Pełnomocnik Instytutu Pileckiego (IP) w Warszawie skierował 16 czerwca do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby odpowiedzialne za nadzór nad spółką. Członkowie zarządu zostali odwołani w czerwcu. 18 czerwca na czele amerykańskiej spółki stanął brytyjski dziennikarz i biograf rotmistrza Pileckiego Jack Fairweather.

Z pisma do prokuratury wynika, że „osoby zobowiązane do zajmowania się sprawami majątkowymi spółki dopuściły się nadużycia udzielonych uprawnień i niedopełnienia obowiązków, czym działały na szkodę zarządzanej spółki”. W szczególności doprowadziły do naliczenia kar umownych na podstawie umowy najmu nieruchomości w Nowym Jorku „w łącznej kwocie 608 200,83 USD. a także na utratę ok. 90 000 USD. z puli Tenant Improvement Allowance, co razem daje stratę rzędu ok. 698 200 USD.”.

Problematyczna umowa najmu lokalu na Manhattanie

O pułapce wynikającej z naliczenia kar umownych przez właściciela nieruchomości w przypadku, gdy oddział nie rozpocząłby działalności do 8 lipca 2025 r., pisaliśmy już szerzej rok temu w „Rzeczpospolitej”. Ostatecznie otwarto go w grudniu 2025 r.

Czytaj więcej

Oddział Instytutu Pileckiego w Nowym Jorku wpadł w pułapkę. Skarbonka bez dna

Przypomnijmy, że Pilecki Institute USA Inc. jest spółką prawa amerykańskiego, której stuprocentowym udziałowcem jest Instytut Pileckiego w Warszawie. Finansowanie odbywało się przez emisję i obejmowanie udziałów. W latach 2022-2023 przekazano spółce z budżetu państwa około 39 mln zł. Z tych środków pochodziła między innymi kaucja wynosząca około 2,5 mln dol.

Umowa najmu ponad 3 tys. m kw. powierzchni pod siedzibę oddziału przy 92 Greenwich Street na Manhattanie została podpisana 4 listopada 2023 r. przez ówczesnego zastępcę dyrektora Instytutu, dr. Wojciecha Kozłowskiego, a zaakceptowana przez stronę amerykańską 6 grudnia 2023 r., czyli mniej więcej na tydzień przed powołaniem rządu Donalda Tuska. Instytut miał osiemnaście miesięcy na przeprowadzenie remontu i rozpoczęcie działalności w nowej siedzibie. Termin ten zaczął biec 8 stycznia 2024 r., co wyznaczało datę graniczną na rozpoczęcie działalności 8 lipca 2025 r.

Z umowy, do której dotarła „Rzeczpospolita”, wynika, że w przeciwnym wypadku najemcy zostanie podwyższony czynsz. To oznaczało dodatkowe obciążenie na poziomie ponad 138 tys. dol. Konsekwencją mogła być też utrata swoistego bonusu finansowego (Tenant Improvement Allowance) na dokonanie prac związanych z kosztami adaptacji lokalu. Został on ustalony w maksymalnej wysokości 1,3 mln dol.

Dr Wojciech Kozłowski, były dyrektor Instytutu Pileckiego mówił nam, że już kilka tygodni po powołaniu nowego ministra kultury Bartłomieja Sienkiewicza działalność instytucji została przyblokowana i miała się ograniczyć tylko do czynności zarządczych. Jego zdaniem działania Instytutu torpedowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.  

Strony sporu przerzucają między sobą odpowiedzialność za kary umowne

W grudniu 2024 r., a więc miesiąc po objęciu funkcji przez prof. Krzysztofa Ruchniewicza, zwrócono do budżetu państwa blisko 16 mln zł dotacji na remont tej siedziby. Zatem nie ruszył on w terminie przewidzianym umową. Dzisiaj jest jasne, że zamrożenie wtedy działalności oddziału w Nowym Jorku skutkowało dodatkowymi kosztami – w sumie 2,6 mln zł. Dopiero w połowie 2025 r., kiedy pojawiła się groźba naliczania kar, rozpoczęto działania zmierzające do rozpoczęcia remontu. Ruszył on w połowie sierpnia 2025 r., a zakończył się w grudniu 2025 r.

Latem poprzedniego roku ówczesny rzecznik Instytutu Jan Gebert uspokajał nas, twierdząc, że Instytut prowadzi negocjacje z właścicielem wynajmowanego lokalu. Od marca 2025 r. obowiązki szefa spółki w Nowym Jorku pełnił już menedżer kultury Piotr Franaszek. Dzisiaj p.o. dyrektora Instytutu Karol Madaj twierdzi, że gdy obejmował funkcję na przełomie sierpnia i września 2025 r., nie został przez niego poinformowany o skali kryzysu w Nowym Jorku.

