Z naszych informacji wynika, że na wpis do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów czeka przygotowany przez Ministerstwo Aktywów Państwowych projekt nowelizacji ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym.

„Kluczowe stanowiska powinny być powierzane profesjonalistom, którzy rozumieją zarówno specyfikę rynku, jak i wagę odpowiedzialności związanej z zarządzaniem majątkiem państwowym” – pisze w założeniach do projektu MAP.

Zgodnie z obecnie obowiązującą treścią art. 19 ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym kandydat na członka rady nadzorczej musi mieć wykształcenie wyższe, minimum 5-letnie doświadczenie zawodowe i dodatkowo spełniać jeden z wymogów. Wśród nich jest posiadanie stopnia naukowego doktora nauk ekonomicznych, prawnych lub technicznych czy tytułu radcy prawnego, adwokata, biegłego rewidenta, doradcy podatkowego, doradcy inwestycyjnego lub doradcy restrukturyzacyjnego. Ewentualnie dyplomu Master of Business Administration (MBA) czy zdanego państwowego egzaminu dla członków rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Projekt przewiduje poszerzenie tego katalogu o doświadczenie w zarządzaniu dużym przedsiębiorstwem przez co najmniej 5 lat. Duże przedsiębiorstwo to takie, które zatrudnia 250 lub więcej pracowników albo którego roczny obrót jest większy niż równowartość 50 mln euro lub suma bilansowa przekracza 43 mln euro.

Dodatkowo zgodnie z projektem nie wystarczy już 5 lat doświadczenia zawodowego, by zasiadać w radzie nadzorczej spółki z udziałem Skarbu Państwa. MAP chce, by było to 7 lat.

Czytaj więcej

Wojciech Balczun: Państwowe spółki są dziś narzędziem bezpieczeństwa gospodarczego

Nie każdy MBA ma się liczyć w spółce Skarbu Państwa 

Zgodnie z projektem nie każdy MBA będzie przepustką do rady nadzorczej państwowej spółki. Honorowane będą tylko studia ukończone na uczelni posiadającej uprawnienie do nadawania stopnia doktora habilitowanego lub na uczelni posiadającej akredytację, która zostanie określona w przepisach wykonawczych do ustawy. To pokłosie afery z Collegium Humanum. Na tej uczelni wielu polityków w ekspresowy sposób uzyskiwało tytuł MBA, na który na renomowanych uczelniach trzeba ciężko pracować, zaliczając wymagające egzaminy. Korzystali w ten sposób ze ścieżki, którą sami sobie stworzyli, zmieniając przepisy tak, by warunkiem koniecznym do zasiadania w radzie nadzorczej spółki Skarbu Państwa nie był zdany trudny państwowy egzamin, ale wystarczył zamiennie tytuł MBA.

MAP chce też rozszerzenia wymogów, które muszą spełniać członkowie rady do spraw spółek z udziałem Skarbu Państwa. Rada opiniuje kandydatów na członków rad nadzorczych.

„Celem wprowadzanych zmian jest to, aby członkami rady zostawały osoby o najwyższym stopniu wiedzy merytorycznej oraz bogatym doświadczeniu zawodowym, ale także osoby niezależne i apolityczne” – uzasadnia resort.

Członkiem rady, zgodnie z projektem, nie będzie mógł zostać poseł, senator, poseł do Parlamentu Europejskiego ani też osoba zasiadająca w organach administracji samorządowej. Zaś minimalne doświadczenie zawodowe kandydata do rady będzie musiało wynosić co najmniej 10 lat.

– Nie interesują mnie preferencje światopoglądowe, seksualne czy polityczne. To jest zupełnie wtórne wobec kompetencji – mówił kilka miesięcy temu w wywiadzie dla „Rz” Wojciech Balczun, minister aktywów państwowych, zapowiadając odejście od partyjnego klucza przy obsadzaniu stanowisk w zarządach i radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Mówił, że liczyć będzie się doświadczenie, potwierdzone sukcesy biznesowe i realne dopasowanie kompetencji do profilu konkretnej spółki.

Czytaj więcej

Premier Donald Tusk podpisał kodeks odpolityczniający spółki Skarbu Państwa

Zaczęło się od macierzy kompetencji i Kodeksu Dobrych Praktyk dla państwowych spółek 

Ministerstwo planowało osiągnąć to w trzech krokach. Pierwszy to wprowadzenie tzw. macierzy kompetencji.

