Ameryka w napięciu obserwowała kampanię, a we wtorek wieczorem – wyniki spływające z punktów wyborczych w Wirginii, stanie, w którym w ubiegłorocznym głosowaniu prezydenckim wygrał Joe Biden. Głosowanie na gubernatora interpretowane było jako barometr nastrojów politycznych przed przyszłorocznymi wyborami połówkowymi do Kongresu. Zwycięstwo republikańskiego kandydata Glenna Youngkina, w dodatku pierwsza od dekady wygrana kandydata tej partii, który pokonał byłego gubernatora tego stanu Terry'ego McAucliffe'a, interpretowane jest jako ostrzeżenie dla prezydenta Joe Bidena oraz Partii Demokratycznej.

Tym bardziej że Youngkin zaprezentował w swojej kampanii, jak skutecznie wykorzystać słabości prezydenta Bidena oraz zdystansować się od Donalda Trumpa w stanach sprzyjających demokratom. – To decydujący moment. Razem zmienimy kierunek, w którym rozwija się nasz stan – powiedział Youngkin.

Innym rozczarowaniem dla demokratów w tych wyborach jest wyścig do fotela gubernatorskiego w New Jersey, gdzie różnica głosów między kandydatami w środę rano była mniejsza niż 1 pkt proc. Demokraci przekonani byli, że ich kandydat Phil Murphy, obecny gubernator, który w sondażach prowadził 11 pkt proc., bez problemu pokona rywala z Partii Republikańskiej Jacka Ciattarellego, tym bardziej że w stanie tym jest o 1 mln więcej zarejestrowanych demokratów niż republikanów.

Niedobrze się dzieje

Niespodziewana zacięta rywalizacja kandydatów na gubernatora w New Jersey, podobnie jak wygrana republikanina w Wirginii, pokazała słabość Partii Demokratycznej i jej niestabilną pozycję przed wyborami w 2022 r. Wynika to głównie z frustracji wyborców zmęczonych pandemią, utrudniającą życie codzienne, wciąż stanowiącą zagrożenie dla zdrowia i przyczyniającą się do inflacji oraz braku dostaw. Większość respondentów w sondażach wyraża opinię, że w kraju niedobrze się dzieje, a to źle wróży partii będącej u władzy.

Czytaj więcej

19 stanów pozwało administrację Joe Bidena za obowiązek szczepień

Przejawem zachwiania pozycji demokratów jest też wygrana republikańskiego kandydata Johna Lujana w wyborach uzupełniających do Kongresu w demokratycznym dystrykcie San Antonio w Teksasie. Pocieszająca natomiast jest wygrana demokratki Shontel Brown, która reprezentować będzie Ohio w Kongresie.

W Nowym Jorku

Niespodzianki natomiast nie było w wyborach na burmistrza miasta Nowy Jork. Eric Adams, były kapitan policji, został 110. i drugim czarnoskórym włodarzem tego miasta, pokonując z dużą przewagą swojego republikańskiego kontrkandydata, o polskich korzeniach, Curtisa Sliwę, założyciela Guardian Angels – organizacji od lat 70. pilnującej porządku na ulicach miasta.

– Jesteśmy tak podzieleni, że nie zauważamy piękna różnorodności, którą reprezentujemy – powiedział Adams w zwycięskiej mowie, nawiązując do „wspaniałej mozaiki" – słów Davida Dinkinsa, pierwszego czarnoskórego burmistrza Nowego Jorku. Adams, który politycznie reprezentuje centrową lewicę, miał poparcie zarówno mocno lewicowego burmistrza Billa de Blasio, jak i umiarkowanego byłego burmistrza Michaela Bloomberga, ale też wpływowych związków zawodowych i bogatych darczyńców.

Przed Adamsem stoi teraz wielkie wyzwanie zarządzania ponad 9-milionowym miastem, które boryka się z gospodarczymi konsekwencjami pandemii, rosnącą przestępczością i spadającą jakością życia. Gdy Adams zasiądzie w fotelu burmistrza, wpływową pozycję prokuratora rejonowego Manhattanu obejmie pierwszy czarnoskóry kandydat Alvin Bragg i przejmie dowodzenie m.in. nad śledztwem w sprawie finansów Trumpa i jego rodzinnej firmy.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Inne decyzje

Kolorowi i mniejszościowi kandydaci wygrali też w innych miejscach. Demokrata Ed Gainey będzie pierwszym czarnoskórym burmistrzem Pittsburgha. Natomiast w Bostonie wybory na burmistrza wygrała Michelle Wu, pierwsza kobieta i pierwsza osoba o innym niż biały kolorze skóry. Obiecywała przekształcenie Bostonu w kolebkę progresywnej polityki.

W wielu miejscach w kraju wyborcy brali udział w referendach. W Teksasie głosowali nad ograniczeniem pandemicznych restrykcji dotyczących zgromadzeń religijnych oraz odwiedzin w domach opieki, a w Kolorado – nad podniesieniem podatku od sprzedaży marihuany w celu uzyskania funduszy na programy szkolne.

Zaś mieszkańcy Minneapolis, miasta, którym w ubiegłym roku wstrząsnęła śmierć czarnoskórego George'a Floyda, zamordowanego przez policjanta, odrzucili projekt rozwiązania departamentu policji i zastąpienia go nową agencją – Departamentem Bezpieczeństwa Publicznego. Po śmierci Floyda, która zainspirowała trwające kilka tygodni protesty uliczne w całym kraju, w wielu rejonach kraju rozgorzała dyskusja nad reformą, a nawet rozwiązywaniem lokalnych departamentów policji jako systemowo dysfunkcyjnych. Jednak wyniki referendum w stosunkowo mocno liberalnym Minneapolis pokazały, że Amerykanie nie są gotowi pozbyć się tych służb mundurowych.