Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak śledztwo Pandora Papers ujawniło powiązania szwajcarskiego prokurenta Instytutu Pileckiego z osobami z otoczenia Kremla.
- Czemu instytucje „soft power” muszą postrzegać siebie jako cele operacji wywiadowczych, a nie tylko placówki kulturalne.
- Jaką rolę odgrywa Szwajcaria jako hub finansowy dla rosyjskich elit
2 czerwca dokonano zmiany w zarządzie Pilecki-Institut (Schweiz) GmbH: odwołana została Monika Jurgo, w jej miejsce został powołany Hubert G. Zamaro. Ta zarejestrowana w Szwajcarii w listopadzie 2022 r. spółka, zajmuje się m.in. promowaniem polskiej kultury i historii, zarządza także kupionym przez Ministerstwo Kultury hotelem Schwanen w Rapperswilu.
Zgodnie ze szwajcarskim prawem w każdej spółce działającej w tym państwie musi być osoba, która ma miejsce zamieszkania na terenie tego kraju. Taka osoba musi mieć prawo „do podpisu”, czyli zawierania umów i podpisywania faktur. Nie musi być ona członkiem zarządu firmy. Zazwyczaj zagraniczne firmy, które nie chcą delegować do zamieszkania w Szwajcarii swoich pracowników, powołują do władz spółki lokalnego przedstawiciela. Takimi usługami zajmują się kancelarie prawne, które często prowadzą także obsługę księgową. Nowe władze spółki przeprowadziły analizę ofert takich firm, do czterech z nich zostały wysłane zapytania, odpowiedziały na nie trzy. Ostatecznie została wybrana spółka Juris Finanz AG. Decydowała cena, wielkość kancelarii i posiadane przez nią certyfikaty związane m.in. z przeciwdziałaniem praniu brudnych pieniędzy oraz finansowania terroryzmu.
– Pracownicy szwajcarskiego oddziału sprawdzili listy podmiotów objętych sankcjami po wybuchu wojny na Ukrainie. Przejrzeli listę szwajcarską, UE i MSWiA. Kancelaria lub członkowie zarządu Juris Finanz AG nie są w żadnym takim rejestrze - mówi nam Karol Madaj, p.o. dyrektora Instytutu Pileckiego.
Czytaj więcej
Białoruski wywiad prowadzi w Warszawie firmy, które zbierają informacje o działalności opozycyjnej i mogą finansować działania agentów. Tworzą je o...
Kancelaria Juris Finanz AG delegowała jako prokurenta (ale bez pełnomocnictwa do zarządzania spółką) do Pilecki-Institut (Schweiz) GmbH prezesa zarządu dr Graziano Pedroja.
Dlaczego dr Graziano Pedroja musiał zaprzestać współpracy z Instytutem Pileckiego
– Po opublikowaniu danych w szwajcarskim KRS podjęliśmy się ponownie sprawdzenia podmiotów, z którymi Instytut podjął współpracę w Szwajcarii. Zwrócono uwagę na artykuł prasowy, z którego wynikało, że pan Graziano Pedroja mógł w przeszłości prowadzić transakcje z podmiotami rosyjskimi – dodaje Karol Madaj.
Jego nazwisko pojawiło się w jednym z wątków prowadzonego w 2021 r. dziennikarskiego śledztwa Pandora Papers, którego wyniki zostały opublikowane przez litewski niezależny portal dziennikarstwa śledczego Siena i LRT litewskiego nadawcy publicznego. Wynikało z niej, że w 2014 r. Pedroja był tzw. osobą upoważnioną do reprezentowania szwajcarskiej spółki Realty Investments AG, która nabyła 90 proc. udziałów chorwackiej spółki Mikado, a w 2016 r. dokupiła pozostałe 10 proc. spółki Mikado. Transakcja ta została sfinansowana z pożyczek m.in. od spółki Cadram Holding, której beneficjentem rzeczywistym był Igor Jusufow, rosyjski minister energetyki w latach 2001-2004. Pedroja miał też utrzymywać relacje z masażystą Władimira Putina Konstantinem Gołoszczapowem, który znał prezydenta Rosji jeszcze z czasów, gdy urzędował on w Petersburgu, miał też być jego sparingpartnerem w judo, z czasem stał się jednym z oligarchów.