Dlaczego nieprawidłowości stwierdzono dopiero teraz? - Dopiero po objęciu obowiązków przez Karola Madaja możliwe było rozpoczęcie szczegółowej analizy dokumentacji oraz odtworzenie procesu podejmowanych wcześniej decyzji. W wyniku tych działań ujawniono szereg okoliczności, które stały się podstawą złożenia zawiadomienia do prokuratury – tłumaczy nam Lukrecja Jaszewska, rzeczniczka Instytutu Pileckiego.

Czytaj więcej

Pieniądze dla Instytutu Pileckiego poszły na TVP w likwidacji

Zdaniem przedstawicielki Instytutu okazało się, że informacje przekazywane dyrektorowi Instytutu „były nieprawdziwe i nie znajdywały potwierdzenia w dokumentacji spółki”. W październiku 2025 r. zgodnie z informacjami od Piotra Franaszka dyrektor Madaj poinformował CBA o szkodzie majątkowej równej wysokości kar umownych zapłaconych przez spółkę na poziomie 120 tys. dol., podczas gdy już w tym momencie kary opiewały na kwotę 360 tys. dol. Pozyskanie rzeczywistej informacji na temat sytuacji finansowej spółki stało się możliwe dopiero po kilku zmianach w strukturze zarządczej spółki.

Z zarzutami tymi nie zgadza się odwołany kilka tygodni temu  Franaszek. Przypomina, że kary zapisane były w umowie najmu podpisanej i zaakceptowanej w grudniu 2024 r. przez ówczesnego szefa IP Wojciecha Kozłowskiego.

– Do czasu mojego powołania w marcu 2025 r. nie przygotowano otwarcia oddziału w USA. I niewiele się wydarzyło, a było na to dużo czasu. Po moim powołaniu w spółce odnaleźliśmy tylko szczątkowe informacje i umowy. W tej sytuacji najwyższe kierownictwo Instytutu Pileckiego i MKiDN rozważało przyszłość projektu w USA. Niezależnie od tego w rekordowym czasie wykonaliśmy remont i otworzyliśmy oddział mimo opóźnień związanych z brakiem finansowania. W kwestii zastanych w umowie kar zleciliśmy negocjacje z przedstawicielami właściciela nieruchomości profesjonalnej kancelarii prawnej Offit Kurman oraz firmie audytorskiej ICCS we współpracy z prowadzącymi już wcześniej nadzór remontu firmie JLL – opisuje Piotr Franaszek.

Pomimo tego w lipcu i sierpniu naliczono wynikające z umowy kary w wysokości 122 tys. dol. amerykańskich. – Od września udało się zatrzymać płatności kar ze względu na trwający remont. Opóźnienia w finansowaniu spółki przez Instytut w Warszawie zwiększyły roszczenia właściciela i uniemożliwiały wzajemne rozliczenia – dodaje Piotr Franaszek. Wyjaśnia, że po tym, jak spółka zagroziła właścicielowi nieruchomości skierowaniem sprawy do mediacji sądowych oraz po uzyskaniu statusu otwarcia w grudniu 2025 r. prawnicy uzgodnili kompensację wzajemnych zobowiązań.

Jego zdaniem wyliczenia przedstawione teraz przez Instytut są nieprawdziwe. Wskazuje, że nie skorzystano w tym zakresie z jego wiedzy, a celem „jest tylko bezpardonowy atak”.

Franaszek utrzymuje, że o sytuacji wiedział dyrektor Instytutu Karol Madaj, który wskazywał na zagrożenie karami umownymi w październiku 2025 r. w pismach kierowanych do Ministerstwa Kultury. Przekonuje też, że amerykańska spółka przekazywała dokumenty wymagane przez statut i przepisy.

Jak można zarządzać spółką w Nowym Jorku i instytucją w Lublinie

Jaka była przyczyna odwołania Piotra Franaszka? Karol Madaj wskazuje na rozbieżności między sprawozdaniem dotacyjnym a faktycznymi wydatkami, zatajanie informacji na temat naliczanych kar wynikających z umowy najmu oraz brak dyspozycyjności wynikający z łączenia funkcji prezesa Pilecki Institute USA oraz dyrektora Ośrodka Międzykulturowego Inicjatyw Twórczych „Rozdroża” w Lublinie. Madaj dodaje, że „Instytut Pilecki nie posiada dokumentu w aktach osobowych pracownika, z którego wynikałoby, że podjął dodatkową pracę”.

