Być może było to jego najlepsze zagranie w całej karierze, po którym Jan Urban nadal będzie go powoływał do kadry. A Wiśniewski za mało umie, żeby grać w narodowej jedenastce. Nie on jeden.
Cztery dni wcześniej Polacy ponieśli porażkę z Ukrainą 0:2 po kompromitującej grze. Trener musi szukać nowych zawodników, więc wypróbował wtedy aż 20. Bałagan, jaki wówczas powstał, nie mógł przynieść niczego dobrego.
Polska – Nigeria 2:2. 22 piłkarzy potrafiło uśpić 54 tysiące kibiców
W jedenastce, która wybiegła przeciw Nigerii, pozostało tylko pięciu zawodników z tamtego meczu. Sześciu było nowych, ale gra wyglądała równie słabo jak z Ukrainą. W pierwszej połowie trudno było kogokolwiek wyróżnić, mimo że na boisku były same tuzy: Robert Lewandowski, Piotr Zieliński, Sebastian Szymański czy Nicola Zalewski.
Czytaj więcej
Polacy rzutem na taśmę zremisowali z Nigerią 2:2 w meczu towarzyskim w Warszawie. W defensywie było słabo, ale za to pod bramką rywali nasi obrońcy...
Niczego nie skonstruowali, dali sobie wbić gola po prostopadłym podaniu, za którym nie zdążyli obrońcy, a wyrównali po zamieszaniu w polu karnym. Nigeryjczycy byli dla nas zbyt szybcy, podobnie jak Ukraińcy lepsi technicznie, ale i silniejsi fizycznie.
Polacy często się od nich odbijali i nawet Lewandowski, pilnowany zwykle przez dwóch obrońców, nie miał ani jednej dobrej sytuacji. Był bliski zdobycia bramki dopiero w drugiej połowie, nie w wyniku starań swoich czy partnerów, ale błędu obrońcy, który podał mu piłkę na nogę.
W drugiej części oglądaliśmy obraz niezwykły: 22 piłkarzy potrafiło uśpić 54 tysiące kibiców. Żeby się rozruszać, widzowie budowali meksykańską falę. Takie rzeczy robi się na stadionach zwykle z dwóch powodów: euforii lub nudów. Proszę zgadnąć, co w Warszawie skłoniło ludzi do takich ćwiczeń fizycznych.
Co wiemy po sparingach kadry Jana Urbana?
Dwa towarzyskie mecze to jedyne testy przed jesiennymi spotkaniami w Lidze Narodów. Jan Urban na pewno czegoś się dowiedział i ponad wszelką wątpliwość nie będzie miał spokojnych snów.
Czytaj więcej
Reprezentacja Polski przegrała we Wrocławiu z Ukrainą, nie pokazując niczego, co dawałoby powody do optymizmu. Selekcjoner Jan Urban wpuścił na boi...
Bo o ile w przypadku naszych asów mniejsze niż zwykle zaangażowanie mogło być efektem męczących sezonów ligowych i żadnej stawki (choć to przecież reprezentacja), o tyle w przypadku większości innych piłkarzy trudno znaleźć wytłumaczenie inne poza smutnym: oni w większości są za słabi, aby grać w reprezentacji Polski.
Dotyczy to zresztą nawet tych, którzy mają miejsce w tej drużynie od dawna. To nie przypadek, że traci ona gole niemal w każdym meczu. Każdego obrońcę: Przemysława Wiśniewskiego, Jana Bednarka, a nawet Jakuba Kiwiora napastnicy mijają czasami jednym zwodem. To się powtarza w każdym meczu. Powinni im pomagać pomocnicy, jednak rzadko to robią.
Nicola Zalewski, imponujący w akcjach ofensywnych, jako obrońca nie daje sobie rady. W dodatku bywa nieodpowiedzialny pod względem taktycznym. Na Stadionie Narodowym robił jednak dobre wrażenie, podobnie jak Jakub Kamiński po drugiej stronie boiska. Oskar Pietuszewski oddał strzał kilka sekund po wejściu z ławki.
Trzeba szukać nadal lub dawać więcej szans tym młodym, którym Urban przyglądał się na zgrupowaniu i podczas gry. Trener wie lepiej, na pewno będzie robił dobrą minę do złej gry, bo przecież nie skrytykuje zawodników, których sam powołał. My możemy. Bo przecież widzieliśmy, że nie ma powodów do optymizmu. A jednocześnie ja przynajmniej ufam selekcjonerowi. Ale czy mam jakieś wyjście?