Reklama

Nowe imperium wystartowało

Jeszcze w czwartek obudziłem się jako szary i zwykły obywatel średniej wielkości kraju europejskiego. Nie wiedziałem wówczas, że już dobę później stanę się – jak pouczyli mnie o tym wybitni znawcy – obywatelem imperium, niemal panem świata. Kimś, do kogo będzie należał cały XXI wiek, a przynajmniej taka jego część, którą łaskawie podarują mi – już bez konsultacji z unijnymi gremiami – wyższe moce.

A wszystko to stało się w mgnieniu oka za sprawą podpisanego w Lizbonie przez przywódców 27 państw Unii traktatu reformującego. Zaiste, czyż nie jest to prawdziwy postęp? Kiedyś imperia powstawały wskutek niszczących wojen, przewlekłych kampanii, niespodziewanych obrotów fortuny i zuchwałości bohaterów. By je stworzyć, wodzowie ponosili cierpienia, dzień i noc walczyli z przeciwnikami, gubili armie i narody. Czasem budzili podziw, czasem przerażenie. Wszystkim tym próbom towarzyszyła pewna wielkość, która pojawia się wszędzie tam, gdzie człowiek dla narzucenia innym swej woli ryzykuje życiem. Nawet ostatnie prawdziwe imperium, jakim obecnie są Stany Zjednoczone, by zwyciężać, musi mieć żołnierzy gotowych ponieść śmierć w walce.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama