Do eskalacji napięć dochodzi w piątym roku pełnoskalowej wojny z Rosją, gdy ukraińska armia zmaga się z coraz większymi brakami kadrowymi. Eksperci wskazują, że przedłużający się konflikt, wysokie straty na froncie oraz malejąca liczba ochotników sprawiają, iż mobilizacja staje się jednym z największych wyzwań dla władz w Kijowie.
Jak informuje BBC, pierwsze poważne sygnały narastającego kryzysu pojawiły się wiosną. W kwietniu kilku pracowników centrów mobilizacyjnych zostało ugodzonych nożem, a jeden z nich zginął. W lipcu szerokim echem odbiły się wydarzenia we Lwowie, gdzie około 200 osób otoczyło funkcjonariuszy próbujących zatrzymać mężczyznę podejrzewanego o uchylanie się od mobilizacji. Protestujący przewrócili i zniszczyli ich samochód.
Czytaj więcej
Weterani i inicjatorzy masowych protestów w Ukrainie postawili prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu ultimatum. Jeśli do piątku, 24 lipca, nie dojd...
Do sprawy odniósł się prezydent Wołodymyr Zełenski, który potępił przemoc wobec żołnierzy i pracowników odpowiedzialnych za prowadzenie mobilizacji. Jednocześnie komentatorzy zwracają uwagę, że rozwiązanie problemu może się oddalić po dymisji ministra obrony Mychajła Fedorowa. To właśnie on rozpoczął prace nad reformą systemu poboru, które miały ograniczyć napięcia społeczne i usprawnić proces mobilizacji.
Choć temat pozostaje w Ukrainie wyjątkowo drażliwy i wielu obywateli unika publicznej dyskusji z obawy przed wykorzystaniem takich informacji przez rosyjską propagandę, ukraińskie instytucje otwarcie przyznają, że problem narasta. Coraz częściej dochodzi zarówno do ataków na pracowników centrów mobilizacyjnych, jak i oskarżeń o nadużycia popełniane przez osoby odpowiedzialne za prowadzenie poboru.
Ataki na pracowników centrów mobilizacyjnych i narastająca frustracja społeczeństwa
Jednym z żołnierzy, którzy padli ofiarą przemocy, jest Wasyl Krupych. Weteran walk w Donbasie brał udział w jednych z najcięższych starć z wojskami rosyjskimi. W grudniu ubiegłego roku, pełniąc służbę na tyłach i uczestnicząc w patrolu sprawdzającym osoby uchylające się od mobilizacji, został brutalnie pobity.
Jak relacjonuje, dwóch mężczyzn odmówiło okazania dokumentów i podjęło próbę ucieczki. Gdy patrol ruszył za nimi, Krupych został zaatakowany łomem. W wyniku pobicia doznał złamania żebra i przez sześć tygodni przebywał w szpitalu.
Rzeczniczka ukraińskich sił zbrojnych przyznaje, że podobne ataki stały się codziennością i są dziś jednym z najpoważniejszych problemów związanych z mobilizacją.
Czytaj więcej
Rosja wystrzeliła w lipcu więcej rakiet balistycznych, niż jest w stanie wyprodukować w ciągu miesiąca. Według analityków ISW może to oznaczać, że...
Według danych Narodowej Policji Ukrainy od początku roku doszło już do ponad 600 napaści na pracowników centrów mobilizacyjnych. Funkcjonariusze ostrzegają, że agresja wobec osób prowadzących pobór systematycznie narasta.
Zdaniem ekspertów główną przyczyną jest zmęczenie społeczeństwa przedłużającą się wojną. Coraz więcej Ukraińców zna osoby, które zginęły lub zostały ciężko ranne na froncie, a perspektywa zakończenia konfliktu pozostaje odległa.
Poseł opozycji Ołeksandr Honczarenko uważa, że sytuacja zaczęła się pogarszać po nieudanej kontrofensywie Ukrainy.
– Funkcjonariusze zaczęli polować na ludzi na ulicach, a czasem stosują bardzo brutalne metody. Przemoc rodzi przemoc. To ogromny problem i będzie tylko narastał – ocenia.
Czytaj więcej
Dymisja popularnego ministra obrony wywołała kilkudniowe demonstracje w kilkunastu miastach kraju. Prezydent gwałtownie szuka rozwiązania sytuacji,...
