Osoby, które aktywnie handlują w internecie, to łatwy cel dla skarbówki. Żeby uniknąć opodatkowania, najczęściej się tłumaczą, że sprzedawane rzeczy były używane. Do tego argumentu trudno jednak przekonać urzędników i sądy administracyjne. Potwierdzają to środowe rozstrzygnięcia Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Sprawa dotyczyła mężczyzny, który w ramach prowadzonej działalności handlował akcesoriami dla rybek i innych zwierząt.
Kontrolerzy postanowili się przyjrzeć jego firmie. Ustalili, że sprzedaż była prowadzona nie tylko na bazarze, ale także za pośrednictwem serwisu aukcyjnego i sklepu internetowego. Urzędnicy zarzucili podatnikowi, że nie wykazał do opodatkowania całej sprzedaży w sieci. Świadczą o tym zestawienia transakcji dokonywanych przy użyciu kont internetowych, z których należności wpływały na konto firmowe podatnika, informacje uzyskane od poczty i firm kurierskich oraz prowizje opłacane przez przedsiębiorcę serwisom aukcyjnym.
Zdaniem urzędników analiza danych z wyciągów bankowych wykazała, że należności ze sprzedaży internetowej, które wpłynęły na rachunek bankowy mężczyzny, znacznie przewyższały wartość dostaw wykazaną w księgach i deklaracjach dla celów VAT.
W konsekwencji fiskus zakwestionował rozliczenia VAT za poszczególne miesiące 2009 i 2010 r.