Portal Disinfo Digest, który zajmuje się zwalczaniem białoruskiej i rosyjskiej dezinformacji oraz ujawnianiem prowadzonych przez służby tych państw operacji wpływu (współpracuje m.in. z MSZ), opisał mechanizm funkcjonowania kilku białoruskich firm, w których zasiadają byli oficerowie rosyjskich służb. Śledztwo trwało kilka miesięcy.
– Analiza ostatnich wydarzeń dowodzi, że terytorium RP jest traktowane przez wschodnie komponenty wywiadowcze jako stały obszar operacyjny – opisuje Wojciech Pokora, redaktor naczelny Disinfo Digest, analityk Fundacji INFO OPS Polska. Chodzi o tworzoną przez nie trudną do wykrycia infrastrukturę wsparcia logistycznego i finansowego. Zarejestrowane w Polsce podmioty gospodarcze wykorzystują wirtualne biura i wykazują przepływy finansowe. Na ich czele stoją osoby powiązane z aparatem represji i wywiadem wojskowym Białorusi oraz Rosji.
Czytaj więcej
Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny na Ukrainie dwu-, trzykrotnie zwiększyły się obsady działających przy ambasadach tzw. stacji, które m.in. koordy...
– Siła (tych działań – red.) polega na banalności. Nie wygląda to jak siatka szpiegowska. Jest wpis do KRS, faktura, profil na LinkedIn, wirtualne biuro i firma, której nikt nie sprawdza, bo formalnie wszystko się zgadza. Przez wiele miesięcy analizowaliśmy dokumenty korporacyjne, dane rejestrowe, ślady domenowe, powiązania personalne, przepływy finansowe oraz publiczne materiały sankcyjne. Z tych rozproszonych fragmentów wyłonił się obraz znacznie poważniejszy niż historia jednej podejrzanej spółki. To mapa zaplecza, które może służyć legalizacji obecności, obsłudze pieniędzy, budowaniu przykrycia, rozpoznaniu środowisk emigracyjnych i tworzeniu kanałów kontaktu z ludźmi ważnymi dla służb autorytarnych państw – uważa autor opracowania Wojciech Pokora.
Analitycy, którzy prowadzili śledztwo, wskazują na warszawską spółkę NOAB, zarejestrowaną w listopadzie 2023 r. Nie prowadzi ona widocznej działalności, korzysta z tzw. wirtualnego biura w Warszawie, ale wykazała przychód w wysokości pół miliona złotych. Dlatego jej transgraniczne przelewy stały się przedmiotem zainteresowania polskich służb specjalnych.
Czytaj więcej
Prokurator z lubelskiego wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej przedstawił dziś obywatelowi Gruzji Elnurowi A. zarzut zab...
– W terminologii wywiadowczej NOAB sp. z o.o. była klasycznym „boxem”, czyli bezpieczną skrzynką stworzoną wyłącznie po to, by legalizować przepływy finansowe, prać pieniądze i wypłacać wynagrodzenia dla agentury działającej na terenie Unii Europejskiej – uważają analitycy Disinfo Digest.
Warszawska spółka byłego oficera GRU finansuje agenturę
Główną postacią w tym układzie jest Aleksander Popow, oficjalnie przedsiębiorca, który założył biznes w Warszawie, a w rzeczywistości podpułkownik GRU (Głównego Zarządu Wywiadowczego Federacji Rosyjskiej). Wspólnikiem jest jego syn.
– Jego kariera zawodowa na Białorusi była ściśle powiązana z głośnymi projektami firmy Synesis oraz zaawansowanym systemem KIPOD. Są to platformy technologiczne wykorzystywane przez białoruskie i rosyjskie służby bezpieczeństwa do masowej inwigilacji, biometrii oraz automatycznego rozpoznawania twarzy. Obecność młodego Popowa w Warszawie sugeruje, że struktura ta nie tylko transferowała środki finansowe, ale mogła służyć do wsparcia systemów surveillance (monitorowania i śledzenia – red.), które mapowały oraz identyfikowały białoruskich i rosyjskich dysydentów przemieszczających się po ulicach polskich miast – uważa Wojciech Pokora.
Aleksander Popow w 2009 r. zabezpieczał wizytę prezydenta Rosji na Białorusi, a rok później uczestniczył przy ewakuacji i ukryciu obalonego prezydenta Kirgistanu, Kurmanbeka Bakijewa. W 2015 r. pojawia się przy mińskich negocjacjach formatu normandzkiego z udziałem Władimira Putina i Angeli Merkel. W 2020 r. ten podpułkownik GRU zdjął mundur i wszedł w środowisko białoruskiej diaspory w Polsce, był jednym z architektów projekt „Dziedzictwo 2019”. Z analizy telekomunikacyjnej wynika, że ten sam numer telefonu komórkowego był przypisany do Popowa, do „Dziedzictwa 2019” oraz do Stowarzyszenia Weteranów Ochrony Państwowej Republiki Białorusi. – Pod tym samym szyldem kontaktowym operowali reżimowi weterani i ludzie udający emigracyjnych działaczy kultury – uważa Wojciech Pokora.
Czytaj więcej
Egzekucja rosyjskiego opozycjonisty w Białej Podlaskiej nosi znamiona terroru państwowego. W takiej sytuacji próba skłócenia Polski i Niemiec, a na...
Jego zdaniem to nie jest emigracyjna inicjatywa dbająca o pamięć historyczną, „lecz element zorganizowanej infrastruktury, która mogła być wykorzystana do infiltracji uchodźców poprzez zbieranie nazwisk, mapowanie relacji i lokalizowanie punktów nacisku na konkretne osoby”.