Podobnego zdania jest analityk wojskowy Iwan Stupak. Jak podkreśla, armia zaczęła odczuwać coraz większy brak żołnierzy, dlatego dowództwo zdecydowało się znacząco zwiększyć skalę działań mobilizacyjnych.
Na Ukrainie coraz częściej używane jest określenie „busyfikacja”, odnoszące się do patroli, podczas których mężczyźni są zatrzymywani na ulicach i przewożeni autobusami do centrów mobilizacyjnych.
– Gdy potrzebnych jest kolejnych pięć tysięcy ludzi, zaczynają ich po prostu wyłapywać. Jeśli ktoś odmawia, często dochodzi do bójek – mówi Stupak.
Tysiące skarg na działania rekruterów i wstrzymane reformy systemu mobilizacji
Rosnąca liczba incydentów dotyczy jednak nie tylko przemocy wobec pracowników centrów mobilizacyjnych. Coraz więcej osób zgłasza również przypadki nadużyć popełnianych przez samych rekruterów.
Ukraiński rzecznik praw obywatelskich poinformował, że w ubiegłym roku wpłynęło ponad 6 tys. skarg dotyczących działań pracowników centrów mobilizacyjnych. To dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Zgłoszenia dotyczą m.in. pobić, bezprawnego przetrzymywania oraz niewłaściwych warunków panujących w ośrodkach mobilizacyjnych.
Jednym z autorów takich skarg jest profesor uniwersytecki Kyryło Ogdański, który – mimo zwolnienia z obowiązku służby – twierdzi, że został pobity podczas kontroli w Dnieprze.
Czytaj więcej
Rosja przygotowuje się do przeprowadzenia jesiennej mobilizacji obejmującej nawet 500 tys. osób – poinformował szef ukraińskiego Centrum Przeciwdzi...
Jak relacjonuje, zatrzymał go mężczyzna w cywilnym ubraniu, który chciał sprawdzić jego dokumenty. Profesor zwrócił uwagę, że zgodnie z obowiązującymi procedurami podczas takich działań powinni być obecni policjanci. Chwilę później został zaatakowany.
– Jeden z nich wytrącił mi telefon z ręki, dwóch innych wepchnęło mnie do autobusu. Kiedy zapytałem, co się dzieje, zaczęli bić mnie po głowie. Kilka razy uderzyli mnie w nos – opowiada.
Profesor twierdzi również, że grożono mu natychmiastowym wysłaniem na front.
Po pobiciu spędził dwa tygodnie w szpitalu z podejrzeniem urazu szyi oraz rozległymi obrażeniami twarzy. Złożył oficjalne zawiadomienie, choć długo nie chciał mówić publicznie o sprawie.
– Rosyjska propaganda bardzo chętnie wykorzystuje takie historie. Ale problem naprawdę istnieje. Jeśli wszyscy będą milczeć, nic się nie zmieni. Rozumiem trudności związane z mobilizacją, ale żaden urzędnik nie ma prawa tak postępować – podkreśla.
Czytaj więcej
Krwawe bilanse po kolejnych atakach rosyjskich sił na wschodzie i południu Ukrainy. W wyniku ostrzałów infrastruktury krytycznej oraz dzielnic mies...
Zdaniem Wasyla Krupycha Ukraina nie ma jednak alternatywy i musi uzupełniać straty ponoszone na froncie.
– Wypełnialiśmy swój obowiązek. Walczyliśmy i broniliśmy naszych ludzi, a teraz sami jesteśmy atakowani – mówi.
Jeszcze jako minister obrony Mychajło Fedorow rozpoczął prace nad reformą systemu mobilizacji. Plan zakładał m.in. wprowadzenie kontraktów terminowych dla nowych żołnierzy, możliwości czasowego zwolnienia ze służby po zakończeniu kontraktu, wyższe wynagrodzenia dla osób pełniących najbardziej niebezpieczne zadania oraz przekazanie części obowiązków związanych z kontrolami policji.
Rozważano także obowiązkowe szkolenia i badania psychologiczne dla osób prowadzących działania mobilizacyjne. Po dymisji Fedorowa większość tych projektów pozostała jednak na etapie przygotowań. W efekcie Ukraina otwarcie przyznaje, że system mobilizacji wymaga zmian, jednak wciąż nie przedstawiono rozwiązania, które mogłoby zahamować narastający kryzys.