A wszystko to stało się w mgnieniu oka za sprawą podpisanego w Lizbonie przez przywódców 27 państw Unii traktatu reformującego. Zaiste, czyż nie jest to prawdziwy postęp? Kiedyś imperia powstawały wskutek niszczących wojen, przewlekłych kampanii, niespodziewanych obrotów fortuny i zuchwałości bohaterów. By je stworzyć, wodzowie ponosili cierpienia, dzień i noc walczyli z przeciwnikami, gubili armie i narody. Czasem budzili podziw, czasem przerażenie. Wszystkim tym próbom towarzyszyła pewna wielkość, która pojawia się wszędzie tam, gdzie człowiek dla narzucenia innym swej woli ryzykuje życiem. Nawet ostatnie prawdziwe imperium, jakim obecnie są Stany Zjednoczone, by zwyciężać, musi mieć żołnierzy gotowych ponieść śmierć w walce.