Z naszych informacji wynika, że przedstawiciele spółki Pilecki-Institut (Schweiz) zażądali od Pedroji pisemnych wyjaśnień „co do charakteru i zakresu opisanych w publikacji Pandora Papers relacji”. Wystąpili też do kancelarii o delegowanie innej osoby do spółki z Rapperswilu. Tak też się stało. Pedroję zastąpił Markus Hägi.
Instytucje soft power, a taką jest Instytut Pileckiego działające za granicą powinny być objęte stałą osłoną kontrwywiadowczą
„Rzeczpospolita” poprosiła go o komentarz do tej sprawy. „Zgodnie z naszą wewnętrzną polityką korporacyjną nie potwierdzamy, nie zaprzeczamy ani w żaden inny sposób nie komentujemy wypowiedzi osób trzecich” – dr Pedroja odpowiedział „Rzeczpospolitej”. Następnie dodał, że w trakcie działalności zawodowej od wielu lat współpracuje z różnymi klientami. „Pochodzenie, narodowość czy wyznanie danej osoby nigdy nie stanowiły – i nie stanowią – czynnika wpływającego na sposób wykonywania przeze mnie obowiązków zawodowych. Wszystkich klientów traktuję według tych samych, obiektywnych kryteriów, bez jakiejkolwiek dyskryminacji. Jedynym decydującym czynnikiem jest przestrzeganie wszelkich wymogów prawnych i regulacyjnych. W szczególności konsekwentnie stosuję się do obowiązujących przepisów, w tym do wymogów należytej staranności w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz regulacji dotyczących sankcji i zgodności z przepisami. Osoby lub podmioty naruszające obowiązujące prawo bądź objęte ograniczeniami regulacyjnymi nie kwalifikują się do współpracy” – zastrzegł. „Na przestrzeni lat i dekad, w ramach mojej działalności zawodowej, regularnie poddawałem się ustawowym audytom i kontrolom regulacyjnym. Wszystkie te kontrole zakończyły się bez zastrzeżeń. W szczególności nie stwierdzono żadnych uchybień, które uzasadniałyby podjęcie działań nadzorczych lub budziłyby wątpliwości co do legalności czy rzetelności moich działań zawodowych” – dodał szwajcarski przedsiębiorca.
Czytaj więcej
Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny na Ukrainie dwu- czy nawet trzykrotnie zwiększyły się obsady działających przy ambasadach tzw. stacji, które m.i...
– Z punktu widzenia prawa szwajcarskiego jest on czysty – powiedział nam prawnik, który zna kulisy sprawy.
Z analizy szwajcarskich dokumentów wynika, że dr Graziano Pedroja jest audytorem, biegłym rewidentem. Ma wykształcenie ekonomiczne, jest absolwentem Uniwersytetu St. Gallen. Zarządza wieloma szwajcarskimi spółkami. Co ciekawe od 2010 r. pełnił funkcję konsula honorowego Litwy w Szwajcarii. Nie ma pewności czy stracił to stanowisko po ujawnieniu afery Pandora Papers, ale teraz jego dane nie figurują na stronie ambasady litewskiej. Autorzy śledztwa Pandora Papers wskazali, że jego firmy wykonywały usługi dla rosyjskich elit, ale prowadził też działalność w Chorwacji.
Ustaliliśmy, że o tej sprawie Instytut Pileckiego zawiadomił Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Poprosił o opinię, czy ujawnione okoliczności wymagają całkowitego zerwania współpracy z całą kancelarią, czy też wystarczającym środkiem bezpieczeństwa jest odsunięcie dr. Pedroji od reprezentacji spółki.
