Czy stratą dla polskiej dyplomacji jest odejście Konrada Szymańskiego ze stanowiska ministra ds. Unii Europejskiej?

Polityka europejska tego rządu poniosła całkowitą klęskę, ale nie ze względu na Konrada Szymańskiego. To premier Morawiecki poniósł klęskę na polu polityki europejskiej. Wygląda na to, że znaleźli kozła ofiarnego w postaci Szymańskiego.

Jako obywatel oczekuję od władzy, by środki z KPO jak najszybciej wpłynęły do Polski. Radzę, żeby rządzący porozmawiali sobie z ludźmi, których podziwiają, np. z panią Meloni, która nigdy nie dopuściłaby do tego, żeby chociaż jedno euro, które się należy Włochom, zostało w Brukseli. A nasz rząd zostawił tam grube miliardy.

O swoje fundusze walczą również Węgry, które mogą wejść do strefy euro ze względu na słabość forinta.

Odradzam polskiemu rządowi naśladowanie orbanowskich Węgier w czymkolwiek. Przyjęcie euro to właściwy kierunek, liczba zwolenników wprowadzenia euro w Polsce będzie niedługo szybko rosnąć.

Sytuacja Polski może być na tyle podobna, żebyśmy przyjęli euro?

Przy Glapińskim może być u nas jeszcze gorzej niż na Węgrzech. Duet Glapiński-Morawiecki rujnuje klasę średnią, uderza w najuboższych. Słaba złotówka doprowadzi do tego, że ludzie będą prosić o euro. Pytanie, czy wtedy będzie to jeszcze możliwe. Opowieściami dziadkowymi o rzekomej utracie suwerenności w wykonaniu posłów z Brukseli Polacy się nie najedzą. PiS cały czas ogląda się na pokrzykiwania Orbána, zamiast bronić polskiej racji stanu. Niech rządzący robią, co do nich należy ws. pozyskania KPO, już wystarczająco narozrabiali na sabatach proputinowskich partii, jak ostatnio w Madrycie.

Minister spraw zagranicznych podpisał notę dyplomatyczną ws. reparacji od Niemiec. Pan z przedstawicielami KO był w MSZ, gdzie okazało się, że słowo „reparacja” nie pada w nocie, ani nie załączono raportu do noty. Jakie mogą być dalsze kroki polskiego rządu?

Uchwała Sejmu została niestety zignorowana. Rząd z jakichś powodów unika odpowiedzi na pytanie, czego właściwie oczekuje od Niemiec – jeśli odszkodowań, to Niemcy nie mówią „nie”, po co rozpętywać antyniemiecką dramę w stylu Gomułki? Potwierdził się czarny scenariusz, na Wschodzie trwa wojna, a partia władzy w Polsce bije w naszego najsilniejszego sojusznika z UE. Inna sprawa, że oczekujemy od niego więcej zaangażowania po stronie prawa międzynarodowego, czyli koalicji antyputinowskiej. Opinia publiczna jest podburzana przeciwko Niemcom, ale to tylko teatr. Rząd nie mówił na poważnie ws. reparacji od Niemiec. Proponował Sejmowi debatę nad sprawą, której nie zamierzał załatwić. Cała sprawa służy napędzaniu nastrojów antyniemieckich, bo rząd sobie ubzdurał, że to mu pomoże w wyborach za rok. Dodatkowo nie została nota sformułowana do strony rosyjskiej, w sprawie reparacji niemieckich (miał je wypłacić Polsce Związek Sowiecki) i odszkodowań za wkroczenie Sowietów do Polski oraz jego skutki. Za to odpowiada Rosja, która ma przecież zobowiązania po ZSRR. Swoją drogą należy opracować wniosek reparacyjny także do Rosji – reparacje nie są przecież związane z tym, że ktoś był formalnie przegranym w wojnie, ale dotyczą złamania prawa międzynarodowego i naprawienia szkód. Teraz jest dobry moment, by takie sprawy podnosić – na świecie będzie łatwiej wytłumaczyć, jak działa rosyjska machina wojenna. Rząd jednak milczy.

Borys Budka powiedział, że jak zmieni się władza, to Polska dostanie reparacje.

Powrócimy do poważnych stosunków polsko-niemieckich. Wszystkie sprawy, które są zaległe w relacjach polsko-niemieckich, będą w poważny sposób rozwiązywane, ale skończy się antyniemieckie fiksum-dyrdum, maniakalne poszukiwanie „partii niemieckiej” w Polsce, wyzywanie opozycji od zdrajców itd. Sprawa antyniemieckiej kanonady PiS wciąga Polskę w awantury i ośmiesza, ale tym razem posłużyła znowu tylko do zabiegów PR-owskich. W nocie skierowanej do Niemiec nie pojawiają się, jak rozumiem, nowe elementy, zebrano po prostu wszystkie sprawy, które i tak są realizowane w stosunkach polsko-niemieckich lub które są znane i są już przedmiotem kontrowersji. Nawet minister nie dołączył do noty załącznika w postaci „raportu Mularczyka”, który rząd tak wychwalał. Widać, że nie byli gotowi na poważne rozmowy ani od strony prawnej, ani merytorycznej. Myśmy dali poparcie rządowi w Sejmie, zakładając, że w tak poważnych sprawach jak skutki II wojny światowej zachowają się jednak profesjonalnie i odpowiedzialnie. Skończyło się, jak widać. A w relacjach z Rosją, gdzie nigdy nie załatwiono odszkodowań, nie dzieje się nic, no to chyba coś jest nie tak.

Aleksander Łukaszenko wypowiada się bardzo pozytywnie o Donaldzie Tusku i PO, co wykorzystuje PiS, publikując stare zdjęcia Tuska z Putinem, pokazując, kto jest jego sojusznikiem.

