Osoby, które aktywnie handlują w internecie, to łatwy cel dla skarbówki. Żeby uniknąć opodatkowania, najczęściej się tłumaczą, że sprzedawane rzeczy były używane. Do tego argumentu trudno jednak przekonać urzędników i sądy administracyjne. Potwierdzają to środowe rozstrzygnięcia Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Sprawa dotyczyła mężczyzny, który w ramach prowadzonej działalności handlował akcesoriami dla rybek i innych zwierząt.
Kontrolerzy postanowili się przyjrzeć jego firmie. Ustalili, że sprzedaż była prowadzona nie tylko na bazarze, ale także za pośrednictwem serwisu aukcyjnego i sklepu internetowego. Urzędnicy zarzucili podatnikowi, że nie wykazał do opodatkowania całej sprzedaży w sieci. Świadczą o tym zestawienia transakcji dokonywanych przy użyciu kont internetowych, z których należności wpływały na konto firmowe podatnika, informacje uzyskane od poczty i firm kurierskich oraz prowizje opłacane przez przedsiębiorcę serwisom aukcyjnym.
Zdaniem urzędników analiza danych z wyciągów bankowych wykazała, że należności ze sprzedaży internetowej, które wpłynęły na rachunek bankowy mężczyzny, znacznie przewyższały wartość dostaw wykazaną w księgach i deklaracjach dla celów VAT.
W konsekwencji fiskus zakwestionował rozliczenia VAT za poszczególne miesiące 2009 i 2010 r.
Przedsiębiorca początkowo bronił się, że transakcji w internecie dokonywała żona. Ta najpierw potwierdziła tę wersję. Później jednak mąż przyznał, że to on handlował w sieci. Twierdził jednak, że były to rzeczy używane.
Tłumaczenia te nie przekonały fiskusa. W jego ocenie towary były nowe i oryginalne. Potwierdzają to m.in. komentarze użytkowników do aukcji.
Stanowisko niekorzystne dla podatnika zaakceptował Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wielkopolskim. W jego ocenie nie jest możliwe, by skarżący był w stanie korzystać w okresie objętym postępowaniem z kilku tysięcy sztuk sprzedawanych towarów, dodatkowo w powtarzalnym asortymencie. Całkowicie nierealne jest więc, by towary te były wcześniej wykorzystywane przez skarżącego zgodnie z przeznaczeniem co najmniej przez pół roku na jego własne potrzeby.
Ostatecznie skargi kasacyjne przedsiębiorcy oddalił NSA. Zgodził się, że całość zgromadzonego materiału dowodowego potwierdza, że skarżący nie wykazał całej sprzedaży w sieci.
Jak zauważyła sędzia NSA Grażyna Jarmasz, świadczy o tym m.in. to, że należności z transakcji internetowych wpływały na rachunek firmowy podatnika, a także dane uzyskane od poczty i firmy kurierskiej. Nie bez znaczenia jest również, że podatnik opłacał prowizje dla serwisu aukcyjnego. Nie podważono też, że towary nie były nowe.
Wyroki są prawomocne.
sygnatura akt: I FSK 1801/13 I FSK 324/14