– Działania te zostały podjęte w celu ochrony bezpieczeństwa Instytutu oraz interesów Rzeczypospolitej Polskiej – dodaje Karol Madaj. – Ta sytuacja pokazuje, jak bardzo duża jest strefa wpływów rosyjskich i jak te okoliczności wpływają również na sposób prowadzenia instytucji za granicą, w tym naszego Instytutu, który zajmuje się totalitaryzmami XX wieku – mówi nam.
– Niestety odnoszę wrażenie, że nie ma jasnych procedur działania w takich sytuacjach – mówi prawnik, który zna tę sprawę.
Instytut Pileckiego w Berlinie na celowniku obcych służb
Warto przypomnieć, że oddział berliński Instytutu Pileckiego w przeszłości był już celem działania rosyjskich i białoruskich służb. Po tym, jak otworzył wystawę „Belarus lebt”, przed kamienicą, w której mieszkała wówczas kierowniczka berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego, Hanna Radziejowska, demonstracyjnie parkował samochód z białoruską rejestracją z białoruskiej ambasady.
Po wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie Instytut Pileckiego w Berlinie stał się tymczasowym centrum spotkań ukraińskich organizacji. – Z czasem okazało się, że jeden z aktywistów organizacji Vitsche i jeden ze współzałożycieli „Allianz Ukrainischer Organisationen” w przeszłości pracował dla Russia Today, m.in. relacjonując atak Rosji przeciwko Ukrainie w Donbasie ze skrajnie prorosyjskiego punktu widzenia. O swoim dawnym zaangażowaniu nigdy nikomu nie mówił, używał dwóch różnych tożsamości, a sprawa później była publicznie przepracowywana – mówi „Rzeczpospolitej” Hanna Radziejowska.
Czytaj więcej
Dlaczego nie możemy namierzyć agentury w służbach specjalnych – wyjaśnia to ppłk dr Marek Świerczek, były oficer ABW zajmujący się rosyjskimi służb...
W noc sylwestrową z 2024 na 2025 r. doszło do włamania do jej berlińskiej siedziby. O sprawie jako pierwszy napisał Dziennik Gazeta Prawna, wskazując, że incydent wpisywał się w serię podejrzanych działań wymierzonych w Polskę, których ślady prowadziły na Wschód. Do placówki włamał się zamaskowany mężczyzna, który zdemolował pomieszczenia i ukradł komputer należący do pracownika zajmującego się m.in. Ukrainą. Do dzisiaj sprawca nie został zatrzymany przez berlińską policję.
Jaka powinna być osłona kontrwywiadowcza za granicą
Zdaniem ppłk. Macieja Korowaja, byłego oficera Służby Wywiadu Wojskowego, instytucje odpowiedzialne za politykę historyczną i szerzej rozumianą soft power, takie jak Instytut Pileckiego, nie mogą postrzegać się wyłącznie jako placówki kulturalne czy naukowe. – Muszą mieć świadomość, że są naturalnym celem operacji wpływu obcych służb, szczególnie rosyjskich. W momencie, gdy pojawiają się powiązania z osobami z otoczenia rosyjskich elit władzy, a tym bardziej z ludźmi opisywanymi w międzynarodowych śledztwach dziennikarskich, nie jest to już tylko kwestia reputacji. To staje się sprawą bezpieczeństwa państwa. W takiej sytuacji nie wystarczy myślenie w kategoriach kryzysu wizerunkowego. Potrzebne jest podejście kontrwywiadowcze – mówi nam ppłk. Maciej Korowaj.
Czytaj więcej
Jaką opowieść o Polsce otrzymują młodzi Niemcy: od tragicznego roku 1939 i brutalnej okupacji, przez dylematy granic, aż po współczesne problemy? C...
