„Pokaz fajerwerków specjalnie dla gości Forum” – zakpił jeden z ukraińskich komentatorów.
Mimo że miejsce, w którym odbywa się „rosyjskie Davos” (tak nazywane jest Petersburskie Forum Ekonomiczne, od 2006 r. pod patronatem prezydenta Rosji) leży kilkanaście kilometrów od rafinerii, to dymu z płonącej infrastruktury trudno było nie zauważyć. Zasnuł większą część nieba nad miastem.
Trafiona rafineria, ale również rosyjskie okręty wojenne w Kronsztadzie. NATO powinno się cieszyć
Przy wcześniejszych uderzeniach Ukraińców w rafinerie w głębi Rosji pojawiało się zjawisko „naftowego deszczu” – opady zmieszane były z unoszącym się w powietrzu dymem, oblepiając wszystko na ziemi. Możliwe, że gości Forum również to czeka.
Czytaj więcej
W nocy zwtorku na środę, 3 czerwca, drony zaatakowały w Petersburgu największy rosyjski terminal naftowy nad Bałtykiem oraz zakład wojskowy w obwod...
Uderzenie w petersburską rafinerię ma znaczenie zarówno gospodarcze (to część największego terminalu naftowego nad Bałtykiem), jak i propagandowe. Władimir Putin będzie zmuszony opowiadać gościom o sukcesach gospodarki swego kraju w cieniu chmury dymu, unoszącej się nad miastem.
Ale ukraińscy wojskowi wyżej ocenili swe uderzenie na bazę rosyjskiej floty wojennej w Kronsztadzie, ok. 20 km od Petersburga w głąb Zatoki Fińskiej. Tam drony trafiły prawdopodobnie stojącą w suchym doku rosyjską korwetę „Bojkij”, która w zeszłym roku demonstracyjnie konwojowała tankowce rosyjskiej „szarej floty” w Kanale La Manche. Przy nabrzeżu trafiono też jakiś drugi okręt, ale na razie jeszcze nie wiadomo, jaki.
Dla Kijowa uderzenie w rosyjską flotę w Kronsztadzie ma duże znaczenie, ale wyłącznie propagandowe. Okręty stamtąd nie mogą przedostać się na Morze Czarne (wraz z wybuchem wojny Turcja zamknęła cieśniny czarnomorskie dla jednostek wojskowych), by wziąć udział w atakach na Ukrainę. Za to można się domyślać, że dla NATO atak miał jak najbardziej realną wagę, zmniejszając możliwości marynarki wojennej Kremla na Bałtyku.
Uderzenia dronów zablokowały dostawy na Krym
Powszechnie uznano, że uderzenie na Petersburg było odwetem za ostatnie, masowe bombardowanie Kijowa i kilku innych miast ukraińskich, w którym zginęło ponad 20 osób. Ale taki nalot na pewno był przygotowywany znacznie dłużej niż jeden dzień. Planując atak powietrzny ukraińscy wojskowi biorą pod uwagę bardzo wiele czynników, m.in. rozmieszczenie i skład obrony przeciwlotniczej, a nawet pogodę na trasie przelotu jak i w celu.
W cieniu widowiskowego ataku na bałtyckie wybrzeże Rosji pozostają wydarzenia na terenach okupowanych, nad Morzem Azowskim. Tam rozstrzyga się dalszy bieg wojny i jak na razie Ukraińcy są górą.
Trwające przez kilka tygodni uderzenia na rosyjskie trasy transportowe (w tym najważniejszą drogę z Taganrogu na Krym) doprowadziły do zamarcia tam ruchu samochodów dostawczych, w tym najważniejszych cystern z paliwem. Atakujące drony wykorzystują sztuczną inteligencję do rozpoznawania celów.
Czytaj więcej
Rozpoczęcie „logistycznego lockdownu” rosyjskich wojsk ogłosił minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow. W wyniku zmasowanych ataków dronówna okupo...