Czytaj więcej

Szwajcarska nieruchomość Instytutu Pileckiego. Co stoi na przeszkodzie sprzedaży hotelu Szwanen

Czy w tym przypadku występował konflikt interesów? – pytamy Piotra Franaszka. – Nie. To miała być sytuacja tymczasowa. W Lublinie miałem zgodę, wykorzystywałem też kilkumiesięczny urlop bezpłatny, a w Instytucie informowałem o tej sytuacji, formalnie nie trzeba było zgody, nie wnoszono uwag. Praktycznie zarządzanie w USA zaczynało się od godz. 15 do 23 ze względu na różnice czasu. Postulowałem do dyrektora Karola Madaja o zawarcie ze mną kontraktu menedżerskiego, a w przyszłości uzyskanie wizy, co dałoby mi gwarancję zatrudnienia i ciągłości. Nie wyraził zgody nawet po uchwale zarządu. Dotyczyło to całego zarządu. W związku z jawną obstrukcją i działalnością dyrekcji Instytutu na niekorzyść spółki i moją wystartowałem w innych konkursach, aby mieć alternatywę – dodaje były szef Pilecki Institute USA.

Okazuje się także, że Franaszek i pozostali członkowie zarządu nie mieli podpisanego kontraktu na pełnienie funkcji w nowojorskiej spółce. Karol Madaj tłumaczy, że wynikało to z faktu, iż Franaszek nie złożył wniosku o wizę pracowniczą w wymaganym terminie.

Franaszek twierdzi zaś, że „zadeklarował gotowość, wskazując jednak, że procedura wizowa dla menedżerów może rozpocząć się dopiero po około roku pełnienia funkcji i wymaga dokumentacji również ze strony Instytutu, ale też zapewnienia ciągłości funkcjonowania spółki”.

Formalnie był on zatrudniony w centrali Instytutu Pileckiego: w okresie od 1 maja 2025 do 30 kwietnia 2026 na stanowisku pełnomocnika dyrektora ds. podmiotów zależnych, a od 1 maja 2026 do 31 lipca 2026 głównego specjalisty w dziale współpracy międzynarodowej. Umowa ta nie została z nim przedłużona.

Instytut prowadzi obecnie audyt, porządkuje dokumentację, wdraża nowe procedury zarządcze oraz przygotowuje nowy program działalności oddziału w USA we współpracy z Ministerstwem Kultury. Prowadzona jest także kontrola NIK. – Atak na mnie i moich współpracowników ma na celu odwrócenie uwagi od winy osób faktycznie odpowiedzialnych za straty, zaniechania i błędne decyzje, których teraz broni Instytut – mówi „Rz” Piotr Franaszek.

Suma problemów nowojorskiego oddziału Instytutu Pileckiego

Konflikt, który rozgorzał wokół nowojorskiego oddziału Instytutu Pileckiego jak w soczewce pokazuje, że w latach 2022–2023 ówczesny minister kultury Piotr Gliński wraz ze współpracownikami podjęli decyzję o tworzeniu kosztownego projektu w Stanach Zjednoczonych bez szczegółowego programu, stabilnego modelu finansowania i zabezpieczenia wieloletnich zobowiązań wynikających z umowy najmu.

Przez około 15 miesięcy nie przeprowadzono remontu siedziby oddziału i nie przygotowano programu odpowiadającego randze inwestycji, bo nowe władze resortu nie miały wizji, co z tym „spadkiem” po poprzednikach zrobić. W 2025 r. resort analizował nawet scenariusz upadłości spółki. Ale według opinii prawnych mogłoby to spowodować m.in. utratę kaucji wynoszącej około 2,5 mln dol., utratę wcześniej przekazanych środków inwestycyjnych, ryzyko roszczeń właściciela o czynsze i inne opłaty należne za pozostałe 13 lat umowy, a nawet możliwość kierowania roszczeń wobec innych powiązanych podmiotów w Polsce.

W maju 2026 r. płynność spółki ponownie była zagrożona. Brakowało środków na czynsz, bieżące funkcjonowanie i program. Instytut Pileckiego w Warszawie pod koniec maja otrzymał zgodę na przekwalifikowanie własnych środków w wysokości 6,7 mln zł na dokapitalizowanie spółki. Środki te były przekazywane do Nowego Jorku w miesięcznych ratach, co miało zapewnić kontrolę nad ich wydawaniem.

Pomimo tych problemów Karol Madaj uważa, iż oddział Instytutu Pileckiego w Nowym Jorku to jeden z projektów państwowych, które ze względu na „trudną sytuację międzynarodową czy aktualne spory w polityce pamięci powinny być kontynuowane i rozwijane bez względu na stopień ich wcześniejszego przygotowania lub jego braku”. Wskazuje, że relacje polsko-amerykańskie to jeden z fundamentów naszego bezpieczeństwa, a instytut w Nowym Jorku jest zasobem państwa polskiego.