Kyle Turner (Eric Bana), bohater „Dzikości”, to agent specjalny mieszkający w Yosemite. Rozwiązuje sprawy zaginięć i zabójstw, jednocześnie mierząc się z własnymi demonami; wciąż bowiem nie pogodził się ze śmiercią siedmioletniego syna, który zginął w pobliskim parku narodowym. On i jego była żona, Jill (Rosemarie DeWitt), żyją z tą traumą.
Kiedy ginie młoda kobieta, Kyle szybko odkrywa, że to nie był wypadek. Naczelnik parku (Sam Neil) próbuje skłonić bohatera do pogodzenia się z życiem; równocześnie protagonista szkoli nową strażniczkę Nayę (Lily Santiago), którą też dręczy bolesna przeszłość.
„Dzikość” Netfliksa ma swoje ambicje. Twórcy sprawnie portretują wpływ parku na opiekujących się nim ludzi – i na odwrót. Skutecznie czynią przyrodę kolejnym bohaterem, podkreślając, że miejsca takie jak to rządzą się swoimi prawami: są jednocześnie urzekające i bezlitosne.
Czytaj więcej
Czyżby „Niezwyciężony” za sprawą nowego sezonu stał się najlepszą superbohaterską produkcją odcinkową w historii?
Niestety, zręcznie budowane napięcie rozcieńcza nadmiar parkowych pocztówek i zwrotów akcji. Finałowe odkrycia nie do końca przekonują, a zbiegi okoliczności osłabiają wiarygodność. W efekcie ostatni odcinek okazuje się bałaganem.
A jednak w epoce wydumanych thrillerów, bardziej wyważona i skupiona na człowieku ścieżka, jaką podąża „Dzikość”, przez większość czasu satysfakcjonuje. Najmocniejszym komponentem są właśnie bohaterowie: owszem, dalszy plan to chodzące schematy, ale nie można im odmówić głębi i autentyczności. Tym lepiej, że to właśnie trudne emocje i psychologia – konfrontacja z własną pamięcią – są tym, na co twórcy kładą nacisk. Jeśli dodamy do tego świetne aktorstwo i atmosferę, okaże się, że seans nie był stratą czasu.