Czy w sprawie Pawła Adamowicza instytucje publiczne zdały egzamin?

Nie zdały. W roku wyborczym w świetle kamer ginie jeden z wiodących polityków opozycji. W państwie, w którym od trzech lat dokonuje się proces bezprecedensowej, pozakonstytucyjnej koncentracji władzy. I w którym wiele narzędzi tej skoncentrowanej władzy było wykorzystywanych do nagonki właśnie na śp. Pawła Adamowicza. W mediach państwowych zarzucano mu, że nie chce uhonorować żołnierzy Westerplatte, CBA nie wychodziło z urzędu miasta, obcięto dotacje Europejskiemu Centrum Solidarności, tuż przed kampanią samorządową pojawiały się wątpliwe zarzuty podatkowe i karne wobec prezydenta i jego rodziny…

Zarzuty prokuratura formułowała jeszcze za rządów PO, a CBA wszczęła kontrolę już w 2013 roku.

I przez ponad pięć lat nic się w tej sprawie nie wydarzyło. Nie jest normalne w demokratycznym kraju, że polityk opozycji przygotowuje rodzinę na swoje aresztowanie, że jego rodzina żyje w strachu. Że ignoruje się publiczne groźby formułowane wobec tego polityka. Jeśli tak bezwzględnie wykorzystuje się władzę do nękania opozycji, to równocześnie ponosi się polityczną i moralną odpowiedzialność za osobiste bezpieczeństwo liderów tej opozycji. Sięgasz po pełnię władzy, to w prezencie dostajesz pełnię odpowiedzialności. Dlatego właśnie system liberalnej demokracji jest w dłuższej perspektywie korzystny nie tylko dla obywateli, ale i dla polityków.

Ale w czym konkretnie władza tu zawiniła?

Okoliczności tragedii wyjaśnić musi dogłębne śledztwo, obejmujące nie tylko kwestie przygotowania i przeprowadzenia samego zamachu, ale również procedury reagowania na sygnały o zagrożeniu bezpieczeństwa polityków, w tym polityków opozycji, oraz zasady przyznawania wsparcia służb dla popieranych i niepopieranych przez władzę wydarzeń społecznych i politycznych. Pamiętamy wszyscy, jak wyglądały obstawy smoleńskich miesięcznic.

Niestety, nasza prokuratura została nie tylko poddana całkowitej partyjnej kontroli, ale i sama odgrywała istotną rolę w nagonce na Pawła Adamowicza. Jak dzisiaj może ona obiektywnie wyjaśnić wszystkie okoliczności tego morderstwa? Gdyby nie nieprawdopodobne wręcz publiczne wyjście matki Stefana W., nie wiedzielibyśmy w zasadzie nic. Tylko przez ten zbieg okoliczności wiemy, że zamiary zabójcy były w pewnej mierze znane policji. To oczywiście potwierdza intuicję każdego, kto zna polski sektor publiczny. Przyczyny najpewniej leżą gdzieś na styku upartyjnienia, zaniedbań, bylejakości, braku poczucia odpowiedzialności. Taki tupolewizm, tym razem w wersji prawicowo-autorytarnej. Ale podkreślmy: potrzebujemy niezależnego śledztwa, żeby to wszystko wyjaśnić.

Co to znaczy?!

Trzy lata temu na łamach „Rzeczpospolitej” pisałem, że rozumiem żądania powołania międzynarodowej komisji ds. Smoleńska. Osobiście uważam, że grupa ekspertów z komisji badania wypadków lotniczych USA, Kanady i kilku państw Europy Zachodniej potwierdziłaby większość wniosków komisji Millera, choć pewnie byłaby jeszcze bardziej krytyczna właśnie w kwestii zaniedbań systemowych. A wyobraźmy sobie tylko, jak inaczej wyglądałoby dziś nasze życie publiczne, gdybyśmy nie mieli dwóch prawd o Smoleńsku! To idealny przykład, że walka z nadużyciami władzy – albo nawet podejrzeniami takich nadużyć – służy spokojowi społecznemu lepiej niż puste frazesy o „jedności” czy „budowie wspólnoty”.

Czy nie przedstawia pan zbyt mocnych tez, jak w artykule „Politico”, porównując śmierć Adamowicza do podpalenia Reichstagu?

Nie jestem symetrystą. Katastrofa smoleńska była niewyobrażalną tragedią, ale wydarzyła się ona w warunkach normalnej demokracji konstytucyjnej. Prokuraturą kierował niezależny od PO Andrzej Seremet powołany przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To co natomiast PiS zrobiło z państwem przez ostatnie trzy lata, jest absolutnie bezprecedensowe. Naprawdę nie jest tak, że wybitni prawnicy reprezentujący w Komisji Weneckiej 61 państw bez powodu uwzięli się na PiS, uznając, że nasza demokracja jest zagrożona. Pierwszy raz w historii Unii Europejskiej został uruchomiony art. 7. Nie wiem, skąd tak głębokie przekonanie, że wszystkie te obawy to fantasmagorie, a Polska jest na demokrację skazana. Doświadczenia innych państw wskazują, że z chmury łamania konstytucji zazwyczaj powstaje niestety autorytarny deszcz. Dlatego dzisiaj podstawowym zadaniem wszystkich Polaków – niezależnie od poglądów politycznych – musi być patrzenie rządzącym na ręce, by morderstwo Adamowicza nie zostało wykorzystane do dalszej konsolidacji władzy, a także by w żaden sposób nie położyło się cieniem na zbliżającej się, kluczowej dla przyszłości Polski kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu. Jeśli razi pana pożar Reichstagu, to proszę przypomnieć sobie nasze własne, polskie doświadczenia, na przykład z okresu międzywojennego, z wyborami przeprowadzanymi w atmosferze strachu i nękania opozycji przez państwo.

Większym problemem nie jest mowa nienawiści?

Walka o kulturę dyskusji publicznej to słuszny, szlachetny cel. Ale to też wyzwanie na lata, wyzwanie, z którym w dobie mediów społecznościowych problem mają nawet najbardziej dojrzałe demokracje. W polskich warunkach elementarnego zagrożenia demokracji refleksja nad mową nienawiści nie jest priorytetem na najbliższe miesiące. Drążenie tego tematu daje też kolejny pretekst do konsolidacji władzy; strach pomyśleć, jak wyglądałaby na przykład praktyka funkcjonowania prawnokarnej odpowiedzialności za mowę nienawiści w wykonaniu prokuratury ministra Ziobry.

Coraz szerzej definiowany „hejt” rozmywa ponadto zasadniczą różnicę pomiędzy aktywnością obywateli (nawet tą niemądrą) a funkcjonowaniem instytucji publicznych. Nienawistny wpis jakiegoś internauty to coś diametralnie innego niż nagonka na opozycję, którą organizuje państwo – w tym opłacane z podatków media publiczne. Nasze doświadczenia historyczne z różnego rodzaju autorytaryzmami powinny nas szczególnie wyczulić na to, by zapobiegać nadużyciom władzy i wymagać od (każdej!) władzy odpowiedzialności. Z ambitnymi moralnymi rewolucjami, które „nas zjadaczy chleba w aniołów przerobią”, poczekajmy może do czasu, gdy przyszłość Polski jako stabilnej demokracji przestanie być zagrożona.

Na czym miałoby konkretnie polegać to patrzenie na ręce władzy po śmierci prezydenta Gdańska?

Przede wszystkim, do dymisji powinien podać się szef MSWiA, odpowiadający za bezpieczeństwo wewnętrzne państwa. Zginął jeden z może 30, może 50 najważniejszych funkcjonariuszy publicznych, kultura odpowiedzialności politycznej powinna być tu oczywista. Tej kultury mogło być również więcej w przeszłości, za rządów Platformy. Choć Bogdan Klich podał się do dymisji po publikacji raportu komisji Millera, to moim zdaniem powinno było to nastąpić znacznie wcześniej. W zeszłym roku na Słowacji szef MSW zrezygnował już w dwa tygodnie po informacji o śmierci dziennikarza śledczego Jana Kuciaka. Dwa dni po szefie MSW do dymisji podał się sam premier Robert Fico – polityk wagi superciężkiej. To już nie są nawet jakieś wyśrubowane standardy „zachodnie”, tylko postawa naszego sąsiada z regionu.

Morderstwo słowackiego dziennikarza było związane z jego śledztwem dotyczącym powiązań otoczenia premiera Roberta Fico z włoskimi grupami przestępczymi.

Ale o tym związku wiemy właśnie dlatego, że po dymisji osób, które nie mogły być obiektywne, przeprowadzono niezależne śledztwo. Właśnie dlatego uważam, że oprócz szefa MSWiA trzeba oczekiwać ustąpienia prokuratora generalnego. To jest warunek konieczny do przeprowadzenia niebudzącego wątpliwości śledztwa w sprawie zamachu na życie Pawła Adamowicza. Nie może nadzorować śledztwa osoba, która była tak bardzo zaangażowana w atakowanie opozycji przy użyciu narzędzi państwa. Hejt i propaganda były tylko jednymi z tych instrumentów. Przypomnę o przypadku zastraszania uczestników protestów, ewidentnej nierównomierności stosowania przepisów o zgromadzeniu publicznym czy zakłócaniu porządku, o próbach wywarcia nacisku na sędziów nieorzekających po myśli władzy.

Czego powinna domagać się opozycja?

Oprócz wspomnianych dymisji – niezależnego dochodzenia i wglądu w sprawę.

Jak to w praktyce zrobić?

Specjalną ustawą można powołać komisję sejmową, podobną do komisji służb specjalnych, która za zamkniętymi drzwiami, ale z udziałem przedstawicieli opozycji, szczegółowo będzie nadzorować śledztwo prowadzone przez prokuraturę. Jeśli Jarosław Kaczyński jest przekonanym demokratą, a nie jak Erdogan uważa, że demokracja to autobus, z którego można wysiąść, gdy dalsza jazda się nie opłaca, to i jemu powinno zależeć na tym, czego sam się domagał po katastrofie smoleńskiej.

W USA Jeff Sessions, ultrakonserwatywny prokurator generalny gorąco popierający prezydenta Trumpa, wyłączył się z dochodzenia w sprawie wpływu Rosji na wyniki wyborów prezydenckich i powołał niezależnego prokuratora. Takie powinny być standardy i nasze oczekiwania. A państwu, które nadmiernie koncentruje władzę i używa wszelkich narzędzi do ataku na opozycję, należy przyglądać się szczególnie.

Maciej Kisilowski jest profesorem prawa i zarządzania publicznego w Central European University w Budapeszcie