Tak wynika z najnowszej wersji projektu ustawy o ustalaniu wysokości zwiększenia do emerytur z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych osób, które przed dniem 6 czerwca 2012 r. zgłosiły wniosek o emeryturę na zasadach obowiązujących osoby urodzone przed dniem 1 stycznia 1949 r.
Skąd wziął się problem?
Przypomnijmy, że ponad dwa lata temu Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok (sygn. akt SK 140/20) korzystny dla emerytów (do dzisiaj nie został ogłoszony w Dzienniku Ustaw). Uznał w nim, że art. 25 ust. 1b ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (t.j. DzU. z 2025 r. poz. 1749)) pozwalający na pomniejszenie świadczenia, w sytuacji gdy ubezpieczony przeszedł na wcześniejszą emeryturę, jest niezgodny z konstytucją w stosunku do osób, które skorzystały z możliwości przejścia na emeryturę, zanim regulację tę ogłoszono.
Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego przepis ten naruszał konstytucję również w odniesieniu do innych roczników niż 1953, gdyż w stosunku do kobiet urodzonych w tym roku TK wypowiedział się w wyroku o sygn. akt P 20/16. Efekt? Konieczna stała się nowelizacja obecnych przepisów.
Przypomnijmy, że ustawodawca w 2020 r. częściowo uregulował tę problematykę, uchwalając art. 194i oraz 194j ustawy emerytalnej, który zakładał całkowite usunięcie w stosunku do kobiet, jak i mężczyzn z rocznika 1953 kwestionowanego art. 25 ust. 1b ustawy emerytalnej.
Natomiast po roku od orzeczenia TK w sprawie SK 140/20 rząd przedstawił propozycję w tym zakresie (pisaliśmy o tym TUTAJ). Jednak właśnie pojawiła się nowa wersja projektu.
Czytaj więcej
Większość urzędów zapewnia, że dodatkowe wydatki zostaną pokryte z istniejących funduszy wynagrodzeń i nie wpłyną na realizację zaplanowanych zadań...
Co się zmieni w przepisach dla emerytów?
Obie propozycje różnią się przede wszystkim sposobem rekompensaty dla osób poszkodowanych przez stosowanie art. 25 ust. 1b.
Pierwotnie przewidziano pełne przeliczenie emerytury z pominięciem art. 25 ust. 1b, co oznaczało, że wysokość świadczenia zostałaby ustalona tak, jak gdyby przepis ten nigdy nie obowiązywał.
– Głównym mankamentem tamtego projektu było zamrożenie waloryzacji kapitału początkowego i składek w okresie pobierania wcześniejszej emerytury. W efekcie ubezpieczeni otrzymaliby nowe, wyższe świadczenie, ale nie tak wysokie, jak dostali poszkodowani emeryci z rocznika 1953 – wyjaśnia doktor Andrzej Hańderek, radca prawny prowadzący własną praktykę.
Nowa propozycja odchodzi natomiast od tej pierwotnej koncepcji. Zamiast tego wprowadza tzw. mechanizm zwiększenia do emerytury. Zakład Ubezpieczeń Społecznych obliczy jedynie hipotetyczną wysokość świadczenia z pominięciem art. 25 ust. 1b, następnie porówna ją z wysokością wcześniejszej emerytury i wyliczy różnicę. Różnica ta nie będzie jednak wypłacana w pełnej wysokości, lecz zostanie pomniejszona przez współczynnik korygujący zależny od okresu pobierania wcześniejszej emerytury.
– Pod pozorem systemowego rozwiązania problemu i wprowadzenia nowej instytucji „zwiększenia do emerytury”, ustawodawca próbuje drastycznie ograniczyć prawa emerytów i zabezpieczyć budżet państwa przed skutkami niezwykle korzystnej dla ubezpieczonych linii orzeczniczej sądów powszechnych – mówi mec. Andrzej Hańderek.
Jak wyjaśnia obecnie, gdy sądy powszechne (stosując rozproszoną kontrolę konstytucyjności i powołując się na zasadę zaufania obywatela do państwa) w całości pomijają art. 25 ust. 1b, emeryt otrzymuje pełną, niepomniejszoną emeryturę powszechną.
– Oznacza to, że jego świadczenie jest wyższe o 100 proc. kwoty, o jaką bezprawnie pomniejszono jego kapitał początkowy i składki – mówi.
Tymczasem, jak wskazuje, projekt w nowej odsłonie wprowadza współczynnik korygujący, w efekcie emeryt zamiast pełnej różnicy (100 proc.), na mocy ustawy otrzyma jedynie jakiś procent tej kwoty w ramach „zwiększenia”.
Czytaj więcej
ZUS po raz kolejny odnotował spadek średniego wieku osób, które uzyskały uprawnienia do renty. Co prawda tylko o miesiąc, ale to już kolejny rok, w...
Regulacje budzące wątpliwości konstytucyjne
Doktor Andrzej Hańderek uważa, że ustawodawca zdecydował się też zostawić w projekcie jeden z najbardziej drastycznych i wątpliwych konstytucyjnie przepisów.
Chodzi o regulację, zgodnie z którą od dnia wejścia w życie ustawy nie wszczyna się postępowań administracyjnych i cywilnych w sprawie ustalenia wysokości emerytury powszechnej, z pominięciem art. 25 ust. 1b.
– Ustawodawca chce zablokować ubezpieczonym możliwość pójścia do sądu po korzystnie wyliczone świadczenie. Jeśli ustawa wejdzie w życie 1 kwietnia 2027 r., każdy, kto do tego dnia nie złożył odwołania lub wniosku do ZUS, zostanie przymusowo wtłoczony w ramy ustawowego, ułamkowego „zwiększenia”. To jawne uderzenie w konstytucyjne prawo do sądu (art. 45 Konstytucji RP). Wydaje się być też próbą zatrzymania korzystnej linii orzeczniczej sądów powszechnych – ocenia mecenas.
Ekspert zwraca też uwagę, że zgodnie z nową wersją projektu zwiększenie przysługiwać będzie dopiero od 1 maja 2027 r.
– Oznacza to, że ubezpieczeni, którzy przez lata (np. od 2014 do 2027 r.) pobierali zaniżone emerytury, nie otrzymają ani złotówki wyrównania za okresy przeszłe. Państwo daruje sobie dług za kilkanaście lat bezprawnego zaniżania świadczeń – ocenia doktor Andrzej Hańderek.
W ocenie mecenasa projekt rażąco narusza konstytucyjną zasadę równości wobec prawa.
– Ustawa jest skrajnie niekorzystna w porównaniu z ustawą naprawczą dla kobiet i mężczyzn z rocznika 1953. Tamci emeryci otrzymali pełne wyrównanie za lata zaniżonej emerytury, a także prawo do ponownego obliczenia świadczenia bez potrąceń na moment faktycznego złożenia przez nich wniosków o emeryturę – a nie w sposób sztucznie ustalony na moment osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego. Ustawa naprawcza dla rocznika 1953 nie przewidywała również żadnego współczynnika korygującego – podsumowuje.
Etap legislacyjny: konsultacje