[b]Rz: Co to jest spółdzielnia?[/b]
To lekceważące określenie grupy polityków zaprzyjaźnionych i współpracujących z Cezarym Grabarczykiem.
[b]Obecnym samcem beta Platformy.[/b]
No nie, tu pan przesadza. Stał się silnym i wpływowym politykiem, a jeśli miałbym układać jakiś ranking, to, trzymając się pańskiej nomenklatury, nazwałbym go samcem gamma.
[b]Czyli numerem trzy.[/b]
Bo pierwsi dwaj nie zmieniają się, odkąd wpływy w Platformie Obywatelskiej stracił Jan Rokita. Politykiem numer jeden jest Grzegorz…
[b]Kto?![/b]
Donald Tusk! Uff…
[b]Ta freudowska pomyłka będzie pana wiele kosztowała.[/b]
Pan naprawdę myśli, że na czele Platformy stoją ludzie pozbawieni poczucia humoru?
[b]Tak. Kiedyś je mieli, ale władza im je odebrała wraz z dystansem do siebie.[/b]
To bywa problemem, bo każda władza alienuje i kolejni premierzy oraz ministrowie, zwłaszcza w państwie tak źle urządzonym i mało sterownym jak Polska, mają poczucie, że są ciągle ostrzeliwani, a wtedy trudno o dystans do siebie. Poza tym – jak przestrzegali klasycy – każda władza deprawuje.
[b]To w jakim stopniu pan jest zdeprawowany?[/b]
W takim, w jakim uczestniczyłem we władzy, czyli w znikomym.
[b]Zaraz, to albo jest pan ważnym politykiem i lokomotywą partii w Krakowie, albo nie ma nic do powiedzenia.[/b]
Realne uczestnictwo we władzy mają przedstawiciele rządu, marszałek Sejmu, szefowie klubów rządzących partii, reszta jest w mniejszym lub większym stopniu sprowadzona do roli wykonawców.
[b]Czyli z panem nie trzeba się liczyć, bo i tak jest pan tylko wykonawcą.[/b]
W tej kadencji nie musi się pan ze mną liczyć, a w następnej być może będzie się pan chciał ze mną spotkać tylko na piwie, doceniając moje walory intelektualne.
[b]Pan nie pije piwa.[/b]
Dobrze pan pamięta, wino. Tylko nie pamiętam, kto komu jest winien.
[b]Pan mnie, i skoro sprawę wina mamy omówioną, to wróćmy do układu sił w PO. Może to ściema z tą spółdzielnią, może oni są nieważni?[/b]
Cezary Grabarczyk wszedł do zarządu PO i stał się człowiekiem, z którym wszyscy w partii się liczą.
[b]Ale jakim cudem? Jest ministrem wyśmiewanym za nieudolność, a premier nie może go nawet odwołać, bo jego los zależy od spółdzielni.[/b]
Krytyczne opinie na temat ministerialnych kompetencji Cezarego Grabarczyka są przesadzone, choć jako stały klient PKP będę bronił jego dokonań z umiarkowanym zapałem. Ale fachowość to jedno, a zupełnie inną umiejętnością polityczną jest zdolność do budowania wokół siebie wspólnoty. Oczywiście ta wspólnota może być twórcza, a może też być sitwą, kliką, czymś, co socjologowie nazywają brudną wspólnotą. Myślę, że aspiracją ministra Grabarczyka jest stworzenie wspólnoty twórczej.
[b]To aspiracja, a rzeczywistość?[/b]
Ją pokaże przyszłość, o ile ta grupa przetrwa.
[b]Panie rektorze, a mógłby pan spojrzeć na tę wspólnotę okiem intelektualisty?[/b]
Metody intelektualnego opisu rzeczywistości politycznej zostawię na czas, kiedy przejdę na emeryturę.
[b]Kto należy do spółdzielni?[/b]
Jest grupa szefów regionów, którzy widzą w Grabarczyku przyszłego przewodniczącego Platformy, a sami, dzięki temu, że przystąpili do tej grupy, zyskali dużo większy wpływ na kształt PO.
[b]Jakieś nazwiska?[/b]
Nie jest żadną tajemnicą, że bliskimi współpracownikami Grabarczyka są szef PO w Łodzi Andrzej Biernat czy szef małopolski Ireneusz Raś. Ale jeśli chce pan ustalać personalia, to niech pan sobie przypomni osławiony zjazd działaczy PO w Zakopanem z okazji 50. urodzin Biernata. Bawili tam bodajże posłowie Rynasiewicz z Podkarpacia, Korzeniowski z Opolszczyzny, był Paweł Graś jako łącznik z Donaldem Tuskiem.
