityka
Komisja nie była w stanie wezwać Kamińskiego. Prokuraturze się udało. Szczerba tłumaczy