„To bardzo zły człowiek” – tak wysokiej rangi funkcjonariusz służb określa 36-latka, który jest podejrzewany o udział w zabójstwie Roberta Kuzowkowa (pseudonim Simon Skrepecki), rosyjskiego skandalisty zastrzelonego 15 czerwca w Białej Podlaskiej. Podejrzany został zatrzymany w hostelu w podwarszawskim Piastowie. Jest typowany także jako sprawca innych przestępstw, w tym z 2022 r.. Podejrzenia oparto na zapisie z monitoringu w miejscu zabójstwa, analizy systemów łączności i zeznań świadków.

 „Rzeczpospolita” potwierdziła wcześniejsze informacje, że nadal najmocniejszą hipotezą w śledztwie jest trop czeczeński. Co mężczyzna z gruzińskim paszportem ma wspólnego z Czeczenią? – W Gruzji jest bardzo duża diaspora czeczeńska – mówi informator „Rz”.

W Sejmie gen. Radosław Kujawa, zastępca koordynatora służb specjalnych wyjaśniał posłom, że Robert Kuzowkow był wielokrotnie ostrzegany przez polskie służby o „zagrożeniu”. – Mieliśmy dowody, że zagrożenie to jest realne. Nie udało nam się przekonać go, by skorzystał z ochrony dla dobra jego i jego rodziny – przyznał gen. Kujawa. Rosjanin sam musiałby złożyć wniosek do policji o ochronę. Kujawa mówił, że działalność ofiary „miała charakter otwarty i spektakularny, w związku z tym spotykała się z reakcjami zarówno osób aktywnych w internecie, jak też osób, które mogły stwarzać realne zagrożenie dla jego życia”.

Czytaj więcej

Zabójstwo Rosjanina w Białej Podlaskiej. MSWiA zdradza informacje o zatrzymanym 36-latku

Z informacji zebranych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że od 15 czerwca rodzina zamordowanego Rosjanina objęta jest pełną ochroną.

Ta egzekucja w biały dzień spowodowała, że czerwone lampki zapaliły się wśród decydentów służb specjalnych.

Rosyjskie służby specjalnie „akceptują wystąpienie ofiar śmiertelnych” w ramach eskalacji swoich działań

Oficer A: Od dawna wiedzieliśmy, że Rosjanie są gotowi do prowadzenia działań kinetycznych, widzieliśmy to w Niemczech, gdzie doszło do zabójstw, których sprawcami byli mieszkańcy Kaukazu. Zabójstwo w Białej Podlaskiej pokazuje modus operandi rosyjskich służb. Dlatego wątek czeczeński traktowany jest jako jeden z głównych.

Warto przypomnieć, że w raporcie ABW, który omówiliśmy w „Rzeczpospolitej” znalazło się sformułowanie, że „rosyjskie służby specjalne, eskalując swoje działania, akceptowały wystąpienie ofiar śmiertelnych”. Do tego mogły doprowadzić planowane zamachy na samoloty lub katastrofy w ruchu kolejowym.

W zainteresowaniu służb rosyjskich oraz białoruskich – wskazywali analitycy Agencji, są środowiska opozycjonistów. „Kontrwywiad ABW, we współpracy z innymi jednostkami, zapobiegł m.in. próbom zamachów na życie i zdrowie ustalonych antyputinowskich aktywistów” – przyznała Agencja.

Białoruskie służby – wskazywali – prowadzą masowy werbunek na terytorium swojego kraju, a następnie starają się przenosić swoich agentów do Polski. Stosują wobec swoich obywateli m.in. szantaż i przymus bezpośredni. Starają się też skłonić do współpracy Polaków podróżujących na Białoruś.

Z raportu ABW wynika, że kontrwywiad koncentruje się głównie na zwalczaniu służb traktowanych jako wrogie: Rosji oraz Białorusi. Dodatkowo raport ten wskazywał na „wysublimowane” działania chińskiego wywiadu w Polsce. ABW ostrzegała, że w tle lobbystycznej działalności i budowania wpływów w polskiej gospodarce znajduje się wywiad „Państwa Środka”. Stara się on m.in. kreować pozytywny wizerunek Chin w polskich mediach, docierać do dziennikarzy, ekspertów, naukowców lub urzędników proponując im np. stypendia w Chinach, przygotowanie analiz, ale głównym celem służb jest chińska diaspora w Polsce, jej członkowie są wykorzystywani do działań wywiadowczych. 

Co nie znalazło się w raporcie ABW. Chodzi o działania służb polskich sojuszników

W raporcie ABW nie znajdziemy informacji na temat działalności w Polsce sojuszniczych służb. Tymczasem są one bardziej aktywne, niż te działające w interesie Kremla czy Mińska.

– Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie do granic możliwości zostały rozbudowane stacje działające przy ambasadach – mówi oficer B. Podaje przykładowe liczby (nie możemy ich ujawnić – red.). Z jego wywodu wynika, że średnio dwu-, trzykrotnie powiększone kadrowo zostały te komórki.

Czytaj więcej

Zabójstwo Simona Skrepeckiego. Służby badają wątek czeczeński

W terminologii służb wywiadowczych „stacją” określany jest oficjalnie działający ośrodek operacyjny wywiadu, który działa w obcym państwie. Może ona np. zostać umieszczona przy ambasadzie, formalnie jest zgłoszona do naszych służb, niejako jest przez nie akredytowana, podobnie jak jej personel. Przeciwieństwem jest rezydentura, która działa w konspiracji np. pod przykryciem działalności biznesowej.

Ta aktywność nie powinna dziwić, bowiem Polska stała się zapleczem dla służb innych państw zbierających informacje na temat wojny w Ukrainie. Na tym kierunku najbardziej aktywni są Amerykanie i Brytyjczycy. Wywiady tych państw „zasysają” nie tylko informacje dotyczące strategii działania Rosjan, uzbrojenia, wykorzystywanych technologii, ale też ich oficerowie wywiadu przygotowują materiały dla misji gospodarczych. Zarówno Amerykanie, jak Brytyjczycy tworzą grunt do udziału w odbudowie tego państwa.

Polskie służby nie monitorują wszystkich działań służb sojuszniczych. „Często robimy to samo w ich państwach”

– Jeżeli spotkania funkcjonariuszy obcych służb odbywają się w ambasadach, a tak to powinno się odbywać, nie ma dla nas problemu. Kłopot jest wtedy, gdy dochodzi do spotkań z informatorami, w trakcie których przekazywane są materiały, albo np. fałszywe dokumenty, nie daj Boże, broń, na mieście – opisuje oficer A.

Rozmówcy „Rz” wskazują wprost, że polskie służby nie są w stanie monitorować wszystkich takich spotkań, bo nie mają tylu funkcjonariuszy. Oficer B: – Machamy ręką, bo to są służby sojusznicze. Zresztą my często tak samo robimy w ich państwach.

Dodają, że najbardziej aktywne w Polsce są służby ukraińskie. One starają się rozpracowywać środowiska białoruskie i rosyjskie, ale też prowadzą np. werbunek wśród Ukraińców, którzy przyjechali do Polski. – Są namawiani do przekazywania wrażliwych danych. Słowem, do wynoszenia informacji z polskich firm lub urzędów, w których są zatrudnieni – mówi oficer C. Z kilku niezależnych źródeł dowiadujemy się, że polskie prokuratury prowadzą śledztwa w sprawie szpiegostwa na rzecz państwa ukraińskiego. – Akty oskarżenia są utajniane przez prokuraturę, bo, jakby nie mówić, to są nasi sojusznicy – słyszymy.

– Mamy sygnały, że ukraińskie służby starają się werbować Polaków, którzy jadą na Ukrainę z pomocą humanitarną czy misją biznesową – opisuje oficer D. Inny dodaje: – Służby ukraińskie niekiedy działają pod fałszywą flagą „biało-czerwoną”. Posługują się też polskimi dokumentami. Kolejny tłumaczy, że w widoczny sposób aktywny w Polsce jest także wywiad niemiecki i francuski. Ten ostatni prowadzi – słyszymy – bardzo agresywne działania m.in. lobbingowe.

Czytaj więcej

Były oficer ABW: W Polsce mamy do czynienia z anomalią kontrwywiadowczą

W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” zapytaliśmy płk. Piotra Krawczyka, byłego szefa Agencji Wywiadu, które służby obecnie stanowią dla nas największe zagrożenie – rosyjskie, białoruskie czy chińskie?

– Zagrożeniem są ci, którzy w sposób mniej lub bardziej efektywny podważają suwerenność państwa polskiego. Może to odnosić się do bezpieczeństwa fizycznego, integralności granic, systemu bankowego, finansowego, suwerenności politycznej, informacyjnej, również w cyberprzestrzeni. Te kraje, które pan wymienił, nie są jedynymi krajami, które stanowią dla nas zagrożenie – odpowiedział płk. Krawczyk.

Dopytywany o których państwach jeszcze myśli, stwierdził: „Odpowiem tak – jest takie przysłowie: Panie Boże, broń mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami poradzę sobie sam”.

– Oczywiście realizujemy wspólne operacje, wymieniamy się informacjami i to odbywa się bez zgrzytów. Ale potem każda z tych służb realizuje zadania w interesie swojego państwa. I tutaj nie ma żadnych sentymentów – kwituje oficer B.

P.S. Ukryłem Dane byłych i obecnych funkcjonariuszy polskich służb specjalnych ukryłem używając pojedynczych liter.