[b]Pana nie było. Nie lubi pan gór?[/b]
Bardzo lubię, ale taki trochę aspołeczny jestem.
[b]Aspołeczny czy aspółdzielczy?[/b]
Aspółdzielczy. Mówiąc wprost i bez ogródek, nie widzę spoiwa programowego tej grupy, a gwoździem do jej trumny była, w mojej ocenie, bliska współpraca z Januszem Palikotem.
[b]Skoro spółdzielców nie łączy program, to nie ma mowy o wspólnocie budującej, lecz o klice. Mylę się?[/b]
Polityków może łączyć nie tylko wspólnota programowa, ale też wspólnota interesów.
[b]To jest definicja kliki. To ona łączy się ze względu na wspólne interesy.[/b]
Nie tylko, a same interesy mogą być uczciwe i nieuczciwe. Nie ma nic złego w tym, że polityk chce mieć jak największy wpływ na swoją partię, na państwo.
[b]Zostawmy spółdzielców, a porozmawiajmy o samym Grabarczyku. Czym ich uwiódł? Co on w sobie ma takiego, że nie daje spać kolegom?[/b]
Osobiście? Duży dar przekonywania w kontaktach bezpośrednich i zdolność definiowania interesów różnych osób. Potrafi też łączyć te interesy i ma dużą umiejętność skupiania wokół siebie ludzi. Dostrzegłem to w zeszłej kadencji, kiedy – będąc jeszcze senatorem – pomagałem mu przeprowadzić wybór Bohdana Zdrojewskiego na szefa klubu. Grabarczyk przeforsował to wtedy wbrew obu liderom: Donaldowi Tuskowi i Grzegorzowi Schetynie.
[b]Którzy chcieli Zbigniewa Chlebowskiego.[/b]
I przegrali z Grabarczykiem.
[b]Jak to było możliwe?[/b]
Ma dużą zdolność budowania networków…
[b]To powinien Facebooka założyć.[/b]
Wykorzystał ten talent w polityce.
[b]Polityk może przyciągać do siebie innych polityków z dwóch powodów. Po pierwsze: może mieć niebywały urok osobisty…[/b]
To widocznie ten przypadek.
[b]A ten ironiczny uśmiech na pańskiej twarzy co oznacza?[/b]
Że zastanawiam się, jaka jest druga możliwość.
[b]Po drugie: ten polityk ma konfitury w ręku. [/b]
Niech pan pyta posłów SLD, oni bacznie śledzą poczynania ministra Grabarczyka i informują o jego powiązaniach na konferencjach prasowych. Ja na ten temat nie mam wiedzy i nie zajmuję się szukaniem haków.
[b]Nie wierzę, że ważnych polityków PO da się przekupić tylko posadą dla żony na poczcie czy szwagra w PKP – mają lepsze rady nadzorcze. Grabarczyk musi dysponować politycznymi konfiturami.[/b]
To, co pan nazywa polityczną konfiturą, to realny udział we współrządzeniu Platformą Obywatelską, a Grabarczyk tej grupie to zapewnił.
[b]Premier pozostaje w bliskim sojuszu z Grabarczykiem.[/b]
Chce pan powiedzieć, że Donald Tusk jest członkiem spółdzielni Grabarczyka?
[b]Nie, Tusk ma władzę dużo większą niż cała spółdzielnia, ale posługuje się grupą Grabarczyka w grze ze schetynowcami. [/b]
Niewątpliwie przy wyłanianiu składu władz partyjnych Donald Tusk zasięgał rady i korzystał z pomocy Cezarego Grabarczyka, a sugestie Grzegorza Schetyny były dla niego mniej przekonujące.
[b]Ja rozumiem, że to dla nastroju, ale czy mógłby pan zapalić światło?[/b]
Koniecznie chce pan widzieć ironiczny uśmiech na mojej twarzy?
[b]Przejrzał mnie pan, więc porozmawiajmy o panu. Jest pan w innej niż minister transportu grupie.[/b]
Nie czuję się członkiem żadnej grupy.
[b]No tak, pan wyrasta ponad koterie i ponad całą Platformę.[/b]
Dziękuję za rzeczową ocenę (śmiech). I proszę nie ulegać pokusie uproszczonych i dychotomicznych opisów tego, co się dzieje w PO.