Hańbą dla każdego polskiego polityka jest wykorzystywanie archiwalnych zdjęć Putina i Łukaszenki do wewnętrznej walki politycznej w Polsce, ponieważ obaj są dzisiaj zbrodniarzami wojennymi. To tak samo, jakby jakiś ważny polski polityk – w czasie drugiej wojny światowej – publikował materiały z Göringiem sprzed 1 września 1939 jako dowód na jakąś tezę przeciwko innemu polskiemu politykowi. Część polskich polityków straciła elementarny kompas moralny, jeżeli chodzi o ocenę tego, co się dzieje – wszystko im się wydaje śmieszną zabawą na Twitterze. Łukaszenko bierze udział w zbrodniach putinowskich, dlatego przywoływanie jego starych wypowiedzi jako argumentów w wewnętrznej debacie w Polsce jest nie na miejscu.

Łukaszenko i Putin powinni stanąć przed Trybunałem w Hadze?

Łukaszenko ma obsesje, że czeka go ten sam los co Miloševicia, czyli proces i śmierć w więzieniu. Ale to wcale nie musi odbyć się w Hadze i nie oznacza to, że trzeba będzie siłą zdobyć Moskwę. Same nowe władze rosyjskie będą starały się ukarać tych, którzy odpowiadają za tę wojnę, a szczególnie za zbrodnie wojenne, bo będą chciały chronić swoją skórę. Osądzenie zbrodni wojennych powinno stać się elementem wielkiej deputinizacji, a deputinizacja jako zakończony proces warunkiem jakiegokolwiek wsparcia rozwojowego dla nowej Rosji, kiedyś po wojnie. Bo przecież pierwszym zadaniem będzie wsparcie dla Ukrainy po wojnie, ale będzie też temat zapłacenia przez Rosję reparacji Ukrainie i uruchomienia rozwoju Rosji na nowych zasadach. Widok Putina i Łukaszenki na ławie oskarżonych to nie tyle kwestia zemsty, ile nauki, żeby podobna historia długo się nie powtórzyła. Misją Polski powinno być dopilnowanie tej sprawiedliwości.

UE zaczyna się zmieniać dzięki sojuszom, które zawiera Mateusz Morawiecki? Ostatnio zawarł porozumienie z ugrupowaniem VOX z Hiszpanii.

Mizianie się z prorosyjskimi partiami jest dużym błędem Morawieckiego. To bardzo osłabia wymiar tego, co udało się zrobić polskiemu rządowi w relacjach z Ukrainą. To strasznie osłabia dorobek Polaków i organizacji społecznych w ostatnich miesiącach. Albo jesteśmy po stronie Ukrainy i wspieramy koalicję antyputinowską, albo bierzemy udział w antyeuropejskich sabatach, które służą interesom Putina. Bo pamiętajmy, że głównym interesem Putina jest to, żeby podzielić UE. Stosunek Putina do tej międzynarodówki populistycznej na Zachodzie to wypisz wymaluj kopia stosunku Stalina do Kominternu czy Kominformu. Nie zgadzam się na to, by polskie partie wspierały Putintern, gdy masowo bombardowane są cywilne cele w Ukrainie, a Rosja zabiera kawałki terytoriów sąsiada. To nie jest kwestia polityki, to sprawa moralności, by odciąć się od Putinternu.

Może premier chce wrócić do korzeni konserwatywnych i zatrzymać przechylanie się UE w lewo?

Jak ktoś poważnie myśli o kwestiach strategicznych w Polsce, to musi przyznać jedną rzecz: wspieranie prorosyjskich partii w Europie jest wbrew naszym interesom i osłabia naszą pozycję na Zachodzie. Wszystko inne to gadanie bez pokrycia.

A PO nie przechyla się w lewo? Jest pan za tym, żeby za rok pary LGBT mogły brać ślub w Polsce?

Prawo cywilne powinno dawać możliwość zawierania związków partnerskich, ten proces powinien się już zacząć. To wynika ze zmian społecznych i rzeczywistości, która nas otacza. Konserwatyzm nie polega na tym, że na wszystko mówimy nie. Słuchamy ludzi i próbujemy ujmować problemy w pewne ramy prawne. Tak postępowali konserwatyści amerykańscy i brytyjscy, to normalny trend na świecie, który nikomu niczego nie odbiera. Konkretne zmiany w prawie, które przykładowo dają możliwość wspólnego rozliczania się i dostęp do informacji medycznych, są rzeczami oczywistymi. Powinno to dotyczyć wszystkich par, które tego chcą i mają wolę w oparciu o odpowiednie prawodawstwo tak stabilizować swoje związki. Danie im tej możliwości jest po pierwsze uczciwe, po drugie zgodne z interesami wspólnoty obywatelskiej, a po trzecie w sumie konserwatywne. Zmiany przyjdą do Polski tak czy inaczej ze zmianami sposobu życia wielu ludzi. Nic tak nie grozi małżeństwu, religijności i tradycyjnym wartościom jak obecna zajadłość PiS-u i wciskanie na siłę niby-konserwatywnych idei – oczywiście w rozumieniu PiS-owskim. Często niestety z udziałem duchownych. Dlatego za przyszłą laicyzację w Polsce będzie odpowiadał PiS i ci przywódcy kościelni, którzy mu sprzyjali, bo to przecież nie wszyscy. Tak bym przerobił słynne zdanie Tischnera: nie spotkałem w ostatnich latach nikogo, kogo zgorszyła wizja związków partnerskich, ale spotkałem zastępy ludzi, których zgorszyli i odwiedli od Kościoła zepsuci duchowni i faryzejscy politycy z katolickimi hasłami na ustach.

współpraca Karol Ikonowicz