Gdy Mara była noworodkiem, jej matka odczuwała pokusę, by rzucić nią o ścianę. Całymi dniami i nocami kołysała się z nią w fotelu bujanym i od czasu do czasu zerkała na miejsce po drugiej stronie pokoju, cel, w który – jak sobie wyobrażała – mogłaby cisnąć dzieckiem. Któregoś wieczoru, kiedy myślała, że nie zdoła już dłużej się opierać, zgasiła wszystkie światła, żeby nie widzieć miejsca na ścianie, i wcisnęła się w kąt z kolanami przyciągniętymi do piersi, mocno ściskając Marę. Tak znalazł je ojciec Mary, obie głośno zawodziły.