[b]A gdzie by pan siebie umiejscowił?[/b]
Jest prawdą, że cenię marszałka Schetynę i współpracuję z nim. I jest prawdą, że nie cenię spółdzielni, ale to nie znaczy, że jestem członkiem jakiejkolwiek grupy Schetyny. Zdecydowanie nie we wszystkich sprawach światopoglądowych się zgadzamy, bo on jest zdecydowanym liberałem, a ja konserwatystą. Ale, wbrew pozorom, nie te kwestie, nie sprawa in vitro są dla mnie w PO najważniejsze. Ja chcę zmian wolnorynkowych i szukam sojuszników. I takiego sojusznika znalazłem właśnie w marszałku Schetynie.
[b]A to ciekawe, bo jeszcze niedawno szukał pan oparcia w premierze.[/b]
Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek szukał w nim oparcia, ale na pewno nigdy moja współpraca z premierem nie była tak ścisła jak dzisiaj moja współpraca z Grzegorzem Schetyną.
[b]I to dopiero jest zabawne, jeśli się pamięta, jak szczerze panowie się nie znosili.[/b]
Ja do polityki trafiłem za pośrednictwem i jako stronnik Jana Rokity, z którym Schetyna był przez lata w silnym konflikcie.
[b]Owszem, wykańczał go.[/b]
Obydwaj znamy Janka Rokitę na tyle, by wiedzieć, że nie było to starcie bestii Schetyny z pięknym Rokitą, tylko że razy padały z obu stron. I słusznie, polityka to pokojowa forma wojny.
[b]Niemniej pańska wolta jest piękna.[/b]
To nie wolta, tylko weryfikacja moich wyobrażeń na temat Grzegorza Schetyny. W poprzedniej kadencji uważałem go za swojego śmiertelnego wroga. Zmieniłem zdanie, gdy zobaczyłem, jak sprawnym jest ministrem i wicepremierem.
[b]Choć nadal byliście daleko od siebie.[/b]
Zaczęliśmy często rozmawiać, odkąd został szefem klubu, i po każdej z tych rozmów zyskiwał w moich oczach. Okazało się, że obaj mamy identyczne poglądy w sprawach gospodarczych i przekonanie, że rząd powinien intensywniej usprawniać państwo.
[b]A ja mam przekonanie, że Schetyna traktuje te hasła instrumentalnie. Jako wicepremier nie był szczególnie znany z reformatorskiego zapału.[/b]
W moim poczuciu owego reformatorskiego zapału w rządzie było za czasów Schetyny więcej niż teraz.
[b]Skoro Schetyna chciał reform, to kto ich nie chciał?[/b]
Różnice zdań dotyczyły tempa i skali reform. Premier uznał, że jest odpowiedzialny za „tu i teraz” i że w Polsce nie czas na wielkie reformy, tylko na systematyczną korektę. Donald Tusk nazywa to rewolucją cichych kroków. Ja mam inną filozofię rządzenia.
[b]Rozumiem, że Schetyna ma swój urok, ale to urok twardego faceta, trochę łobuza. A pan się nie kojarzy z łobuzerką.[/b]
Jeśli pan jeszcze trochę przychyli się w stronę Grzegorza Schetyny, to może zgodzimy się, że nie przypomina Matki Teresy, ale ma w sobie coś z Robin Hooda?
[b]Tak? Nic mi nie wiadomo, by Schetyna komukolwiek coś dał.[/b]
A mnie nie wiadomo, by cokolwiek zabrał, ale ma w sobie wolę zmieniania świata wokół siebie i to jest dla mnie cenne. Schetynie, do cholery jasnej, o coś chodzi!
[b]Ale o co?[/b]
O to, by w Polsce było więcej wolności gospodarczej, by zreformować system ubezpieczeń społecznych, by szybciej budowano drogi. Nie przypadkiem w Platformie nazywano go karbowym.
[b]Porozmawiajmy o pozostałych schetynowcach. Na pewno Rafał Grupiński…[/b]
Przyjaźni się z marszałkiem jeszcze od czasów Solidarności Walczącej i dziś blisko współpracują.
[b]Grupiński jest konserwatystą?[/b]
Sam siebie czasem tak określa, ale jeżeli on jest konserwatystą, to… Hm, jak by to określić?