Jego zdaniem z perspektywy państwa odpowiedź powinna być jednoznaczna, a instytucje soft power działające za granicą powinny być objęte stałą osłoną kontrwywiadowczą.
– Za kontrwywiad zagraniczny oraz ochronę bezpieczeństwa zewnętrznego Polski odpowiada Agencja Wywiadu, dlatego to ona powinna mieć formalnie przypisaną rolę w ochronie takich podmiotów. Jeżeli wychodzą na jaw powiązania z osobami z kręgu Kremla, naturalną reakcją nie może być przeczekiwanie i minimalizowanie problemu. Konieczne jest natychmiastowe zawieszenie współpracy, przeprowadzenie pełnego audytu kontaktów i przepływów finansowych oraz przekazanie sprawy do właściwych służb – wskazuje były oficer służb specjalnych.
– W praktyce oznacza to także zupełnie inne podejście do weryfikacji partnerów i podwykonawców. Procedury należytej staranności przy doborze partnerów i współpracowników nie mogą ograniczać się do sprawdzenia, czy ktoś jest formalnie zarejestrowanym, szanowanym przedsiębiorcą, ani do prostego przejrzenia podstawowych rejestrów. Potrzebny jest stały, roboczy kontakt z wywiadem, który pozwala sprawdzić, czy dana osoba nie jest pośrednikiem rosyjskich elit finansowych, czy nie pomaga w omijaniu sankcji oraz czy nie próbuje kupić sobie wpływu w polskiej przestrzeni symbolicznej. Bez takiego komponentu kontrwywiadowczego instytucje soft power, nawet działając w dobrej wierze, pozostają podatne na penetrację i mogą zostać wykorzystane jako narzędzie wpływu przez przeciwnika – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Maciej Korowaj.
Oficer służb: Szwajcaria to hub finansowy m.in. dla ludzi Putina
Z kolei ppłk. Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu, wskazuje, że Szwajcaria odgrywa szczególną rolę w przepływie i legalizacji pieniędzy pochodzących z rosyjskich źródeł.
– Wielu Rosjan od lat traktuje ją jako kluczowe miejsce do omijania sankcji, rozliczeń, gromadzenia zysków i transferu kapitału – zarówno oligarchów, jak i prawdopodobnie samego Putina. Trudno powiedzieć, na ile bezpośrednio zaangażowane jest w to FSB, ale faktem jest, że wiele wątków prowadzi właśnie tam. Szwajcaria pełni dziś funkcję hubu finansowego, jakiegoś współczesnego Wiednia – centrum, w którym spotykają się interesy, których nie da się legalnie realizować w krajach UE. Jest pod tym względem atrakcyjniejsza niż Luksemburg czy Liechtenstein, bo pozostaje poza unijnymi regulacjami. Dlatego Szwajcaria powinna budzić bardzo głębokie zainteresowanie służb i decydentów – wskazuje Marcin Faliński.
Ekspert zwraca uwagę, że „świadomość tego istniała już przed wojną na Ukrainie”, że wszystkie drogi finansowe rosyjskich elit wiodły właśnie tam. – Instytut Pileckiego, to oczywiście element polskiej polityki historycznej. Wpisuje się jednak w szerszą wojnę kognitywną o serca i umysły. Każdy element jest trybikiem w większej maszynie wpływu – dodaje były oficer wywiadu.
– To klasyczny przykład działań, którymi powinny zajmować się nie tylko instytucje państwowe, ale także sektor prywatny. U nas wciąż brakuje partnerstwa publiczno-prywatnego w obszarze bezpieczeństwa. A każda polska instytucja publiczna, nawet ta pozornie niszowa, może stać się celem. Krótko mówiąc – nie chodzi o paranoję, tylko o zmianę perspektywy. Zamiast pytać „co może jeden instytut czy jeden konsul”, trzeba zapytać: co mogą dziesiątki takich podmiotów działających w skoordynowany sposób – uważa Marcin Faliński.