„Kierowcy po prostu boją się jechać (…) z powodu ataków dronów, które bardzo się ostatnio nasiliły. (…) Podnieśli ceny i teraz żądają ponad 100 tys. rubli (równowartość ok. 5 tys. zł) za jeden kurs, a to miesięczna pensja. Wiedzą, jak niebezpieczna jest droga” – pisze Petro Andruszczenko, zajmujący się problemami terenów okupowanych.
W rezultacie pod okupacją zaczyna brakować paliwa. W Sewastopolu zakazano sprzedaży benzyny osobom prywatnym. „Nie ma po co stać w kolejce pod stacją przez całą noc” – napisał kierowcom w internecie gubernator okupowanego miasta Michaił Razwożajew. Na pozostałym Krymie sprzedają tylko po 20 litrów na samochód, tak jak i w okupowanym obwodzie ługańskim. A na czarnym rynku litr benzyny kosztuje już równowartość 15 zł.
Groźba braku paliwa zawisła nad Rosją
Kreml nie ma jak rozwiązać problemu zaopatrzenia. Po ataku na most krymski w październiku 2022 r. i zapaleniu się na nim składu towarowego z cysternami zabroniono wożenia tamtędy paliwa. Pozostają promy towarowe, ale część z nich Ukraińcy zatopili w atakach trwających od początku roku.
Benzyny zabrakło też w rosyjskim obwodzie biełgorodzkim i kurskim. „Jeśli sytuacja się nie poprawi do połowy lata, to deficyt paliwa może rozprzestrzenić się na większość regionów kraju” – twierdzi moskiewska gazeta „Kommiersant”, powołując się na „anonimowe źródła na rynku paliw”. Ukraińcy bowiem ostatnio trafili osiem z 10 największych rosyjskich rafinerii, niektóre kilkakrotnie.
Czytaj więcej
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przyznał, że proces negocjacji pokojowych z Ukrainą jest obecnie wstrzymany. Jednocześnie przekonywał, iż Moskwa od...
Widoczne już dla wszystkich pogorszenie się sytuacji w Rosji wywołało jakieś tarcia polityczne wewnątrz Kremla. – Putin twardo wypowiada się o ukraińskich przywódcach i twierdzi, że jego armia odnosi stałe sukcesy. Ale związani z Kremlem dziennikarze, blogerzy i influencerzy lansują tezę, że Rosja już wygrała i konflikt należy zamrozić, by uniknąć dalszych kosztów. Publikacje testują zawarcie pokoju bez pełnego zwycięstwa, po czym znikają (z internetu). To wszystko tworzy wrażenie jakiejś walki (na Kremlu) – wskazuje politolog Aleksandar Djokić.
Putin chce wojny, generałowie zniechęceni
Jednym z takich dziwnych głosów w debacie był wpis w Instagramie generała w stanie spoczynku i deputowanego Andrieja Gurulewa. „Front utknął w ślepej uliczce walk pozycyjnych. (…) Nasze zdobycze mierzone są metrami. (…) Przeciwnik ma przewagę technologiczną. (…) Jesienią będzie ogłoszona mobilizacja na wielką skalę, a zasadnicza decyzja o niej już została podjęta” – napisał znany moskiewski „jastrząb”, po czym ogłosił, że ktoś włamał się na jego konto.
Niczego natomiast nie odwołują „blogerzy wojskowi”, najbardziej radykalni publicyści obozu imperialnego. „Wariant zamrożenia (konfliktu) wzdłuż linii frontu już nie istnieje. W obecnej chwili przeciwnik nie jest tym zainteresowany. (…) Dlatego kolejnym etapem realnych rozmów będzie rozmowa o granicach z 1991 r.” – napisał jeden z nich, podsumowując zarysowującą się ukraińską przewagę na froncie.
Czytaj więcej
Przedstawiciele rosyjskich elit po pięciu latach wojny z Ukrainą domagają się zniesienia sankcji i chcą powrócić do europejskich stolic.
– Źródła w Moskwie mówią o narastającej dyskusji w rosyjskim establishmencie wojskowym na temat przerwania działań wojennych i o przygotowaniu narracji dla społeczeństwa o zwycięstwie. Ale znaczna część (wojskowych) chce dalszej wojny – informuje jeden z zachodnich analityków.