W 2022 r. Popow wziął udział w Forum Sił Demokratycznych w Warszawie. „Na zewnątrz mogło wyglądać jak przestrzeń debaty dla ludzi szukających politycznej alternatywy wobec Mińska. (…) Nie trzeba nikogo śledzić pod domem, jeżeli sam przychodzi na spotkanie, wpisuje nazwisko na listę, pokazuje sieć kontaktów, mówi, komu ufa, z kim pracuje i kto może mu otworzyć drzwi do polskich, litewskich albo ukraińskich instytucji. Pod szczególnym nadzorem i weryfikacją powiązań w ramach tej struktury znalazło się zresztą otoczenie m.in. Dmitrija Bołkuniecia” – uważają analitycy.
Miodowa pułapka i porwanie na Morzu Czarnym
W 2019 r. Popow pracował w Dyrekcji Igrzysk Dobrej Woli razem z Anatolem Kotauem, który w 2020 r. uciekł do Polski. Kotau był wysokim urzędnikiem białoruskiej administracji, m.in. sekretarzem generalnym Narodowego Komitetu Olimpijskiego oraz pracownikiem Administracji Prezydenta. Po ucieczce do Polski stworzył popularny kanał na Telegramie „Nik i Majk”, który publikował kompromitujące informacje dotyczące otoczenia Łukaszenki. W Warszawie prowadził też zakulisowe rozmowy z zachodnimi dyplomatami, próbując negocjować uwolnienie białoruskich więźniów politycznych w zamian za ograniczenie sankcji wobec Białorusi. Już w lipcu 2024 r. białoruski sąd zaocznie skazał go na 12 lat ciężkiego łagru.
W sierpniu 2025 r. zniknął z Warszawy, „co pierwotnie interpretowano jako kontrolowaną ewakuację zagrożonego agenta”. Jednak międzynarodowe śledztwo Białoruskiego Centrum Śledczego (BRC), Deutsche Welle oraz OCCRP wskazało, że został on porwany.
Czytaj więcej
Dlaczego nie możemy namierzyć agentury w służbach specjalnych – wyjaśnia to ppłk dr Marek Świerczek, były oficer ABW zajmujący się rosyjskimi służb...
KGB i GRU uruchomiły operację typu „miodowa pułapka”. Przynętą stała się Kachira Ejnałowa o azerbejdżańskim pochodzeniu, posługująca się paszportem Jordanii i dysponująca luksusowym apartamentem w Dubaju. Ejnałowa rozkochała w sobie dysydenta. I w sierpniu 2025 r. skłoniła do wyjazdu do Turcji. W tureckim porcie Trabzon Kotau wraz z Ejnałową weszli na pokład wynajętego 30-metrowego luksusowego jachtu motorowego o nazwie „Shells”. Jacht skierował się na wody Morza Czarnego w stronę Suchumi, w okupowanej przez Rosję Abchazji. Na pełnym morzu – co wynika z relacji załogi jachtu, został on przepchnięty bezpośrednio na burtę rosyjskiego okrętu wojennego, który podszedł do tej jednostki. Do dzisiaj nie wiadomo, co się stało z Kotauem.
Gry komputerowe jako przykrywka do działalności wywiadowczej
Analitycy Disinfo Digest wzięli także pod lupę firmę Gamemod, która jest zarejestrowana w Polsce, ale powiązana z białoruską firmą o tej samej nazwie. Zajmuje się ona sprzedażą gier komputerowych i konsolowych na zamówienie. W polskiej spółce pojawia się Dmitrij Pabiażin, opisywany przez niezależne białoruskie media jako były rzecznik prasowy KGB. Jest tam też przedsiębiorca Anatoli Puszko.
Czytaj więcej
Gaming w Rosji został uznany za domenę osiągania pożądanych postaw psychologicznych. Celem Kremla jest ograniczenie woli walki w zaatakowanym kraju...
– Klucz do zrozumienia roli Gamemodu leży w jego białoruskiej przeszłości. Zanim podmiot pojawił się w Polsce pod obecną marką, funkcjonował w Mińsku jako „YURANEX-bezpieczeństwo” i był współprowadzony przez Aleksandra Romanowskiego, bezpośrednio związanego z białoruskim KGB. Ta zmiana szyldu z jawnie powiązanego z sektorem ochrony na branżę gier wideo, zbiegła się w czasie z wejściem do spółki ludzi, których biografie prowadzą wprost do aparatu siłowego Białorusi. To sprawia, że firmy nie można traktować jak zwykłego producenta gier – opisuje Wojciech Pokora.
Chociaż nie ma śladów jej aktywności, wykazuje ona przychody liczone w milionach złotych. Zdaniem analityków jej rzeczywista działalność polega na obchodzeniu sankcji, ale nie tylko. „Branża gier daje służbom państw autorytarnych coś, czego nie dawał dawny biznes przykrywkowy. Pozwala legalnie zatrudniać technicznych ludzi, utrzymywać transgraniczne zespoły, kontaktować się z młodymi specjalistami, organizować rekrutację i działać w środowiskach online, gdzie granica między pracą, rozrywką i wspólnotą jest płynna. Firma od gier może być zwykłą firmą od gier. Może też dawać świetną legendę ludziom, którzy mają podróżować, poznawać środowiska emigracyjne i budować kontakty bez wzbudzania podejrzeń” – uważają autorzy śledztwa.
Zwracają uwagę, że wschodnie służby chętnie wchodzą w inicjatywy, które „mówią językiem demokracji, praw człowieka, kultury i współpracy”.
– Do tej metody dochodzi gra pod fałszywą flagą. Służby z Mińska i Moskwy rzadko działają pod własnym szyldem. Wolą udawać biznes, organizacje społeczne, pomoc prawną czy nawet przedstawicieli sojuszniczego, na przykład ukraińskiego wywiadu – uważa Wojciech Pokora.