Kiedy zaczynałem pracę jako konsul generalny RP w Nowym Jorku, przeczytałem w amerykańskiej gazecie, że właśnie przeszedł na emeryturę jeden ze współtwórców rakiety Patriot, z pochodzenia Polak. Poleciłem jednemu z wicekonsulów, by zajął się weryfikacją notatki, ustaleniem nazwiska i miejsca zamieszkania jej bohatera. Okazało się, że mieszka na Florydzie, nie mogłem więc wręczyć mu pierwszego odznaczenia państwowego Wolnej Polski, musiała uczynić to ambasada RP w Waszyngtonie. Ale tak właśnie zaczęła się moja przyjaźń z nieżyjącym już Zdzisławem Julianem Starosteckim, z którego powinniśmy być dumni, skoro wciąż tyle hałasu wokół tych najlepszych w świecie antyrąkiet.

Czytaj więcej

Surdykowski: Na co nam NATO

Droga Starosteckiego – od kampanii wrześniowej, przez Magadan i Kołymę do Monte Cassino

Urodził się w 1919 r. w Łodzi. Aby kontynuować mundurową tradycję rodziny, wstąpił do szkoły kadetów i tam zastał go 1939 r.; walczył jeszcze pod Kockiem, w ostatniej bitwie Września. Uciekł w cywilnym ubraniu i przedostał się do Warszawy, aby wstąpić do konspiracji. Przy próbie przejścia przez Węgry do Francji, gdzie formowała się polska armia, został schwytany przez NKWD i skazany na niewolniczą pracę w syberyjskich łagrach; poznał najgorsze z nich – Magadan i Kołymę. Wydostał się z morderczego „archipelagu” dopiero do formującej się armii gen. Andersa i w Iraku został przeszkolony na podchorążego wojsk pancernych. W tej roli walczył pod Monte Cassino, ale w tym momencie jego relacja rozmija się ze słynną opowieścią Wańkowicza: mocnym sierpowym zmusił do milczenia dowódcę plutonu, który nakazał odwrót, podczas gdy on słusznie wierzył w możliwość wjechania czołgami na kluczowe wzgórze.

Czytaj więcej

Ukraina chce więcej pocisków do Patriotów. Zełenski: To palący temat

Tokarza zwerbował amerykański Departament Obrony

Po wojnie spotkał go zwykły los żołnierzy Andersa: emigracyjna bieda w Anglii, potem w USA. Tam ukończył studia, ale na życie zarabiał jako tokarz. Amerykanie są jednak mistrzami w „łowieniu głów”. wkrótce zaproponowano młodemu inżynierowi pracę w tajnej firmie podległej Departamentowi Obrony. Tam szybko wybił się na szefa zespołu. Najpierw miały być to rakiety przeciwczołgowe, potem przeciwlotnicze. Jego zespół był odpowiedzialny za konstrukcję głowicy, z którego to projektu wyłoniła się rakieta o symbolicznej nazwie Patriot. Wiele razy gościłem w jego domu w średniej wielkości mieście Sarasota nad Zatoką Meksykańską. Było to wspaniałe miejsce opromienione życzliwością i przyjaźnią. Miał niewielki jacht, którym – ponad 70-letni już – twierdził, że wkrótce wyruszy w samotny rejs do Europy. Dobrze, że prezydent Lech Kaczyński zdążył nadać mu stopień generała. Odszedł na raka w 2010 r.