„Prawdziwym kluczem do lepszego nadzoru są kompetencje i właściwe ułożenie rad nadzorczych. Nie możemy mieć rad złożonych wyłącznie z prawników. Potrzebujemy zespołów zróżnicowanych: prawnika, branżysty, eksperta od finansów, ekonomisty. Dlatego w ramach naszych macierzy kompetencji będziemy filtrować wszystkich członków rad nadzorczych w spółkach Skarbu Państwa” – tłumaczył szef MAP jesienią ubiegłego roku, gdy startował pilotaż programu, który miał sprawdzić działanie tego narzędzia w największych spółkach Skarbu Państwa. Pod hasłem „macierzy kompetencji” kryje się wypełnienie formularza samooceny, którego stosowanie, zgodnie z projektem nowelizacji, ma stać się obowiązkowe.

Drugim krokiem ku profesjonalizacji i odpolitycznieniu spółek Skarbu Państwa był podpisany przez premiera w lutym tego roku Kodeks Dobrych Praktyk Nadzoru Właścicielskiego. Ostatnim elementem jest nowelizacja ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Dwa lata rządu Donalda Tuska. Kapitalizacja państwowych spółek mocno w górę

Pro

Premier Tusk: legitymacja partyjna dyskwalifikuje do pracy w spółkach

Jej wpis do wykazu prac legislacyjnych rządu mogła przyspieszyć afera ze Szpitalem Południowym w Warszawie. To kolejny dowód na to, jakie mogą być skutki marnych kompetencji nadzoru.

Koalicjanci przypomnieli sobie o 13. punkcie umowy koalicyjnej, który mówił o odpolitycznieniu spółek Skarbu Państwa, co zdaniem niektórych powinno objąć też spółki samorządowe.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski postawił ultimatum radnym KO.

„Osoby, które zasiadają w zarządach i radach nadzorczych, otrzymują czas do końca lipca na jasną decyzję. Albo praca dla Warszawy, albo członkostwo w partii” – poinformował.

Do dyskusji włączył się premier Donald Tusk, rozszerzając ją o spółki państwowe. Szef rządu stwierdził, że legitymacja partyjna powinna dyskwalifikować kandydatów do ważnych funkcji oraz że zaproponuje przegląd rad nadzorczych.

– Jeśli chodzi o moje rekomendacje, to dla mnie członkostwo w partii jest obciążeniem – powiedział premier Donald Tusk.

– Skoro premier tak mówi i prezydent Trzaskowski też, to ja mówię: sprawdzam – zareagował poseł Rafał Komarewicz (klub Centrum), próbując uruchomić ponownie prace nad poselskim projektem ustawy w celu naprawy ładu korporacyjnego w spółkach z udziałem Skarbu Państwa.

Projekt powstał w 2024 r. i znalazł się w legislacyjnym zawieszeniu. Za jego przyjęciem i skierowaniem do dalszych prac zagłosowało w styczniu 2025 r. tylko czterech, na 40 posłów połączonych komisji sejmowych. Wszyscy z ówczesnego klubu Polski 2050. Przeciwni byli posłowie KO i PSL. Posłowie PiS wstrzymali się od głosu. W ten sposób projekt nie został przyjęty ani odrzucony, ponieważ nikt nie zgłosił takiego wniosku. W ubiegłym tygodniu posłowie zdecydowali o powrocie do prac nad nim w ramach specjalnie powołanej do tego komisji nadzwyczajnej. Tym razem opozycja, głosami posła Marka Suskiego (PiS), sugerowała, by objąć nim spółki samorządowe.

– Przyjrzałem się im w Radomiu. I znalazłem bratową ministra Michała Gramatyki z Tychów, córkę prezydenta Białegostoku czy siostrę europosłanki Magdaleny Adamowicz – wyliczył poseł Suski.

– Możemy wymienić nominantów PiS w spółkach. Np. pani Sobolewska jest w spółce zajmującej się przewozami kolejowymi, nadzorowanej przez marszałka województwa lubelskiego – odpowiedział poseł Adam Dziedzic (PSL).

Ostatecznie posłowie zdecydowali poczekać na projekt ministerstwa i ewentualne dalsze prace nad projektem poselskim uzależnili od jego oceny.