[b]Niepraktykującym?[/b]
W każdym razie mocno sceptycznym. Ale pan bardzo chce, bym ja utrwalał nieprawdziwy, dychotomiczny podział Platformy.
[b]Bardzo chcę, by naszkicował pan podział prawdziwy, i dlatego pytam, komu najbliżej do Schetyny.[/b]
Na pewno bardzo dobrze współpracuje z nim obecne kierownictwo Klubu Parlamentarnego PO. Tu widzę duże zrozumienie.
[b]Stąd pańska sympatia do posła Tomczykiewicza.[/b]
Tomek jest nie tak znowu częstym w polityce przykładem człowieka niezwykle wręcz przyzwoitego, a poza tym nie tak częstym, nawet w Platformie, posłem myślącym o gospodarce w sposób liberalny.
[b]Cudowne jest to pańskie świeże nawrócenie na wolny rynek…[/b]
Moje świeże nawrócenie?! 30 lat temu z mlekiem matki…
[b]Błagam, zostawmy rozważania, co pan, człowiek 50-letni, ssał 30 lat temu, i miejmy nadzieję, że to nie było mleko matki.[/b]
(śmiech) W takim razie niech będzie, że zamiast podśpiewywać przy goleniu, czytałem sobie Hayeka i Friedmana.
[b]Imponujące, ale panowie z członem „raś” w nazwisku i tak wysyłają pana do Senatu.[/b]
Cieszę się, że panu zaimponowałem, ale nie oczekuję, że każdy będzie się mną zachwycał. Mam świadomość, iż swymi poglądami i sposobem ich wyrażania uwieram niektórych ludzi w Sejmie, także niektórych kolegów z Platformy.
[b]Ale co złego jest w Senacie, gdzie widzą pana i Paweł Graś, i Ireneusz Raś?[/b]
Nic, ale kiedy minister Graś uzasadnia moją kandydaturę do Senatu potrzebą wystawienia silnych osobowości, to ja się zgodzę, pod warunkiem że z drugiego okręgu w Krakowie wystartuje inna silna osobowość – Paweł Graś.
[b]Skąd ta niechęć do rzecznika rządu?[/b]
Ja akurat Pawła bardzo lubię, choć często się rżniemy.
[b]Co robicie?[/b]
Rżniemy się politycznie.
[wyimek]W sprawie Chlebowskiego nie będę wyręczał władz PO. Nie mam zamiaru ani być czołowym moralistą, ani nie chcę też za nikogo wyciągać kasztanów z ognia[/wyimek]
[b]Bez podtekstów z dorzynaniem watah, ale na czym polega pańskie rżnięcie się z Grasiem?[/b]
Na prowadzeniu sporów i ograniczaniu swoich wpływów.
[b]Zostawmy krotochwile i rżnięcia. Wystartuje pan do Senatu?[/b]
Nie będę kandydował do Senatu.
[b]A co, jeśli szef regionu Ireneusz Raś nie znajdzie dla pana miejsca na liście poselskiej?[/b]
Z całym szacunkiem, ale to nie Ireneusz Raś będzie o tym decydował. Oczywiście wyobrażam sobie, że władze partii znajdą w Krakowie 26 lepszych ode mnie kandydatów Platformy.
[b]Wtedy skorzysta pan z zaproszenia PJN?[/b]
Wtedy będę zastanawiał się nad swoją przyszłością.
[b]A co, jeśli wyląduje pan na piątym, siódmym miejscu listy? Przełknie pan to upokorzenie?[/b]
Ja nie muszę zabiegać o wysokie miejsce. Może zabrzmi to nieskromnie, ale jestem gotów walczyć o najlepszy wynik z dowolnego miejsca na liście Platformy. Ale może skończmy już rozmowę o moim miejscu na liście i porozmawiajmy raczej o tym, co należy robić po wyborach.
[b]Nie chodzi tylko o pana. Zwolennicy Schetyny mogą mieć kłopoty z miejscami na listach.[/b]
Nie sądzę. Coraz więcej osób w PO rozumie, że jeżeli mamy wygrać te wybory, to musimy być zespołem i wycinanie ludzi tylko dlatego, że kojarzą się z Grzegorzem, nie wzmocni tych list.
[b]Na tych listach znajdzie się miejsce dla Zbigniewa Chlebowskiego?[/b]
I Roberta Węgrzyna? Spodziewałem się pytania o obu.
[b]Odpowie pan hurtem?[/b]
Mam ten komfort, że nie jestem członkiem władz partii i nie muszę w tych sprawach decydować.
