Widmo masowej automatyzacji i utraty pracy wisi nad Doliną Krzemową niczym mgła otulająca San Francisco. Chociaż to stara śpiewka, powróciła na początku XXI wieku – kiedy rozwój AI zaczął przynosić owoce. Księgarnie stały się pełne książek o takich tytułach jak „Drugi wiek maszyny” czy „Surviving AI” (Jak przeżyć w czasach sztucznej inteligencji), a wszystkie przedstawiały, w ten czy inny sposób, diabelnie prostą argumentację: sztuczna inteligencja zmienia zasady gry. Mamy technologię ogólnego przeznaczenia, która daje się dostosować do rozmaitych celów; można ją wykorzystywać w wielu różnych okolicznościach. W dodatku sama się przystosowuje: uczy się z doświadczenia. W rezultacie będzie się stale udoskonalać i z tego powodu znaczna część siły roboczej stanie się niepotrzebna.