Można przypuszczać, że w większości wypadków scenariusz był podobny. Najpierw znikała zwykła, codzienna uprzejmość. Później pojawiały się zniecierpliwione spojrzenie, ironiczne docinki i wreszcie groźby. Każde kolejne spotkanie było coraz bardziej przykre i coraz trudniej było znosić taką natarczywość.
„Postać gospodarza i czynsz za mieszkanie stały się moją zmorą – opisywał swoje doświadczenia malarz pokojowy ze Lwowa. – Żadne strachy, żadne zjawy z czasów dzieciństwa nie były straszliwsze niż wizja brutalnego gospodarza, posyłającego po czynsz ironicznie uśmiechniętą służącą, potem upominającego się obcesowo, szorstko, gburowato o swoją należność pod rygorem skargi, a wreszcie awanturującego się pod moimi drzwiami i rzucającego na mnie najbardziej karczemne wyzwiska”.