[b]Pytam tylko o opinię.[/b]
Wyraziłbym ją, gdybym był członkiem władz PO.
[b]Czemu pan nie chce udzielić odpowiedzi na to pytanie?[/b]
Bo myślę, że ją pan zna i dlaczego…
[b]…Mieliby ją poznać czytelnicy „Rzeczpospolitej”?[/b]
Nie, ale dlaczego mam w tych sprawach wyręczać władze PO? Gdy w nich zasiadałem, to wypowiadałem się na temat Chlebowskiego czy Drzewieckiego. Dziś nie mam zamiaru ani być czołowym moralistą Platformy, ani nie chcę też za nikogo wyciągać kasztanów z ognia.
[b]Jako bliski współpracownik Schetyny przymyka pan oko na to, że to on przez lata holował ludzi, z którymi panu nie po drodze: senatorów Ludwiczuka czy Misiaka, posłów Chlebowskiego czy Drzewieckiego…[/b]
Każdy z tych przypadków jest inny i nie mam zamiaru roztrząsać żadnego, a o Grzegorzu Schetynie mogę powiedzieć, że ma inne zalety.
[b]I talent do otaczania się marnymi ludźmi.[/b]
W jego otoczeniu są ludzie, których cenię wysoko, jak Sławomir Rybicki, Andrzej Halicki czy Jacek Protasiewicz. Mnie w dzisiejszej polityce brakuje ludzi gotowych do działań modernizacyjnych.
[b]Z pewnością Mirosław Drzewiecki jest bardzo wolnorynkowy.[/b]
Na czym jak na czym, ale na gospodarce – sądząc po jego sukcesach – się zna.
[b]I Misiak ma sukcesy…[/b]
Gdyby nie popełnił tego błędu, to powiedziałbym z pełnym przekonaniem, że to jeden z najzdolniejszych polityków młodego pokolenia. Sądzę, że wróci jeszcze do polityki i będzie miał szansę się zrehabilitować.
[b]Tego się obawiam. Były poseł KLD, a dziś publicysta „Wyborczej” Witold Gadomski sufluje Tuskowi, by pozbył się „smutnych panów”. Młodzi Demokraci w Internecie piszą wprost o wywaleniu pana…[/b]
W ustach Młodych Demokratów taka opinia mnie nie dziwi, bo nasz sposób myślenia o Polsce i polityce dzieli przepaść – oni w sprawach gospodarczych nie mają żadnych poglądów, a w sprawach światopoglądowych są lewicowi.
[b]Paweł Kukiz, Marcin Meller, Kazik to zniechęceni wyborcy PO z ostatnich dni.[/b]
Od wielu lat czytam wypowiedzi Pawła Kukiza na tematy publiczne i z większością się zgadzam. Dlatego żal mi, że ktoś taki odwraca się od nas. O ile nie martwię się, że porzucają nas celebryci, o tyle o takich ludzi jak on chciałbym jeszcze powalczyć. Boli mnie też, że odsuwa się od nas elektorat liberalny od prof. Balcerowicza po właścicielkę warzywniaka koło mojej kamienicy.
[b]Jak pan chce o nich zawalczyć?[/b]
Mam nadzieję, że Platforma przeprowadzi do końca kadencji choć kilka wolnorynkowych reform i że powstrzymane zostaną zapędy choćby minister Kopacz, by wprowadzić lewicowe rozwiązania w sprawie in vitro czy związków partnerskich.
[b]Prorządowi publicyści „Polityki” czy Waldemar Kuczyński biorą was w obronę, strasząc, że jednak PiS wciąż jest groźny.[/b]
Już dawno ostrzegałem, że samo antypisowskie paliwo nie wystarczy i nie dojedziemy na nim do wyborów, a niepodejmowanie pewnych decyzji będzie dla nas kosztowniejsze niż ich podejmowanie. Ten scenariusz, niestety, się dziś sprawdza. Jeśli nie będzie żadnych zmian do wyborów, to sondaże mogą nam zjechać.
[b]Jak nisko?[/b]
Do poziomu 28 – 30 procent. A PiS będzie miał bardzo podobny wynik, wtedy wszystko zależy od frekwencji…
[b]Już nic się nie da zrobić?[/b]
Wciąż wierzę, że jesteśmy w stanie te wybory zdecydowanie wygrać, ale musimy zdobyć się na przeprowadzenie kilku odważnych reform.